Zdjęcia wydobywanych spod gruzów ciał zabitych kobiet i dzieci oraz krzyczących z bólu rannych cywilów są najczęściej wykorzystywane przez media w krajach muzułmańskich. Chociaż Izrael nie wpuścił do Gazy dziennikarzy, świeże materiały dostarczają mediom setki Palestyńczyków. Zdaniem wielu ekspertów takie zdjęcia spowodowały, że wojna Izraela z Hezbollahem w lecie 2006 roku została uznana za wizerunkową klęskę Izraela.

Tym razem Izraelczycy przygotowali się do wojny propagandowej. Osiem miesięcy temu władze powołały specjalne biuro, które ma za zadanie walczyć o przychylność międzynarodowej opinii publicznej dla działań Izraela. National Information Directorate pilnuje, aby w świat szedł jednoznacznie brzmiący komunikat: Hamas, który jest ugrupowaniem terrorystycznym, atakującym cywilów, zerwał zawieszenie broni, a Izrael ma prawo do obrony własnych obywateli. Biuro zamieściło m.in. na YouTube zdjęcia z bombardowań Strefy Gazy, które pokazują, że celem nie są cywile, ale infrastruktura Hamasu. – Izrael chce skuteczniej wykorzystywać nowe media, które stały się nowym frontem na wojnie propagandowej – stwierdziła rzeczniczka izraelskiej armii major Awital Leibowich.

Zdaniem ekspertów Izrael miał do tej pory bardzo słabą politykę informacyjną. – Nie wykorzystywał tak jak Palestyńczycy wizerunku swoich rannych i zabitych. Rzecznicy MSZ i Ministerstwa Obrony słabo mówili po angielsku. Tym razem jednak prowadzi wyjątkowo profesjonalną i skuteczną politykę medialną – ocenia w rozmowie z „Rz” znany brytyjski ekspert ds. PR David Davis. Jego zdaniem Izraelowi udało się przekonać opinię publiczną na Zachodzie, że operacja przeciwko Hamasowi ma charakter defensywny.

– Izrael tłumaczy, że cierpienie Palestyńczyków to w rzeczywistości efekt polityki Hamasu i że organizacja ta jest główną przeszkodą na drodze do pokoju. Moim zdaniem robi to skutecznie, a władze takich krajów jak Egipt i Jordania chociaż oficjalnie potępiają Izrael, w rzeczywistości podzielają tę argumentację – mówi Davis.