Reklama

Cierpienia nie da się wycenić

Paweł Łuków, etyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Publikacja: 18.02.2013 01:15

Cierpienia nie da się wycenić

Foto: Fotorzepa, Bartosz Jankowski

Bliscy ofiar wypadków oczekują od sądów 250 tys. złotych zadośćuczynienia, powołując się na zadośćuczynienie przyznane po katastrofie smoleńskiej. To wycena ludzkiego życia?

Paweł Łuków:

Nie. Nie chodzi tu o wartość życia ludzi, którzy zginęli w wypadku z czyjejś winy – a o takich właśnie sprawach mówimy – lecz o wycenę krzywdy tych, którzy kogoś stracili. Inaczej mówiąc: tu wycenia się pogorszenie jakości życia ludzi po stracie kogoś bliskiego. W naszym prawie występują dwa różne pojęcia: odszkodowanie z tytułu strat, czyli np. utracone dochody, oraz zadośćuczynienie krzywd i bólu spowodowanego stratą bliskiej osoby.

Reklama
Reklama

Jak ocenić taki ból?

Nie sposób. Sytuacja, w której próbujemy w kategoriach pieniężnych oceniać rzeczy, które są niepieniężne, nie jest niestety najlepszym rozwiązaniem prawnym. Wyobraźmy sobie, że po stracie osoby bliskiej ktoś dostaje depresji. Jak ocenić, ile kosztuje jego depresja? A jeśli ktoś nie został dotknięty depresją, lecz rozpaczą, to o ile mniej mu się należy? Takie rozważania brzmią przecież niedorzecznie...

Jest jakiś głębszy sens takiego zadośćuczynienia?

Wydaje się, że jest nim chęć przywrócenia stanu sprzed nieszczęścia, które się wydarzyło. Tego jednak przecież nie zrobimy. Dużo bardziej sensowna jest instytucja odszkodowania. Przecież jeżeli umrze jedyny żywiciel rodziny, to łatwo jest ocenić straty materialne tej rodziny. Tu nie ma problemu. Cierpienia nie wycenimy, nie próbujmy więc stosować tej samej miary do rzeczy wręcz nieporównywalnych.

Reklama
Reklama

Jednak cierpienie bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej zostało w styczniu 2011 roku wycenione bardzo konkretnie: na ćwierć miliona złotych.

Wyceniając je tak, popełniono zasadniczy błąd, bo przyjęto zasadę „wszystkim po równo". Przecież nie sposób z góry przyjąć, że cierpienie z powodu utraty kogoś bliskiego zawsze jest identyczne. Relacje między bliskimi nie są dokładnie takie same. To była po prostu ucieczka od problemu indywidualnej wyceny takich krzywd. Dano te 250 tys. na głowę i ucięto temat. Problem tylko w tym, że był to bardzo niebezpieczny precedens.

Dlaczego?

Skoro w 2011 r. przyznano wszystkim równe odszkodowanie, to nie mamy się co dziwić, że dziś inni także chcą dostać dokładnie tyle samo. Na tyle po prostu ktoś odgórnie wycenił cierpienie po stracie bliskiego. Dlaczego akurat na tyle, nie za bardzo wiadomo. Tamta decyzja to wielkie nieporozumienie: w nierozsądny sposób jeszcze bardziej zagmatwano i tak złożony problem.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama