Pierwsze dwie eksplozje nastąpiły w nocy z piątku na sobotę, kolejne dwie – dzień później.
Ukraińskie służby porządkowe na miejscu znalazły flagi ukraińskie i tatarskie, a także działaczy Prawego Sektora, którzy po krótkim starciu się wycofali.
Atak pogrążył w ciemności niemal cały półwysep. Dopiero po kilku godzinach rosyjskie władze przywróciły prąd z generatorów dla szpitali, policji, bazy wojskowej w Sewastopolu. Ale większość mieszkań prywatnych jeszcze w niedzielę była pozbawiona zasilania i nic nie wskazuje na to, aby taka sytuacja mogła się szybko zmienić.
– W okresie zimowym potrzebujemy 800 MW/h, jednak lokalna produkcja zapewnia nam jedynie 350 MW/h. Resztę musimy importować – przyznaje Michaił Seremet, zastępca szefa lokalnych krymskich władz.
Rosjanie anektowali Krym półtora roku temu, w marcu 2014 r. Mimo to cały prąd dostarczany na półwysep z zewnątrz pochodzi z północy, z Ukrainy.