Reklama

W bikini, klapkach, T-shircie i z zaświadczeniem w ręce

Kolejki do urn w nadbałtyckich kurortach były w niedzielę dłuższe niż przed smażalniami po frytki i rybę w panierce

Publikacja: 04.07.2010 22:41

W Sopocie głosowali letnicy, ale także m.in. premier Donald Tusk z rodziną

W Sopocie głosowali letnicy, ale także m.in. premier Donald Tusk z rodziną

Foto: Fotorzepa, Piotr Wittman

Już pierwsze komunikaty PKW wskazywały, że ponad 30-stopniowe upały nad Bałtykiem nie odstraszyły letników od urn. Gdy o godz. 8 rano frekwencja w stolicy ledwie przekroczyła 2,6 proc., w podkołobrzeskim Ustroniu Morskim sięgnęła aż 20,17 proc. To właśnie tu zanotowano pierwszy krajowy rekord frekwencji podczas II tury.

Maria i Andrzej Brzyszkowie z Piły też chcieli zagłosować rano, kilka razy przychodzili przed punkt wyborczy w gminnej świetlicy, tuż przy plaży w Ustroniu. – Ale kolejka miała na oko z kilkaset metrów i sięgała do głównej ulicy, więc odpuściliśmy – mówi pan Andrzej. – Teraz, w południe, jest trochę lepiej, poczekamy najwyżej pół godzinki i w końcu zagłosujemy.

W kolejce zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza. Kontrast między wyborami a atmosferą letniej beztroski jest wyraźny, ale nie razi. Szorty, bikini, zapach olejków – kolejka wyglądałaby jak po dorsza z frytkami, gdyby nie zaświadczenia o prawie do głosowania w rękach. Nikt się nie wścieka na rząd plakatów z podobizną Jarosława Kaczyńskiego na ścianie vis a vis punktu wyborczego. Ani na chłopaka w koszulce z napisem: "Spieprzaj dziadu". – Mówią, że o tym, kto będzie prezydentem, może zadecydować jeden głos, więc może właśnie mój – śmieje się Maria Herwich spod Poznania, która przyszła głosować z dziećmi i buldogiem francuskim Ludwikiem-Filipem.

Władze gminy, by rozładować tłok, udostępniły autobusy, które woziły letników do sąsiedniego Rusowa. – O 13 mieliśmy tam frekwencję 38,85 proc. – mówi Ryszard Słomczewski odpowiedzialny za wybory w Ustroniu.

Ustronie, gdzie do godz. 13 zagłosowało 47 proc. wyborców (w I turze łącznie 76 proc.), nie były wyjątkiem. W Rewalu, gdzie

Reklama
Reklama

20 czerwca frekwencja przekroczyła 82 proc., do godz. 13 zagłosowało 64,91 proc., a już ok. godz. 10 trzeba było sięgnąć po rezerwy kart do głosowania. Podobnie było np. w Mielnie – o godz. 13 – 52,10 proc. (I tura: 74 proc.).

Frekwencję na Wybrzeżu wspomagali uczestnicy Open'er Festival w Gdyni, na który przyjechało 80 tysięcy gości. Wielu z nich głosowało w komisji znajdującej się w przedszkolu w pobliżu miasteczka festiwalowego. Chętnych dowożono też autobusami do centrum Gdyni. – Głosowałam, bo to obywatelski obowiązek – mówi 23-letnia Agata z Warszawy.

W sześciu gdyńskich komisjach tuż po południu uruchomiono rezerwę kart do głosowania. Do godz. 17 w Gdyni głosowało ok. 13,2 tys. osób z zaświadczeniami, ale uczestnicy Open'era oddawali też głosy w Gdańsku i Sopocie.

Turyści głosowali też w 263 placówkach za granicą, np. we Lwowie. – Już w południe frekwencja Polaków głosujących w konsulacie przekroczyła 100 proc. – mówi konsul generalny Grzegorz Opaliński.

Przed budynek co chwilę podjeżdżały autokary.

– Oprowadzałam po Lwowie wycieczkę Polaków i rano poprosili, by zacząć od wizyty w konsulacie, bo większość miała zaświadczenia uprawniające do głosowania – opowiada przewodniczka Anna Gordijewska.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama