fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Brexit: UE oferuje Brytyjczykom nawet rok na przemyślenia

AFP
Brytyjczycy bezrefleksyjnie zmierzają do przepaści brexitu bez umowy. Unia wyciąga do nich pomocną dłoń i oferuje nawet rok na przemyślenia.

Korespondencja z Brukseli

Od wielu miesięcy w UE rośnie frustracja wobec sytuacji w Wielkiej Brytanii, a także kompletnej bezradności brytyjskiej premier. Ale nawet jak na te bardzo już niskie standardy, wystąpienie Theresy May na czwartkowym szczycie przywódców było kuriozalne.

Na tydzień przed dniem brexitu, który bez umowy pogrążyłby Wielką Brytanię w chaosie, May nie była w stanie nic sensownego powiedzieć. Ani o tym, jak ocenia szanse na wygraną w kolejnym głosowaniu w Izbie Gmin, ani co zamierza zrobić, żeby przekonać deputowanych do poparcia jej planu, ani jak chce konsultować się z ignorowaną do tej pory opozycją, ani dlaczego poprosiła o przesunięcie brexitu akurat do 30 czerwca. Wreszcie widać było wyraźnie, że nie ma żadnego pomysłu, co zrobić w razie bardzo prawdopodobnej przegranej.

To postawiło przywódców 27 państw przed nie lada wyzwaniem. Jak pomóc Londynowi, a jednocześnie sobie, i ochronić się przed fatalnymi skutkami twardego brexitu? Pomóc tak, żeby wywrzeć presję na Izbę Gmin, ale jej nie rozwścieczyć. Żeby uzyskać brexit z umową, albo odsunąć moment wyjścia Wielkiej Brytanii na czas, gdy zmieni się tam dynamika polityczna. A przy tym uniknąć sytuacji, w której UE jest uwikłana w niekończące się negocjacje z Londynem, ciągłe nadzwyczajne szczyty i uzgadniane w ostatniej chwili przesunięcia ostatecznej daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Z informacji dochodzących z zamkniętego spotkania przywódców wynikało, że w końcu inicjatywę przejęła czwórka polityków: Angela Merkel, Emmanuel Macron, Mark Rutte i Xavier Bettel. To oni, z największym udziałem Niemki i Francuza, wypracowali plan, który na teraz wydaje się jedynym możliwym. Plan ten przewiduje, że jeśli Izba Gmin przegłosuje w przyszłym tygodniu wynegocjowaną umowę, to ma czas na ratyfikację i uporządkowane wyjście z UE 22 maja. Jeśli wynik głosowania będzie negatywny, to musi zdecydować, czy organizuje u siebie wybory do Parlamentu Europejskiego. Jeśli ich nie zrobi, to 12 kwietnia następuje twardy brexit. Jeśli natomiast zorganizuje wybory, to UE wtedy rozważy długie przedłużenie brexitu, nawet o rok. Plan ma zalety, bo tworzy presję na Izbę Gmin. A jednocześnie daje Wielkiej Brytanii jakieś opcje do wyboru. A przede wszystkim formalnie wprowadza, zakotwicza niejako, w unijnych dokumentach i w rozważaniach przywódców, opcję długiego przedłużenia, nawet o rok.

I choć oczywiście zwolennicy brexitu nie chcą zorganizowania wyborów do PE, to ostatecznie może się to okazać ceną wartą zapłacenia dla uniknięcia najgorszego. Dla UE takie długie przedłużenie ma oczywiście wady, bo warto byłoby już na 100 proc. wiedzieć, co stanie się z Wielką Brytanią. Ale lepiej zostawić ją jeszcze na rok i w tym czasie zajmować się innymi ważnymi sprawami. Czekając na to, żeby to Brytyjczycy wypracowali jakiś pozytywny program brexitu. Albo po prostu wycofali się z niego.

Przyjęty plan nie chroni nas zupełnie przed twardym brexitem. Ale przez wprowadzenie rożnych dat i różnych opcji, czyni całą sytuację mniej czarno-białą. A przez to mniej podatną na moralne szantaże i emocjonalne uniesienia. Rozwiązanie w stylu unijnym, które niesie nadzieję, choć nie daje żadnej gwarancji. Bo gwarancję mogą dać tylko Brytyjczycy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA