Przez cały piątek w Kairze toczyły się intensywne negocjacje. Wreszcie egipska prasa – powołując się na wysokich przedstawicieli rządu – poinformowała, że obie strony są gotowe na zawieszenie broni. Zarówno Izrael, jak i Hamas miały się zgodzić na wstrzymanie ognia w sobotę. Tego samego dnia izraelskie jednostki miałyby rozpocząć wycofywanie się ze Strefy Gazy.
Na teren bombardowanego przez trzy tygodnie terytorium wpuszczono by międzynarodową pomoc, a kontrolę granic Strefy przejęłyby jednostki z Egiptu, Turcji i UE. Tak, by ukrócić szmuglowanie broni i materiałów wybuchowych dla Hamasu. – Mam nadzieję, że wkraczamy w ostatnią fazę gry – mówił rzecznik izraelskiego rządu Mark Regew.
Wkrótce po tym na antyizraelskiej konferencji w Katarze wystąpił przebywający na emigracji w Syrii przywódca Hamasu Chaled Meszal. – Nie zaakceptujemy izraelskich warunków zawieszenia broni – oświadczył. I wezwał Izrael do wstrzymania bombardowań i całkowitego otwarcia Strefy.
[wyimek]Sytuacja w Strefie jest dramatyczna. W wyniku bombardowań zginęło już 1100 Palestyńczyków[/wyimek]
Czy to oznacza zmianę stanowiska i zerwanie rozmów? Niekoniecznie. Może Meszal chciał w ostatniej chwili poprawić pozycję negocjacyjną Hamasu. Niewykluczone również, że dojdzie do rozłamu w organizacji. Przebywający w ostrzeliwanej Strefie przywódcy grupy mogą zerwać z emigrantami z Damaszku, którzy z bezpiecznej odległości nawołują ich do kontynuowania oporu, i porozumieć się z Izraelem. Sytuacja w Strefie jest bowiem coraz bardziej dramatyczna. W wyniku bombardowań zginęło już ponad 1100 Palestyńczyków, w tym wielu cywilów. Izrael stara się wytropić przywódców Hamasu. Niewykluczone, że to skłoni działaczy z Gazy do podjęcia decyzji o rozejmie.