Reklama
Rozwiń
Reklama

Do szpitala po rotawirusa

Rozmowa z ?dr. Pawłem Grzesiowskim, ?przewodniczącym Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa

Publikacja: 14.07.2014 02:02

Rz: Wśród zakażeń szpitalnych na pierwszym miejscu znajdują się te, które wywołują choroby jelit. W dodatku z roku na rok ich liczba rośnie. Dlaczego tak łatwo jest się zarazić w szpitalu rotawirusem czy Clostridium difficile (laseczki beztlenowe)?

Te zakażenia są najczęściej zgłaszane, bo o wiele łatwiej znaleźć pacjenta z biegunką niż z zapaleniem płuc. Ale też tymi drobnoustrojami bardzo łatwo się zarazić – są przenoszone przez środowisko i personel medyczny, znajdują się na narzędziach i przedmiotach szpitalnych.

Sale szpitalne są jednak regularnie dezynfekowane. Dlaczego to nie pomaga?

Rutynowe sprzątanie sal to nie jest dezynfekcja. Używane detergenty nie zwalczą rotawirusa.  Żeby zdezynfekować powierzchnie i sprzęty, trzeba użyć specjalnych środków. Problem w tym, że robi się to wtedy, gdy już zauważono pierwsze przypadki zakażenia i tak naprawdę jest już za późno. Natomiast w przypadku clostridium kłopot jest w tym, że ta bakteria uaktywnia się w trakcie antybiotykoterapii i lekarze nie mają na to żadnego wpływu. Poza tym bakterie te przenoszą się przez przetrwalniki w kurzu, których praktycznie nie da się zabić. Inna sprawa to infrastruktura szpitalna. Na większości oddziałów internistycznych jest jedna wspólna toaleta na korytarzu. Zanim chory z biegunką do niej dotrze, po drodze zgubi już połowę. ?I rozsieje bakterie po oddziale.

Zwykle najprostszą metodą zapobiegania takim zakażeniom jest higiena. Czy to, że w polskich szpitalach tak często dochodzi do zakażeń, nie wynika też z jej braku?

Reklama
Reklama

To na pewno jest też jedna z przyczyn. Niedofinansowane szpitale oszczędzają m.in. poprzez ograniczenie liczby pielęgniarek. Kiedy grupą 40 ciężko chorych opiekują się zaledwie trzy pielęgniarki, to nie są w stanie wypełnić wszystkich swoich obowiązków. Zwykle rezygnują wtedy z czynności higieniczno-dezynfekcyjnych.

Czy takie zakażenia szpitalne to polska specyfika?

Polska jest na pewno w czołówce pod względem liczby takich zakażeń. Jeśli chodzi o clostridium, to Polska pod względem tych zakażeń znajduje się w pierwszej piątce w Europie. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to bakteria, która atakuje osoby starsze. Czyli im starsze społeczeństwo, tym częściej dochodzi do zakażeń. Dlatego właśnie mają z nimi problem też szpitale w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech, gdzie służba zdrowia jest na dość wysokim poziomie.

Zakażenia clostridium bardzo trudno wyleczyć, bo często nawracają. Z czego to wynika?

Te bakterie są wynikiem nadużywania antybiotyków i podatności na nie osób w wieku 60+. Wielu lekarzy pierwszego kontaktu rutynowo, często bez sprawdzenia, czy nie jest to infekcja wirusowa, zapisuje antybiotyk, który na nią nie działa. A kiedy rzeczywiście trzeba go podać, okazuje się, że on już nie pomaga. Żeby to zjawisko ograniczyć, lekarze muszą przepisywać antybiotyki z większą rozwagą.

Zdrowie
Choroby zakaźne są groźniejsze dla otyłych. Ryzyko śmierci rośnie drastycznie
Zdrowie
Będą podwyżki dla medyków od 1 lipca? Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany
Zdrowie
Będzie nowy zawód medyczny? Plany ministerstwa budzą sprzeciw
Zdrowie
Krajowa Sieć Onkologiczna pod lupą. Dlaczego pacjenci wciąż nie mają równego dostępu do leczenia?
Zdrowie
NFZ nadal nie zapłacił szpitalom za nadwykonania. Konsekwencje mogą odczuć pacjenci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama