Wśród świeczek ktoś postawił zdjęcie prezydenckiej pary. Pod nim napis: „Żegnajcie, zostaniecie w naszej pamięci na zawsze”.
Tłum na Krakowskim Przedmieściu gęstniał z każdą minutą. Po południu trzeba już było zamknąć ulicę dla ruchu. Przed siedzibą prezydenta zgromadziło się ponad 2 tys. osób. Wpatrywali się w zadumie w płomienie zniczy i rozrzucone na chodniku kwiaty. Większość modliła się w ciszy.
– To tak, jakbyśmy na coś czekali. Aż ktoś do nas z tego gmachu wyjdzie i powie, że to nieprawda. Ale po dłuższej chwili do każdego docierało, że z Pałacu nikt nie wyjdzie. Tam już nikogo nie ma. Oni zginęli pod Smoleńskiem – mówi zapłakana Anna Kacperek.
Jeszcze zanim oficjalnie ogłoszono żałobę narodową, na Krakowskim Przedmieściu czuło się, że ona już trwa.
Tomasz Michalski przyszedł zapalić znicz jeszcze rano. – Śmierć człowieka, a szczególnie prezydenta kraju, jest takim momentem, że trzeba tu przyjść i oddać mu hołd – mówi.