fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jacek Nizinkiewicz: PiS idzie po media

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Rządzący zapowiadali, że nie będą podnosić i wprowadzać nowych danin. Podatek od reklam ma dobić niezależne media, tak jak to się stało na Węgrzech.

– Nie planuję żadnych nowych podatków. My podatki obniżamy – deklarował w 2017 r. w rozmowie z „DGP" premier Mateusz Morawiecki. – Podnoszenie podatków nie jest dobrym sposobem na rozwój gospodarczy. Jesteśmy nastawieni na rozwój, więc na pewno podatków podnosić nie będziemy – mówiła w 2016 r. premier Beata Szydło.

– Nie chcemy podnosić podatków – zarzekał się w 2016 r. w rozmowie z „Rz" Jarosław Kaczyński.

– Nie planujemy podwyższania ani wprowadzania nowych podatków – zapewniał kilka miesięcy temu minister finansów Tadeusz Kościński.

Tego typu deklaracji było więcej nie tylko na przestrzeni lat rządów Zjednoczonej Prawicy, ale również ostatnich miesięcy. Co by było, gdyby politycy mówili prawdę, że zamierzają podnosić podatki? Straciliby władzę. Dlatego przed kolejnymi wyborami PiS robi wszystko, żeby o podwyżce podatków nie mówić. Kuglowaniu PiS sprzeciwia się nawet koalicjant Solidarna Polska, który protestuje przeciwko podniesieniu cen energii. W poprzednich latach PiS wprowadziło kilkadziesiąt podatków. Na 2021 r. wśród nowych podatków znalazły się m.in.: podatek cukrowy, opłata od „małpek", podatek handlowy, opodatkowanie CIT spółek komandytowych czy podwyżki wynikające z unijnych regulacji. Teraz doszedł nowy: podatek od reklam. Premier Morawiecki twierdzi, że nowe podatki, które zostaną wprowadzone w 2021 r., są dla przeciętnego obywatela nieistotne.

Nowa danina, według szefa rządu, ma obciążyć zagranicznych gigantów, by wesprzeć polskich obywateli. Nic bardziej mylnego, podatek od reklam będzie nałożony również na rodzime firmy, a jego skutki odczuje każdy obywatel. Mniejsze media zostaną doprowadzone na skraj bankructwa, a redakcje nie będą w stanie się utrzymać na rynku.

Podatek od reklam to pójście węgierską drogą pogarszania sytuacji finansowej mediów, żeby później móc część z nich przejąć. To gotowy przepis na tzw. repolonizację mediów, a unijne instytucje nic nie będą mogły zrobić, tak jak w przypadku Węgier. W 2019 r. Komisja Europejska przegrała przed Sądem UE w Luksemburgu sprawę z Węgrami, dotyczącą podatku od reklam. Efekt?

Od 2014 r., kiedy na Węgrzech został wprowadzony ten podatek i znaczna część mediów prywatnych została przyjęta przez oligarchów związanych z rządem Viktora Orbána. Nie trzeba było siłą wyrzucać dziennikarzy krytycznych wobec rządu. Wystarczyło zmienić prawo, żeby media nieprzychylne władzy przejąć na rynkowych zasadach. Grubo ponad 100 redakcji informacyjnych należy teraz do imperium obsługującego rząd Węgier.

Orbán w całym kraju ma tubę medialną, której pozazdrościł mu Kaczyński. Przejęte przez państwową spółkę lokalne dzienniki już wkrótce będą funkcjonować na wzór TVP Jacka Kurskiego, gdzie dziennikarze patrzą władzy na ręce tylko po to, żeby precyzyjniej złożyć na nich pocałunek.

Podatek od reklam to „kurskizacja" mediów: spacyfikowanie czwartej władzy i sprowadzenie jej do roli organu partyjnego PiS. I w rosnącym rządowym imperium medialnym wciąż będziemy słyszeć, że PiS nie podnosi i nie wprowadza nowych podatków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA