– To niesamowite. Po raz pierwszy od trzech tygodni nie słyszymy eksplozji i kanonady, nie spadają na nas bomby. Ludzie nieśmiało wychodzą na ulice, oglądają zniszczenia i wydobywają ciała zabitych. Dominuje uczucie ulgi: Udało nam się przeżyć! – mówi „Rz” lekarz z Gazy dr Ejad Sarraj. – Nikt się jednak nie cieszy. Zginęło tylu naszych braci. Modlimy się, żeby to zawieszenie broni trwało jak najdłużej – dodaje.
Ogłaszając decyzję o przerwaniu ognia, premier Izraela Ehud Olmert powiedział, że armia osiągnęła cele trzytygodniowej operacji. Jak stwierdził, Hamas został „dotkliwie pobity”, a jego zdolność do atakowania rakietami terytoriów izraelskich poważnie ograniczono. Po oświadczeniu szefa rządu armia izraelska wycofała się z kluczowych pozycji w mieście Gaza i na jego obrzeżach.
Hamas początkowo zapowiadał, że nie przyłączy się do zawieszenia broni. Wystrzelił kilkanaście rakiet w stronę południowego Izraela, na co Izraelczycy odpowiedzieli bombardowaniem wyrzutni. Niedługo potem palestyńscy radykałowie zmienili jednak zdanie.
Wydając deklarację rozejmową, Hamas zażądał od Izraela, by w ciągu tygodnia wycofał wojska z całej Strefy oraz otworzył wszystkie jej przejścia graniczne. Ma to umożliwić zaopatrzenie jej mieszkańców w żywność i inne artykuły. „Jesteśmy gotowi wesprzeć wszelkie wysiłki, w szczególności Egiptu, na rzecz ostatecznego porozumienia” – napisano w oświadczeniu palestyńskich islamistów.
Do całkowitego wyjścia ze Strefy Gazy Izrael się jednak nie pali. – Jeśli istnieje niebezpieczeństwo, że Hamas bezpośrednio storpeduje zawieszenie broni i będziemy musieli na nowo wszcząć ofensywę przeciwko niemu, musimy być wstrzemięźliwi odnośnie do wycofania – powiedział Mark Regew, rzecznik premiera Olmerta.