Liczba pacjentów zapisanych do jednego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ)nie powinna przekraczać 2,5 tys. – stanowią przepisy. Problem zaczyna się, gdy zamiast lekarzy rodzinnych poradnia zatrudnia internistów i pediatrów, którzy mogą zajmować się – odpowiednio – tylko dorosłymi albo tylko dziećmi. Wówczas w sezonie infekcyjnym można nie doczekać wizyty u lekarza, który powinien przyjąć nas w ramach systemu publicznego.

Można złożyć skargę

U szczytu sezonu infekcyjnego dostanie się do poradni podstawowej opieki zdrowotnej graniczy z cudem, szczególnie w dużych miastach. Lekarze nie tylko bowiem przyjmują pacjentów, ale udzielają też tzw. teleporad. Ponadto gwałtownie rośnie liczba zakażeń Covid-19, a to właśnie u lekarza POZ pomocy szukają osoby podejrzewające u siebie infekcję wirusem SARS-CoV-2.

Prawdziwym wyzwaniem jest jednak dostanie się do poradni POZ z dzieckiem, szczególnie w dużych miastach. Podczas gdy jesienne przeziębienia trzebią grupy żłobkowe, przedszkolne i szkolne klasy, liczba lekarzy przyjmujących dzieci jest ograniczona.

Czytaj więcej

Koordynator wesprze pacjenta u lekarza rodzinnego

– Już samo dodzwonienie się do przychodni graniczy z cudem. A kiedy już się to uda, słyszymy najczęściej, że wszystkie terminy są zajęte przez najbliższy tydzień – narzekają stołeczne matki przedszkolaków. Wyjście? Skorzystanie z wizyty prywatnej (w stolicy ceny zaczynają się od 150 zł) lub refundowanej nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, działającej od poniedziałku do piątku w godz. 18–8, w soboty, niedziele i święta. W przypadku braku terminów w przychodni POZ, o możliwości skorzystania z nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej powinni poinformować pacjenta pracownicy przychodni, do której jest zapisany. Nie zawsze jednak tak się dzieje. Adresy można sprawdzić na stronie internetowej Narodowego Funduszu Zdrowia. Jeśli chcemy jechać tam z dzieckiem, należy się upewnić, czy na miejscu przyjmuje pediatra. Jednak przy dzisiejszych brakach kadrowych znalezienie tego też nie jest oczywiste i zajmuje dużo czasu.

Co mówią przepisy? Według nich sytuacja, w której chore dziecko nie może uzyskać pomocy w ramach publicznej opieki zdrowotnej, jest niedopuszczalna. – Jeśli pacjent ma trudności z uzyskaniem pomocy medycznej – np. osobistej wizyty lekarskiej – może to zgłosić NFZ lub rzecznikowi praw pacjenta. Wszystkie tego rodzaju sygnały są szczegółowo wyjaśniane – mówi rzecznik NFZ Sylwia Wądrzyk.

Dziecko poniżej szóstego roku życia ma też pierwszeństwo w dostępie do wizyt stacjonarnych. Rozporządzenie w sprawie standardów organizacyjnych teleporady w ramach podstawowej opieki zdrowotnej stanowi, że dziecku nie można zaproponować wyłącznie pomocy w formie teleporady.

Zasada nie dotyczy porad kontrolnych w trakcie leczenia, ustalonego w wyniku osobistego badania, których można udzielić zdalnie, oraz osób po raz pierwszy przyjmowanych przez lekarza, pielęgniarkę czy położną POZ.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Czytaj więcej

Teleporady u lekarza - ważne zmiany od 1 października

Za mało rodzinnych

Zdaniem specjalistów kłopoty z dostępem do lekarzy POZ będą się nasilać również dlatego, że w przychodniach tego typu, zamiast lekarzy rodzinnych, przyjmują pediatrzy albo interniści. Specjalizacja z medycyny rodzinnej daje podstawy do leczenia zarówno dzieci, jak i dorosłych, z kolei przyjmujący w POZ interniści i pediatrzy mogą leczyć tylko dorosłych i dzieci. A ponieważ lekarzy ze specjalizacją z medycyny rodzinnej jest w Polsce tylko 11,5 tys., w POZ coraz częściej przyjmują lekarze tych dwóch specjalizacji albo w ogóle nieposiadający specjalizacji.

Zdaniem części lekarzy taki podział jest szkodliwy, a nawet niebezpieczny. Internista czy pediatra powinni bowiem móc, pod nieobecność lekarza rodzinnego, przeprowadzić kontrolę u dziecka czy dorosłego. – Można reformować POZ, ale problem sprowadza się do zbyt małej liczby lekarzy. To, o czym eksperci alarmują od lat, w czasie pandemii ukazuje się w pełnej jaskrawości. Braki personelu nie dotyczą już tylko szpitali, ale nawet opieki podstawowej – zauważa były prezes NFZ Marcin Pakulski.

Jacek Krajewski, prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, lekarz rodzinny

Nadmierna atomizacja medycyny i podzielenie lekarzy na wąskie specjalizacje, nawet w podstawowej opiece zdrowotnej, prowadzi do wydłużenia się kolejek. Jeżeli dalej będziemy dzielić kompetencje na coraz więcej specjalności, nie będzie komu leczyć chorób podstawowych. Tam, gdzie w poradniach POZ pracują głównie specjaliści chorób wewnętrznych i pediatrzy, częściej dochodzi do sytuacji, gdy nie można dostać się do lekarza. Wystarczy, że pediatra zachoruje, a jego kolega specjalizujący się w leczeniu dorosłych nie będzie chciał przyjąć dziecka, twierdząc, że nie zna się na leczeniu osób poniżej 18. roku życia. O ile jednak rozumiem, że internista może bać się badać dziecka z wadą serca, o tyle myślę, że nie powinien mieć obiekcji przed badaniem – szczególnie kontrolnym – małego pacjenta, który został wcześniej zbadany przez pediatrę. Na szczęście takich problemów nie ma poza dużymi miastami, gdzie w poradni POZ przyjmują głównie lekarze rodzinni znający lokalną społeczność i leczący całe rodziny.