[b]Rz: Wystąpił pan rok temu z rady naukowej niemieckiej fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Jak pan ocenia to, że teraz weszli do niej prof. prof. Krzysztof Ruchniewicz i Piotr Madajczyk?[/b]
[b]prof. Tomasz Szarota:[/b] Mówienie o tym, że ich uczestnictwo w pracach rady naukowej będzie miało wyłącznie naukowy charakter, i abstrahowanie od politycznego wymiaru tej współpracy odbieram jako niesłychaną naiwność. Nie mam złudzeń, że dla Niemców wypędzenia wciąż są tematem ściśle politycznym, w ten sposób zabiega się o głosy 2 mln wypędzonych. Dlatego wystąpiłem z rady już po pierwszym oficjalnym spotkaniu z dyrektorem fundacji prof. Manfredem Kittelem. Nie chciałem uwiarygodniać tego zamysłu politycznego, nie chciałem być listkiem figowym. Profesorowie Ruchniewicz i Madajczyk będą takim listkiem.
[b]Władysław Bartoszewski, pełnomocnik rządu ds. stosunków polsko-niemieckich, mówi jasno: ci historycy nie mają autoryzacji polskiego rządu, występują tam prywatnie.[/b]
Ja takiej autoryzacji też nie miałem. Dla niemieckiej i międzynarodowej opinii publicznej autoryzacja rządu jest kwestią drugorzędną. Najważniejsze jest to, że polscy i niemieccy naukowcy wspólnie wypracowują konkretne koncepcje.
[b]Prof. Ruchniewicz zapewnia, że będzie zabiegał o rzetelne przedstawienie sprawy i uwzględnienie polskiego punktu widzenia na kwestię wypędzeń.[/b]