Związkowcy z „Solidarności" konsekwentnie budują wizerunek nowoczesnej organizacji. Coraz rzadziej walczą na ulicach, rezygnują z palenia opon, a coraz częściej prowadzą profesjonalnie przygotowane kampanie społeczne.
– Są one co prawda tak samo drogie jak zorganizowanie manifestacji, ale dają zdecydowanie lepsze efekty – mówi nam jeden z działaczy.
Wygrali na Syzyfie
Tej wiosny działania związkowców będą się ogniskować wokół wyborów do europarlamentu. W maju ruszy kampania, w czasie której „S" zamierza piętnować tych kandydatów, którzy w obecnym Sejmie głosowali za wydłużeniem wieku emerytalnego, uelastycznieniem czasu pracy i odrzuceniem wniosku o referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego.
– Obecnie politycy liczą się tylko z szefami swoich partii, którzy decydują, kto znajdzie się na listach wyborczych. My chcemy pokazać, że ich polityczny los tak naprawdę zależy od wyborców – wyjaśnia Marek Lewandowski, rzecznik „S".
Związkowcy nie ukrywają, że do rozpoczęcia nowej akcji zachęcił ich sukces kampanii z toczącym pod górę kamień Syzyfem. Ruszyła ona jesienią 2012 r. i skierowana była przeciwko nadużywaniu przez pracodawców umów-zleceń i o dzieło. Wskazywali, że nie dają one stabilności zatrudnienia i praw wynikających z kodeksu pracy. W przypadku umów o dzieło nie płaci się też składek emerytalnych, więc pracownik nie będzie miał w przyszłości świadczenia.
Z danych „S" wynika, że w czasie trwania kampanii spoty z Syzyfem w kinach i telewizji oraz zdjęcia billboardów w sieci zobaczyło około 15 mln Polaków.
Pod naciskiem związku w tym roku rząd zapowiedział walkę z umowami, które „S" nazywa śmieciowymi, i wprowadzenie obowiązkowych składek od kontraktów cywilnych. – Tym razem też wygramy – zapowiada Lewandowski przed akcją szykowaną na eurowybory.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Droga kampania
Związkowcy zdają sobie sprawę z tego, że jeśli chcą, by kampania została zapamiętana, musi być przygotowana przez profesjonalną agencję. Jaką? – Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, na razie opracowujemy ogólną koncepcję – zastrzega Lewandowski.
Liczą się także koszty. Sama produkcja spotów kosztuje 50 –100 tys. zł. Jedna emisja w nie najlepszym czasie antenowym – co najmniej 2 tys. zł.
– Ale aby kampania była skuteczna, trzeba spot emitować co najmniej trzy, cztery razy dziennie przez minimum dwa tygodnie – mówi Renata Ropska, ekspertka zajmująca się reklamą w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Do tego dochodzą koszty rozwieszenia billboardów, których ceny zaczynają się od tysiąca złotych. Opracowanie grafiki i druk plakatów to dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy.
Skąd związek ma pieniądze na tak duże kampanie? – Ze składek płaconych przez naszych członków – mówi Lewandowski, ale nie chce ujawnić, jaka to jest suma.
Z dokumentów „Solidarności" wynika, że jej członkowie co miesiąc płacą składkę w wysokości 0,82 proc. swojego wynagrodzenia. Zakładając, że każdy z 700 tys. członków „S" zarabia średnią krajową (w lutym było to 3856,56 zł), to rocznie do kasy związku wpływa niemal 300 mln zł.
Związkowcy nie chcą zdradzić, ile wydają na swoje kampanie, ale twierdzą, że mniej niż 3 mln zł.
„S" też ma wybory
Związek zapowiada, że tegoroczna kampania będzie szczególnie ostra, wyrazista i widoczna. – Jeśli tak będzie, to prawdopodobnie zmieni się ona w kampanię promującą samą organizację – mówi dr Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych.
A akurat w tym roku taka reklama jest i związkowi, i jego liderom bardzo potrzebna. Głównie dlatego, że na wiosnę odbywają się w „S" wybory szefów regionów, a jesienią ?– przewodniczącego związku. – Przywódcy muszą się w tej sytuacji odpowiednio pokazać masom – mówi Kucharczyk.
Jest to też moment, gdy po kryzysie organizacje pracownicze muszą odbudowywać swoją pozycję. – Masowe zwolnienia pracowników w poprzednich latach doprowadziły do zmniejszenia liczebności związków – tłumaczy dr Rafał Chwedoruk, politolog z UW.
W dodatku pracownicy po okresie kryzysu zaczynają walczyć o lepsze warunki pracy i liczą na pomoc organizacji pracowników. Związkowcy, widząc w tym swoją szansę na umocnienie pozycji w firmie, z chęcią będą pokazywać, jak wiele mogą wywalczyć.