Pomoc z budżetu państwa powinna być kierowana tylko do tych firm, które nie transferują swoich zysków za granicę. Takiego właśnie zdania jest aż 57 proc. Polaków – wynika z sondażu, jaki instytut GfK Polonia wykonał na zlecenie „Rzeczpospolitej”.
Tylko co czwarty ankietowany uważa, że rząd powinien pomagać wszystkim potrzebującym firmom.
– To naturalne, że w sytuacji, kiedy pojawia się tak poważne zagrożenie jak obecny kryzys, chcemy przede wszystkim wspierać polską gospodarkę, a nie inne kraje – uważa Aleksandra Natalli-Świat (PiS), wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Zwraca ona uwagę, że tak właśnie zachowuje się zresztą większość europejskich rządów: wspiera rodzime firmy.
– Ja i po mieczu, i po kądzieli jestem Wielkopolaninem. I już dziadek uczył mnie, że kupować trzeba tylko u swego. Bo nawet jeśli jest trochę drożej, to w końcówce zostawione u niego pieniądze zawsze do ciebie jakoś wrócą – mówi z kolei Jarosław Urbaniak z PO. – W Wielkopolsce na tym właśnie opierała się filozofia zachowania polskości.
Wacław Martyniuk (SLD) też podkreśla, że w dobie kryzysu konieczność ochrony rodzimego rynku jest dość oczywista.
Okazuje się, że nie tylko w tej sprawie politycy wszystkich partii są prawie całkowicie zgodni.
– Pieniądze na pomoc, jeśli do niej dojdzie, będą przecież pochodzić od polskiego podatnika. Powinny więc zostać w Polsce, bo tego wymaga choćby zwykła uczciwość – dodaje Urbaniak.
Jak w tej sytuacji np. posłowie z Komisji Finansów poradzą sobie z problemami wynikającymi z globalizacji czy przemieszania kapitałów we współczesnym świecie? Dylematy takie mogą przed nimi stanąć już niebawem – choćby przy okazji pracy nad ustawami z rządowego pakietu antykryzysowego.
Okazuje się jednak, że i w tej sprawie politycy nie mają rozbieżnych opinii. Ich zdaniem odpowiedź na pytanie, co to właściwie jest polska firma, jest w gruncie rzeczy prosta. Polska firma to taka, która służy wzmocnieniu polskiej gospodarki.
– Jakiekolwiek wątpliwości sprowadzają się w zasadzie do rozstrzygnięcia trzech podstawowych kwestii: czy działania będą chronić nasze miejsca pracy, podtrzymywać konsumpcję i eksport oraz przyciągać kapitał. I to właśnie powinno decydować o ewentualnym udzielaniu państwowej pomocy – podkreśla Martyniuk.
Natalli-Świat widzi to podobnie: najważniejsze jest miejsce działania. – To ono powoduje, że miejsca pracy są w Polsce – mówi.
Czy w kwestiach przeciwdziałania kryzysowi równie zgodni jak posłowie będą premier Donald Tusk i prezes PiS Jarosław Kaczyński? Dziś po południu mają rozmawiać na temat kryzysu.
[ramka][b]Kraje zamykają się na emigrantów[/b]
[b]Wielka Brytania[/b]
Kilka dni trwały protesty przeciwko zatrudnianiu cudzoziemców, głównie Portugalczyków i Włochów. Domagano się też usunięcia z terenu budowy obiektów olimpijskich w Londynie Rumunów i Bułgarów.
[b]Norwegia[/b]
Część obcokrajowców, w tym Polacy, może stracić prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Są do niego uprawnieni ci, którzy co dwa tygodnie zgłoszą się osobiście, telefonicznie lub e-mailem do urzędu pracy. Część obcokrajowców wyjeżdża i telefonuje lub wysyła e-maile z zagranicy.
[b]Hiszpania [/b]
Rząd zapowiedział, że każdy bezrobotny imigrant z Ameryki Łacińskiej legalnie zatrudniony w Hiszpanii otrzyma odszkodowanie w wysokości 12 – 18 zasiłków. Ta kwota ma być podzielona na dwie wypłaty: 40 proc. środków bezrobotny Latynos otrzyma przed wyjazdem, resztę po powrocie do swojego kraju. Ci, którzy skorzystają z programu, nie mogą wrócić do Hiszpanii przez kolejne trzy lata.
[b]Francja[/b]
Prezydent Nicolas Sarkozy wywołał oburzenie w Czechach i na Słowacji, mówiąc, że francuskie koncerny motoryzacyjne powinny, kiedy tylko jest to możliwe, przenosić miejsca pracy z zagranicy do Francji. Pomoc państwa dla tego sektora zostanie wypłacona tylko w sytuacji, gdy koncerny nie będą ciąć miejsc pracy we Francji i przenosić ich za granicę. PSA Citroen Peugeot ma fabrykę na Słowacji, a Renault w Rumunii.
[b]Czechy[/b]
Rząd przygotował plan wyjazdu bezrobotnych cudzoziemców spoza UE. Oferuje się im bilet do kraju, z którego pochodzą, i 500 euro. Według rządu w Czechach jest ok. 12 tys. takich obcokrajowców zagrożonych bezrobociem. Program miałby dotyczyć 2 tys. osób i będzie kosztował budżet 2,2 mln euro.
d.w., p.r.[/ramka]