Reklama

W ostatnią noc w stolicy warszawiacy byli z Nimi

Milczeniem, brawami i łzami warszawiacy pożegnali wczoraj parę prezydencką. Kondukt obsypywali setkami kwiatów

Publikacja: 18.04.2010 21:00

W ostatnią noc w stolicy warszawiacy byli z Nimi

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

Tysiące osób towarzyszyły w sobotę uroczystemu orszakowi przeniesienia trumien Lecha i Marii Kaczyńskich z Pałacu Prezydenckiego do archikatedry św. Jana, któremu przewodniczyli duchowni. Trumny jechały na armatnich lawetach. Za nimi szli członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi.

– Prezydent z żoną opuścili dom na Krakowskim Przedmieściu. Już nigdy do niego nie wrócą. Ale smutno musi być teraz w tym gmachu... – komentowała młoda dziewczyna przy trasie przejazdu.

[wyimek]Cztery godziny przed zamknięciem archikatedry kolejka miała kilometr [/wyimek]

W archikatedrze parę prezydencką pożegnał arcybiskup Kazimierz Nycz: – Lech Kaczyński bywał tu jako młody człowiek, jako prezydent Warszawy i jako prezydent RP. Dziś jest tu po raz ostatni. Mam nadzieję, że wszyscy zdaliśmy egzamin z solidarności i patriotyzmu. To prawdziwy egzamin dojrzałości – mówił metropolita warszawski.

Już chwilę po mszy przed kościołem ustawiła się kilkusetmetrowa kolejka tych, którzy ostatni raz chcieli pokłonić się prezydenckiej parze. Była to szansa dla osób, które nie zdążyły tego zrobić przez cztery doby w Pałacu Prezydenckim. Od wtorku, kiedy w Sali Kolumnowej wystawiono trumny, Lechowi Kaczyńskiemu i jego żonie Marii oddało hołd ponad 180 tys. osób. W nocy z soboty na niedzielę do archikatedry weszło ok. 5 tys. osób. O godz. 1 w nocy kolejka miała ponad kilometr długości.

Reklama
Reklama

– Mamy nadzieję, że wejdziemy choć na parę sekund. Nie udało nam się przed Pałacem. A to był nasz prezydent. Głosowaliśmy na niego w każdych wyborach – mówili Antoni i Zofia Sierpińscy z Żoliborza. Stanęli w kolejce chwilę po północy.

Jednymi z ostatnich osób, którym udało się pokłonić parze prezydenckiej, byli Bożena i Piotr Bońko. – Przyjechaliśmy ze Szczecina na uroczystości żałobne – opowiadała pani Krystyna. – Wczoraj po południu zdecydowaliśmy, że tę noc spędzimy w kolejce.

Udało się. Weszli tuż przed zamknięciem bramek, parę minut po godz. 5. Przez kolejne dwie godziny tłum czekał na placu Zamkowym, śpiewając m.in. „Czarną Madonnę“ i „Panie dobry jak chleb“. O godz. 7.05 dzwony obwieściły wyjazd pary prezydenckiej w ostatnią podróż po Warszawie. Kondukt wyruszył w asyście radiowozów i policjantów na motorach. Na karawany posypały się goździki, tulipany i róże.

– Nic więcej nie mogę już dla nich zrobić, tylko rzucić tę wiązankę – mówiła Monika Szander, studentka Uniwersytetu Warszawskiego. – To takie bolesne, że nie da się wrócić czasu.

Przy ulicach nie było już tak gigantycznych tłumów jak wtedy, gdy trumny przyleciały z Rosji. Auta zwolniły na chwilę w dwóch ważnych dla prezydenta miejscach. Na pl. Bankowym, przed ratuszem, w którym spędził ponad trzy lata jako prezydent stolicy (2002 – 2005). Potem okrążyły Muzeum Powstania Warszawskiego – instytucję, która nie powstałaby bez determinacji Lecha Kaczyńskiego. Przed otwartą bramą muzeum zebrali się pracownicy. Płakali. Zabrzmiał Monter – dzwon, który wprawiony w ruch osobiście przez prezydenta Kaczyńskiego obwieszczał otwarcie powstańczego muzeum 31 lipca 2004 roku.

Parę minut po godz. 8 wojskową CASĄ Lech i Maria Kaczyńscy opuszczali Warszawę na zawsze. Na lotnisku żegnali ich córka Marta i pracownicy prezydenckiej kancelarii.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama