fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: PiS potrzebuje świętej wojny, by wygrać

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Splot przypadków i nieprzewidzianych wcześniej okoliczności uformował obecną strategię PiS: wybory do PE trzeba wygrać, mobilizując żelaznych wyborców.

Tego wszystkiego nikt nie zaplanował: przemówienie Leszka Jażdżewskiego samo wpisało się PiS-owi w kampanię. A reszta ruszyła z siłą lawiny, w której sprawa tęczowej aureoli Matki Boskiej zajęła szybko czołową pozycję. To realny strach przed utratą poczesnego miejsca w umysłach i sercach Polaków każe posłance Annie Siarkowskiej z PiS grozić pozwami wobec tych wszystkich, którzy używają symbolu tęczy w połączeniu ze świętymi wizerunkami. Poczucie zagrożenia i urażenia powoduje ministrem Brudzińskim, nakazującym policji przesadne działania wobec opozycyjnej aktywistki. A przy okazji – co dobrze składa się z czasem kampanii wyborczej – „skrzywdzeni" mogą liczyć na punkty wyborcze i zażegnanie płynącego z prawej strony zagrożenia bardziej radykalną opozycją.

To jednak strategia, z którą trzeba się będzie pożegnać raczej po wyborach do PE. Jak twierdzi politolog Marek Migalski, to jest przecież głosowanie z niską frekwencją, więc musi być oparte na żelaznych elektoratach. Dwadzieścia parę procent musi być jak wojsko – prawdziwie i święcie oburzone, przestraszone i zmobilizowane. Jest to tym pilniejsze, że żelazny elektorat PiS interesuje się wyborami europejskimi mniej niż krajowymi. – Dlatego trzeba ich przekonać, że głosowanie europejskie ma wielkie znaczenie dla polityki wewnętrznej – uważa prof. Ewa Marciniak, politolog.

Czyżby więc z takiego właśnie założenia wynikał główny przekaz całej kampanii, i to właściwie wszystkich głównych partii biorących udział w wyborach?

Ale co, jeśli frekwencja będzie jednak wyższa niż poprzednio? Być może przekroczy lekko 30 proc. A w wyborach parlamentarnych będzie przecież wyższa. Co wtedy?

Jarosław Kaczyński ma już praktykę w realizowaniu strategii „miłego starszego pana". Umie być sympatyczny i nawet postkomunistów nazywać pieszczotliwie. Ale czy będzie chciał z niej skorzystać w wakacje i we wrześniu? Czy przy tym podziale społecznym to jeszcze możliwe?

Jeśli nie, ciężko będzie pozyskać PiS nowych wyborców, bo efekt „piątki Kaczyńskiego" został już przecież „zjedzony". Czy budżet stać na nowe transfery? To chyba jedyny sposób, by przy wyższej frekwencji zyskiwać wyborców z grona do tej pory niegłosujących, debiutantów i starszych.

Nic na razie nie wskazuje także, by coś świeżego miała do powiedzenia opozycja, a w każdym razie nic, co choć trochę przypominałoby zwycięską strategię Tuska pod nazwą „polityka miłości", która uniosła Platformę w 2007 r. Powiew atrakcyjności traci pomału Wiosna. Sztaby muszą więc ruszyć do pracy i pokazać coś nowego, inaczej światopoglądowa wojna nie ustanie. Ale to dopiero po wyborach europejskich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA