fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

11 listopada

Marsz Niepodległości. Warszawa liczy straty

AFP
Ulicami Warszawy przeszedł w środę Marsz Niepodległości pod hasłem "Nasza cywilizacja, nasze zasady". Na miejscu musiała interweniować policja. W stronę funkcjonariuszy rzucano race i kamienie. Władze stolicy szacują straty.

W ubiegłym tygodniu prezydent Warszawy nie wyraził zgody na organizację tegorocznego Marszu Niepodległości. Decyzję argumentował negatywną opinią Sanepidu. Mimo odwołania organizatorów, sąd negatywnie rozpatrzył złożone wniosek.

O rezygnację z udziału w marszu apelował również premier Mateusz Morawiecki. - W przyszłym roku mam nadzieję już koronawirusa nie będzie i bardzo chętnie wtedy razem pójdę z innymi w Marszu Niepodległości - mówił.

W odpowiedzi organizatorzy postanowili zmienili formułę. Poproszono uczestników, by na Rondzie Dmowskiego w centrum Warszawy pojawili się samochodami i motocyklami. "Zachęcamy do oflagowania i przyozdobienia pojazdów flagami narodowymi" - pisali organizatorzy. Mimo apelu, na miejscu zdecydowaną większość stanowili piesi.

Podczas wydarzenia doszło kilkukrotnie do starć między uczestnikami a pilnującymi porządku funkcjonariuszami policji. W stronę policjantów rzucano kamienie m.in. przy rondzie De Gaulle'a i na błoniach Stadionu Narodowego. Ranny został m.in. 74-letni Tomasz Gutry, wieloletni fotoreporter "Tygodnika Solidarność”. Mężczyzna został postrzelony w twarz gumową kulą przez funkcjonariusza policji. 

Grupa demonstrantów rzucała także racami i świecami dymnymi w blok znajdujący się przy Alei 3 maja, w wyniku czego w jednym z mieszkań wybuchł pożar.

Wieczorem oświadczenie w sprawie przebiegu wydarzenie wydał rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak.

Funkcjonariusze zabezpieczyli na miejscu materiały pirotechniczne, a także przedmioty niebezpieczne. - Pokazuje to nastawienie części osób, które pojawiły się podczas dzisiejszego nielegalnego, podkreślam, zgromadzenia - mówił rzecznik.

Mamy do czynienia z licznymi przykładami, w jaki sposób nie należy organizować zgromadzenia, do czego może dojść podczas takiego zgromadzenia, w przypadku gdy organizuje je osoba, która niekoniecznie jest w stanie w odpowiedni sposób je zabezpieczyć - ocenił Marczak.

Komunikat wydał także szef MSWiA Mariusz Kamiński. "Odpowiedzią na agresję i przemoc musi być zdecydowana i stanowcza reakcja Policji. Nie mają w tym względzie znaczenia poglądy polityczne organizatorów i uczestników demonstracji, wznoszone podczas nich hasła, czy niesione sztandary" - przekazał.

Prezes Marszu Niepodległości Robert Bąkiewicz przekazał, że nie zamierza przepraszać za przebieg wydarzenia. - Mógłbym przeprosić, gdybym dokonał przestępstwa. Na pewno odcinam się od aktów wandalizmu i chuligaństwa. Musimy poznać, kto tego aktu dokonał - skomentował.

Głos w sprawie przebiegu wydarzenia zabrał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. "Starcia z policją, zniszczenia, zatrzymany ruch pociągów, możliwe podpalenie. Oto jak skrajna prawica - tak hołubiona przez rządzących - "świętuje" Święto Niepodległości. To właśnie bilans, zapowiadanego zmotoryzowanego, a w rzeczywistości pieszego Marszu Niepodległości. A podobno to protestujące kobiety są największym wrogiem/zagrożeniem/złem/niebezpieczeństwem (proszę sobie wybrać, wszystkie określenia, jak widać jak najbardziej „trafne”)" - napisał na swoim profilu na Facebooku.

Rzeczniczka stołecznego ratusza Karolina Gałecka przekazała, że jeszcze w środę służby ocenią straty. - Zrobimy przejazd pogotowiem drogowym Zarządu Dróg Miejskich, by oszacować, jakie są straty, co ucierpiało, jeśli chodzi też o infrastrukturę drogową - mówiła w rozmowie z Polsat News.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA