fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Ludowiec PiS-owi nie przepuści

Fotorzepa, Michał Kolanko
Od momentu, kiedy jeden z sondaży pokazał, że w II turze Władysław Kosiniak-Kamysz może wygrać z Andrzejem Dudą – konflikt narasta.

Kandydatowi ludowców udała się konwencja wyborcza, podczas której nie szczędził złośliwości obecnemu prezydentowi. Posunął się nawet do użycia imienia Adrian, którym ochrzczony został Andrzej Duda w satyrycznym „Uchu prezesa". To wyraźnie rozsierdziło obóz prezydencki. Do tego jeszcze żona prezesa PSL oświadczyła, że jako pierwsza dama będzie aktywna i nie da się zamknąć w pałacu. Dodała, że nie będzie taką prezydentową, która „chowa się za ogrodzeniem prezydenckiego pałacu i wyłącznie statystuje swojemu mężowi". I tu ludzie prezydenta Dudy popełnili błąd: natychmiast uznali, że te słowa to atak na prezydentowa Agatę Kornhauser-Dudę.

Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski oświadczył w TVN24, że podczas konwencji PSL

„bardzo mocno i bardzo agresywnie zaatakowano urzędującego prezydenta, ale także, co jest wyjątkowo podłe, pierwszą damę". Prowadzący rozmowę Konrad Piasecki dopytywał, dlaczego słowa o aktywnej pierwszej damie mają być atakiem, a wtedy Spychalski sam przyznał, że podczas ostatniej konwencji PiS prezydentowa nie występowała, bo „na tym polega jej rola". Do tego jeszcze ostro zaatakował kandydata ludowców, nazywając go „popychadłem Donalda Tuska".

Dla sztabu ludowców to sytuacja wymarzona. Wszystko, co jest w stanie przełamać podział sceny politycznej na dwa obozy, gra na korzyść reszty kandydatów. Szczególnie natomiast tego, który ma szanse na zwycięstwo w II turze z urzędującym prezydentem.

Można więc śmiało uznać, że otoczenie Andrzeja Dudy przygotowało dla Kosiniaka-Kamysza okazały prezent. Teraz ludowcy muszą tylko z tej oferty skorzystać.

– Jeżeli sztab Andrzeja Dudy ma uwagi co do merytorycznych wypowiedzi naszego kandydata, jego małżonki, dotyczących sposobów funkcjonowania jako prezydenta, to zapraszamy na debatę – natychmiast odpowiedział ludziom prezydenta poseł PSL Dariusz Klimczak. Dołączył się wicemarszałek Sejmu z PSL, Piotr Zgorzelski, który złośliwie dodał, że „żaden z kandydatów na to nie zareagował, ponieważ żaden z kandydatów tym Adrianem nie był i być nie chce, oprócz jednego kandydata. A to pokazuje, że prawda w oczy kole, uderz w stół, a nożyce się odezwą" – mówił. Szefowa sztabu Kosiniaka-Kamysza, Magdalena Sobkowiak, zapewniła, że sztab „nie da się sprowokować".

Wszystko to nie byłoby niczym więcej niż tylko zwykłymi kampanijnymi potyczkami, gdyby nie perspektywy wyborcze. Kosiniak-Kamysz jest bowiem w stanie odbierać głosy prezydentowi Dudzie w środowiskach najważniejszych dla PiS – czyli w „Polsce powiatowej". I nawet jeśli kandydat ludowców nie wszedłby do II tury, bo na to największe szanse ma Małgorzata Kidawa-Błońska, to właśnie te odebrane w I turze głosy przesądzić mogą o porażce urzędującego prezydenta. Bo ci, którzy zagłosują w I turze na prezesa PSL, mocno atakowanego jako koalicjant PO i członek „tęczowej koalicji" – to w II turze już do Andrzeja Dudy nie wrócą.

Jeśli więc otoczenie prezydenta nadal będzie promować szefa PSL, w małym tylko stopniu podkopie to pozycję Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jej wyborcy to nie jest baza PSL. Ale za to wyborcy Andrzeja Dudy – tak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA