Żaden helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nie pomaga ofiarom wypadków ani nie transportuje pacjentów między szpitalami. „Rz” poinformowała o tym jako pierwsza w swoim wydaniu online.
Tak zdecydował w niedzielę zespół ekspertów pogotowia. Powód? Podejrzenia wzbudził wygląd paliwa. Przelewający je kierowca cysterny zauważył dziwną wydzielinę.
– Podejrzewaliśmy, że paliwo mogło być „chrzczone” – mówi jeden z łódzkich lekarzy.
W oficjalnym komunikacie pogotowie pisze o „podejrzeniu występowania zanieczyszczenia paliwa”.
– Zarządziliśmy pobranie próbek we wszystkich bazach i wysłanie ich do ekspertyzy – podkreśla Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Nie mogliśmy ryzykować, że dojdzie do uszkodzenia silnika. A to mogło się stać w czasie lotu, podczas akcji ratunkowej. Życie lecących śmigłowcem byłoby wtedy zagrożone.
Gałązkowski, po rozmowach z firmą Lotos, która dostarcza paliwo dla LPR, podejrzewał, że z powodu mrozów wytrąciła się parafina. Wyniki wstępnych ekspertyz, zleconych przez LPR, mają być znane dziś.
– To jest paliwo lotnicze, stosowane także w samolotach, które latają na znacznych wysokościach – mówi Marcin Zachowicz, rzecznik Lotosu. I dodaje, że zgodnie z normami takie paliwo krzepnie dopiero przy temperaturze – 40 st. C.
Firma sama także zleciła badanie. – Mamy już wyniki jednej próbki paliwa pobranego od LPR. Krzepnie dopiero przy temperaturze – 61 st. C. Czekamy na wyniki badania pozostałych próbek – dodaje Zachowicz.
O tej porze roku śmigłowce w ciągu jednego dnia wykonują zwykle kilkanaście lotów. Wczoraj, gdy maszyny stały, pacjenci musieli być wożeni po całym kraju karetkami.
Do szpitala w Grajewie (woj. podlaskie) przywieziono pacjentkę w trakcie zawału. Konieczny był pilny transport na kardiologię inwazyjną w innej placówce.
– Śmigłowiec nie mógł przylecieć, więc kobieta podróżowała 40 km karetką. Była pod opieką i wszystko skończyło się szczęśliwie – opowiada Leon Doliński, lekarz koordynator z Centrum Zarządzania Kryzysowego w Białymstoku.
Podobny przypadek wydarzył się w Cisowej na Śląsku. Tam wybuch butli gazowej poważnie ranił mężczyznę.
Miał poparzoną twarz i podejrzenie poparzenia górnych dróg oddechowych. Na specjalistyczny oddział leczenia oparzeń został zawieziony karetką, choć zwykle w takich okolicznościach korzysta się ze śmigłowca.
Kiedy znów będzie można korzystać z lotniczego transportu? Nie wiadomo. Bardzo prawdopodobne jest, że nim śmigłowce wrócą do transportowania pacjentów, trzeba będzie sprawdzić filtry we wszystkich maszynach.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów [mail=s.szparkowska@rp.pl]s.szparkowska@rp.pl[/mail], [mail=m.goss@rp.pl]m.goss@rp.pl[/mail][/i]