Rz: Wśród zakażeń szpitalnych na pierwszym miejscu znajdują się te, które wywołują choroby jelit. W dodatku z roku na rok ich liczba rośnie. Dlaczego tak łatwo jest się zarazić w szpitalu rotawirusem czy Clostridium difficile (laseczki beztlenowe)?
Te zakażenia są najczęściej zgłaszane, bo o wiele łatwiej znaleźć pacjenta z biegunką niż z zapaleniem płuc. Ale też tymi drobnoustrojami bardzo łatwo się zarazić – są przenoszone przez środowisko i personel medyczny, znajdują się na narzędziach i przedmiotach szpitalnych.
Sale szpitalne są jednak regularnie dezynfekowane. Dlaczego to nie pomaga?
Rutynowe sprzątanie sal to nie jest dezynfekcja. Używane detergenty nie zwalczą rotawirusa. Żeby zdezynfekować powierzchnie i sprzęty, trzeba użyć specjalnych środków. Problem w tym, że robi się to wtedy, gdy już zauważono pierwsze przypadki zakażenia i tak naprawdę jest już za późno. Natomiast w przypadku clostridium kłopot jest w tym, że ta bakteria uaktywnia się w trakcie antybiotykoterapii i lekarze nie mają na to żadnego wpływu. Poza tym bakterie te przenoszą się przez przetrwalniki w kurzu, których praktycznie nie da się zabić. Inna sprawa to infrastruktura szpitalna. Na większości oddziałów internistycznych jest jedna wspólna toaleta na korytarzu. Zanim chory z biegunką do niej dotrze, po drodze zgubi już połowę. ?I rozsieje bakterie po oddziale.
Zwykle najprostszą metodą zapobiegania takim zakażeniom jest higiena. Czy to, że w polskich szpitalach tak często dochodzi do zakażeń, nie wynika też z jej braku?
To na pewno jest też jedna z przyczyn. Niedofinansowane szpitale oszczędzają m.in. poprzez ograniczenie liczby pielęgniarek. Kiedy grupą 40 ciężko chorych opiekują się zaledwie trzy pielęgniarki, to nie są w stanie wypełnić wszystkich swoich obowiązków. Zwykle rezygnują wtedy z czynności higieniczno-dezynfekcyjnych.
Czy takie zakażenia szpitalne to polska specyfika?
Polska jest na pewno w czołówce pod względem liczby takich zakażeń. Jeśli chodzi o clostridium, to Polska pod względem tych zakażeń znajduje się w pierwszej piątce w Europie. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to bakteria, która atakuje osoby starsze. Czyli im starsze społeczeństwo, tym częściej dochodzi do zakażeń. Dlatego właśnie mają z nimi problem też szpitale w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech, gdzie służba zdrowia jest na dość wysokim poziomie.
Zakażenia clostridium bardzo trudno wyleczyć, bo często nawracają. Z czego to wynika?
Te bakterie są wynikiem nadużywania antybiotyków i podatności na nie osób w wieku 60+. Wielu lekarzy pierwszego kontaktu rutynowo, często bez sprawdzenia, czy nie jest to infekcja wirusowa, zapisuje antybiotyk, który na nią nie działa. A kiedy rzeczywiście trzeba go podać, okazuje się, że on już nie pomaga. Żeby to zjawisko ograniczyć, lekarze muszą przepisywać antybiotyki z większą rozwagą.