Tysiące osób towarzyszyły w sobotę uroczystemu orszakowi przeniesienia trumien Lecha i Marii Kaczyńskich z Pałacu Prezydenckiego do archikatedry św. Jana, któremu przewodniczyli duchowni. Trumny jechały na armatnich lawetach. Za nimi szli członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi.
– Prezydent z żoną opuścili dom na Krakowskim Przedmieściu. Już nigdy do niego nie wrócą. Ale smutno musi być teraz w tym gmachu... – komentowała młoda dziewczyna przy trasie przejazdu.
[wyimek]Cztery godziny przed zamknięciem archikatedry kolejka miała kilometr [/wyimek]
W archikatedrze parę prezydencką pożegnał arcybiskup Kazimierz Nycz: – Lech Kaczyński bywał tu jako młody człowiek, jako prezydent Warszawy i jako prezydent RP. Dziś jest tu po raz ostatni. Mam nadzieję, że wszyscy zdaliśmy egzamin z solidarności i patriotyzmu. To prawdziwy egzamin dojrzałości – mówił metropolita warszawski.
Już chwilę po mszy przed kościołem ustawiła się kilkusetmetrowa kolejka tych, którzy ostatni raz chcieli pokłonić się prezydenckiej parze. Była to szansa dla osób, które nie zdążyły tego zrobić przez cztery doby w Pałacu Prezydenckim. Od wtorku, kiedy w Sali Kolumnowej wystawiono trumny, Lechowi Kaczyńskiemu i jego żonie Marii oddało hołd ponad 180 tys. osób. W nocy z soboty na niedzielę do archikatedry weszło ok. 5 tys. osób. O godz. 1 w nocy kolejka miała ponad kilometr długości.