Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kluczowe rozbieżności w propozycjach rządu, pracodawców i związków zawodowych dotyczących płacy minimalnej.
  • Dlaczego zdaniem ekspertów wzrost wynagrodzeń nie powinien wyprzedzać wzrostu wydajności pracy.
  • W jaki sposób zbliżające się wybory mogą wpłynąć na ostateczną wysokość najniższego wynagrodzenia w 2027 roku.
  • Jaką pozycję zajmuje Polska w europejskim rankingu płacy minimalnej.

Szykuje się mocny spór w Radzie Dialogu Społecznego o wzrost płacy minimalnej w 2027 r.

Rząd zaproponował, żeby od początku przyszłego roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosiło 4950 zł. Oznaczałoby to wzrost o 144 zł w stosunku do kwoty, która obowiązuje w 2026 r. i wynosi 4806 zł. Przyszłoroczna kwota minimalnego wynagrodzenia byłaby o 3 proc. wyższa niż tegoroczna. Ponadto minimalna stawka godzinowa dla określonych umów cywilnoprawnych miałaby od 1 stycznia 2027 r. wynosić 32,30 zł, co oznacza wzrost o 0,90 zł w stosunku do kwoty 31,40 zł obowiązującej w 2026 r. Tu wzrost byłby nieco niższy niż 3 proc. Z takimi propozycjami rząd pójdzie teraz do Rady Dialogu Społecznego, gdzie będzie szukał porozumienia ze związkami zawodowymi i pracodawcami.

Czytaj więcej

Mocne hamowanie na rynku pracy. Tak wolno płace w firmach nie rosły od ponad pięciu lat

Obie propozycje rządu są niższe od tego, co wcześniej forsowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które chciało, by płaca minimalna wzrosła z początkiem przyszłego roku o 180 zł, do 4986 zł brutto miesięcznie, a minimalna stawka godzinowa do 32,60 zł brutto. Związkowcy chcą jednak, by płaca minimalna przebiła w przyszłym roku 5000 zł. I to wyraźnie.

Płaca minimalna 2027. Trudne negocjacje w RDS

– Negocjacje w Radzie Dialogu Społecznego wyglądają tak, że każda ze stron okopuje się na własnej pozycji. Pracodawcy są zdania, że powinna w przyszłym roku wzrosnąć o 2,11 proc. do 4861 zł, czyli tyle, na ile wskazuje algorytm z ustawy o płacy minimalnej – mówi Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.

Jego zdaniem negocjacje w RDS mogą być w tym roku trudne, bo zbliżają się wybory i rząd może ulec presji podniesienia płacy minimalnej ponad 5000 zł. – Nagłówki medialne pokazujące przebicie tego pułapu mogą wpłynąć na pozytywne postrzeganie ekipy rządzącej przez część wyborców, różnie z tym więc może jeszcze być – obawia się Mariusz Zielonka. – Tego, jak to się ostatecznie rozstrzygnie, dowiemy się pewnie dopiero w połowie września, w momencie wydawania przez rząd rozporządzenia o przyszłorocznej płacy minimalnej – dodaje.

Czytaj więcej

Przeciętne wynagrodzenie w Polsce to obecnie 9562,88 zł

– W poniedziałek mamy posiedzenie Rady Dialogu Społecznego w tej sprawie. Generalnie sprawa wygląda w ten sposób, że gdybyśmy jako pracodawcy doszli do porozumienia ze związkowcami, to rząd byłby tymi ustaleniami związany. Jestem jednak w Radzie jedenasty rok, czyli tyle, ile ona istnieje, i ani razu taki cud się nie wydarzył – mówi Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club. – Natomiast wydaje się, że po raz pierwszy od dawna te propozycje rządu są racjonalne, bo i poprzedni rząd, i obecny często dawały nawet więcej niż to, czego oczekiwali związkowcy – dodaje.

Jego zdaniem, skoro inflacja jest niska, mieści się w celu inflacyjnym zakreślonym przez Radę Polityki Pieniężnej, to nie ma racjonalnych przesłanek ku temu, żeby płacę minimalną podwyższać w znaczący sposób. Zwłaszcza że w ostatnich latach rosła ona skokowo, a ponadto przyczynia się do wzrostu inflacji. Zdaniem prezesa BCC nic nie wskazuje na to, by rząd chciał na ostatniej prostej negocjacji w sprawie płacy minimalnej na przyszły rok wyraźnie zwiększać swoją propozycję. – Bardziej bym się obawiał, że za rok o tej porze, w roku wyborczym, pojawi się propozycja wzrostu płacy minimalnej większego, niż to, co powinno – mówi Łukasz Bernatowicz.

Płaca minimalna w Polsce należy do najwyższych w UE

– Zgodnie z ustawą o płacy minimalnej płaca ta z początkiem przyszłego roku powinna wzrosnąć do 4861 zł. To efekt prognoz przyszłej inflacji, ale też zbyt wysokich prognoz inflacji użytych do ustalenia płacy minimalnej w przeszłości – mówi Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Zwraca uwagę, że wyższa od tych wskazań propozycja rządu sprowadza się z punktu widzenia otrzymujących płacę minimalną do tego, że wartość nabywcza ich płacy minimalnej nie spadnie. – Takie rozwiązanie może być postrzegane prospołecznie, ono jednak nie jest takie, bo powoduje, że część miejsc pracy z powodu wzrostu jej kosztów nie powstanie albo część pracowników nie znajdzie zatrudnienia. W szczególności dotyczy to osób na mniej aktywnych rynkach pracy, mniej zdolnych, wracających do pracy po dłuższej przerwie – wskazuje główny ekonomista Pracodawców RP.

Czytaj więcej

Wielki protest naukowców przed Sejmem. „Nauka to nie koszt, to inwestycja”

Przekonuje, że płaca minimalna nie powinna rosnąć ponad tempo wzrostu wydajności pracy. – To dyktuje teoria ekonomii, nie jakieś środowiska. Po prostu nie powinno być tak, że płace rosną szybciej niż wydajność pracy – mówi Kamil Sobolewski.

Jego zdaniem rząd stara się w tym roku znaleźć kompromis i znalazł go na poziomie 4950 zł. Problem w tym, że po silnych wzrostach płacy minimalnej w poprzednich latach, uwzględniając poziom cen w Polsce, nasze minimum jest siódmym największym spośród 27 państw UE. Przed nami są tylko Niemcy, Francja, Irlandia i kraje Beneluxu. Za nami Hiszpania, Portugalia, Grecja, Węgry czy Czechy. Czechów wyprzedzaliśmy przy tym o ok. 50 proc., czyli wg. polskich cen czeskie minimum to ok. 3200 zł brutto, podobnie jak w Turcji, ale powyżej Łotwy i Estonii. We Włoszech płacy minimalnej nie ma.