„Rz” pisała wczoraj, że potrzebujące rodziny będą musiały jeszcze poczekać na pomoc państwa, bo ustawa o ich wspieraniu, nad którą prace trwają od 2008 r., wciąż jest niegotowa.

Tymczasem w ostatnich czterech latach liczba dzieci wychowywanych poza rodziną wzrosła o 8 tys. i, jak podkreślają eksperci, bez systemowych rozwiązań tego wzrostu nie da się zahamować.

[b]Rz: Decydenci mówią, że na politykę prorodzinną nas nie stać. [/b]

[b]Ewa Leś, ekspert polityki rodzinnej i społecznej z UW:[/b] Nas nie stać na to, by takiej polityki nie prowadzić, ale mało kto myśli w perspektywie pięciu czy dziesięciu lat.

A skutki tego już widać: wysoki poziom ubóstwa, niewydolności rodzin, 16 mln Polaków nieosiągających minimum socjalnego, największa w UE liczba dzieci i młodzieży wychowujących się w biedzie. Jeśli nic się nie zmieni, za kilka lat będziemy musieli budować więcej więzień, ośrodków odosobnienia i terapii uzależnień, bo przybędzie tych, którzy rażąco odstają od społeczeństwa.

[b]Kogo warto tu naśladować?[/b]

Winniśmy się wzorować na rozwiązaniach europejskich.

W Europie kontynentalnej i państwach skandynawskich dominuje model wspomagania rodziny naturalnej, a działania interwencyjne są oparte na współdziałaniu z rodzicami w rozwiązywaniu ich problemów. Gdy rodziny naturalnej nie ma, to dzieci – np. w krajach nordyckich – umieszcza się w małych domach zastępczych zbliżonych do naturalnego środowiska rodzinnego.

[b]I to działa? [/b]

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W Wielkiej Brytanii na 1000 dzieci tylko jedno umieszcza się poza rodziną, w Szwecji, Finlandii czy Hiszpanii do trzech, w Polsce – 11. Placówki istnieją tam w szczątkowej formie i są przeznaczone głównie dla trudnej młodzieży.

U nas to bieda jest jednym z głównych powodów umieszczania dzieci w placówkach.

W krajach nordyckich i to uregulowano. Prawo zabrania rozdzielania dzieci i rodziców z powodu ubóstwa.

[b]Rodzina nieradząca sobie finansowo może ubiegać się o zasiłek.[/b]

Może go dostać, ale jest on tak niski, że niewiele pomoże. Jeśli dochód nie przekracza niewiele ponad 500 zł na osobę w miesiącu, rodzina otrzymuje na dziecko do pięciu lat 68 zł, na starsze niecałe 100 zł. Taki system nie wystarczy. A przecież one potrzebują także innej pomocy, np. edukacyjnej czy psychologicznej.

[b]Gdyby zagrożone rodziny były pod opieką asystentów, zmniejszyłaby się liczba dzieci poza rodziną?[/b]

Coś takiego dobrze działa już w Wielkiej Brytanii. Pracownik socjalny pojawia się w rodzinie, nim zdarzy się nieszczęście. Stosuje się wobec niej metodę bacznej obserwacji. Pracownik wizytuje rodzinę, opracowuje diagnozę, pyta o trudności, potrzeby i o mocne strony. Na tej podstawie udziela pomocy.

[b]Gdybyśmy tak pomagali rodzinom z problemami, to te, które sobie radzą, też by się jej domagały.[/b]

Musimy wspierać nie tylko rodziny w kryzysie. Pomoc winny otrzymywać i te, które są nad powierzchnią, ale z trudem wyciągają głowę ponad toń wody. Z badań CBOS wynika, że tylko 36 proc. rodziców może sobie pozwolić na opłacenie dzieciom dodatkowych zajęć. A to oznacza, że młode pokolenie styka się z ogromnymi nierównościami, jeśli chodzi o warunki startu. Państwo winno je redukować. Chodzi nie tylko o dożywianie dzieci, ale i o inwestycje społeczne wysokiej jakości. To element polskiej racji stanu.