[b]Rz: Od trzech dekad mieszka pan na Saskiej Kępie, gdzie żyła również Agnieszka Osiecka. Spotykaliście się?[/b]
[wyimek][link=http://empik.rp.pl/tylko-brac-soyka-stanislaw,prod58593116,muzyka-p]Zobacz na Empik.rp.pl[/link][/wyimek]
[b]Stanisław Soyka:[/b] Mówiliśmy sobie „dzień dobry”, zawsze byłem obdarzany wspaniałym uśmiechem. Nie takim „na cały regulator”, tylko z odcieniem tajemnicy. Pani Agnieszka była piękną kobietą. Spoglądałem na nią z zachwytem i męskim pożądaniem. Starałem się je ukryć, ale kobiety wiedzą więcej, niż chcemy im powiedzieć. Przyjaźniłem się też z Marylą Rodowicz i Magdą Umer, stąd wiem, że Osiecka darzyła mnie życzliwością. Uważała mnie chyba jednak za jazzmana, a nie kompozytora. Dlatego nigdy nie miałem okazji napisać muzyki do jej tekstów.
[b]Mijaliście się i nie zamieniliście ani jednego słowa?[/b]
Ważkiego słowa. Krótkie wymiany życzliwości się zdarzały. Każdy jednak, kto przyjrzał się Agnieszce uważnie, musiał dostrzec, jak była skupiona na poezji. Widać było, że patrzy, rozmawia, ale jej umysł pracuje w innym, poetyckim wymiarze. Potwierdzają to znajomi, którzy siadywali z Osiecką w Cafe Saks. Wokół niej mogło się dziać Bóg wie co, a ona i tak pisała – czasami tylko włączając się do rozmowy.
[b]Agata Passent prowadzi dobrą politykę repertuarową Fundacji Okularnicy – dwa lata temu płytę z piosenkami jej mamy nagrała Kasia Nosowska, a teraz pan.[/b]
Z pomocą takich sojuszników, jak Magda Umer i Jan Borkowski, dba o dzieło niezwykłych rozmiarów. Agnieszka napisała ponad 2,5 tysiąca piosenek i wierszy. Tylko część z nich znamy z płyt i anteny radiowej. Wiele powstało dla teatru. Kiedy Agata spytała mnie rok temu, czy nie wziąłbym udziału w corocznej gali fundacji, odpowiedziałem, że nie mam do tego głowy. Ale w pół sekundy później dodałem, że zgadzam się, jeśli pomoże znaleźć wiersze jeszcze nieśpiewane.
[b]Co znaczyły dla pana słowa „Księżycu płyń” – „W szufladzie tej,/gdzie trzymasz mnie,/porządek chcesz, to zrób”.[/b]
Dostałem carte blanche. Gdy się okazało, że muzykę do wiersza skomponował Seweryn Krajewski, sprawdziłem, czy podświadomie nie dokonałem plagiatu. Z całym szacunkiem dla Seweryna – moja muzyka lepiej niesie tekst.
[b]Dla wielu osób Agnieszka Osiecka była tylko tekściarką. Z czasem odkrywali w niej poetkę. A pan?[/b]
Myślałem o niej jak o Dylanie. Pozornie pochodzą z dwóch różnych światów, ale nawet pokoleniowo są sobie bliscy. Na początku byli bardzo zaangażowani w ruchy lewicowe. Potem polityczny entuzjazm osłabł, ale lewicowa wrażliwość pozostała. Nikt tak jak Dylan i Osiecka nie potrafi opowiadać o ludziach – językiem prostym, a jednak precyzyjnym, poetyckim.
[b]Czy Osiecka dyktowała panu muzykę, jak na poprzednich płytach Szekspir i Miłosz?[/b]
Sprawiła, że zdecydowałem się komponować na gitarę.
Zależało mi na prostych piosenkach, a moje kompetencje gitarowe są ograniczone. Sposób pisania pociągnął za sobą myślenie, że bez Janusza „Yaniny” Iwańskiego zespół będzie niekompletny. Znowu się spotkaliśmy. Zagraliśmy w stylu Travelling Wilburys, który nazywam kowbojskim czesaniem strun.
[b]„Po słonecznej stronie” jest tak przebojowe, że mogłoby trafić na antenę Zetki. Musimy pogdybać: jakby chciało grać nowe polskie piosenki.[/b]
Od specjalistów ze stacji komercyjnych ciągle słyszę, że brakuje im krajowego repertuaru. W ostateczności grają piosenki, w których są co prawda użyte polskie słowa, ale nie mówmy, że to polszczyzna! Tymczasem jest tyle pięknych polskich piosenek. Na festiwalu „Gitarą i piórem” w Karpaczu słuchałem Grzegorza Bukały. Mam nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek. Bo jeżeli wyrzekniemy się języka – będzie bieda. Skundlejemy w dziesięć lat.
[b]Płyta mówi też o przemijaniu, w finale śpiewa pan „Upływa szybko życie” ze słowami „za dzień, za rok, za chwilę/ razem nie będzie nas”.[/b]
Ksiądz Franciszek Leśniak w drugiej połowie XIX w. napisał trzy zwrotki pieśni. Śpiewano ją na weselach, po pijanemu. Agnieszka chciała przywrócić jej godność i dopisała kolejne cztery zwrotki. Między innymi: „A potem nasze wnuki/ opuszczą progi szkół,/ zostanie blady głupiec/ opustoszały stół”. Osobiście musiałem borykać się z obrazem moich rodziców, których opuściłem, wyjeżdżając do Warszawy. Na szczęście żyją aktywnie i nie siedzą zbyt często przy stole sami.
[b]„Tango Warszawa” jest o stolicy, która nie jest najpiękniejsza, ale trudno jej nie kochać.[/b]
Agnieszka pięknie pisała o Polsce. W Warszawie cierpiało jej poczucie estetyki, ale miasto kochała.
[b]A pan?[/b]
Ja też się w nim zakochałem. Po raz pierwszy przyjechałem tu w 1975 r. na drugi etap konkursu chopinowskiego. Była piękna złota polska jesień, słuchałem Chopina, a przed wyjazdem wrzuciłem do fontanny przed Pałacem Kultury 20 groszy, bo chciałem wrócić. W 1977 r. przyjechałem z Extra Ball na imprezy towarzyszące Jazz Jamboree. Gościłem u Zbyszka Wegehaupta na ulicy Walecznych. Wiedziałem już, że jak przyjadę ponownie, na stałe – to na Saską Kępę. Moja miłość do Warszawy jest wierna i wcale nietrudna. Stolica za swoje bohaterstwo zasługuje na miłość i szacunek. Towarzysze radzieccy mieli wejść do stolicy jako zwycięzcy. Tymczasem najpierw musieli się chować po kątach, a potem maszerowali Marszałkowską lekko przygarbieni.
[ramka][srodtytul]Tournée Stanisława Soyki[/srodtytul]
2.10. Warszawa – Och Teatr
12.10. Poznań – CKD
13.10. Bydgoszcz – Filharmonia Pomorska
25.10. Szczecin – Filharmonia Szczecińska
26.10. Sopot – Sheraton
11.11. Lublin – Filharmonia Lubelska
14.11. Kielce – KCK
15.11. Wrocław – Centrum Sztuki IMPART
16.11. Katowice – GCK
17.11. Kraków – Filharmonia Krakowska[/ramka]