Reklama

Atak pod izraelskim kurortem

Terroryści użyli broni maszynowej i przeciwpancernej. Siedmiu pasażerów autobusów nie żyje

Aktualizacja: 18.08.2011 22:25 Publikacja: 18.08.2011 20:21

Atak pod izraelskim kurortem

Foto: AFP

Wszystko zaczęło się na drodze numer 12 łączącej miasto Beer Szewa z popularnym kurortem Ejlat nad Morzem Czerwonym, na samym południu Izraela. Droga ta przebiega wzdłuż granicy z Egiptem. W pewnym momencie autobus linii 392 zaczął wyprzedzać samochód osobowy. Z jego okien wysunęli się dwaj mężczyźni z bronią maszynową i otworzyli ogień w stronę pasażerów.

– Rozmawiałem właśnie z facetem, który siedział koło mnie, gdy usłyszeliśmy strzały. Natychmiast rzuciliśmy się na podłogę. Wszędzie latały kawałki rozbitego szkła. Zorientowaliśmy się, że wśród nas są ranni – relacjonował jeden z pasażerów. W autobusie znajdowali się głównie turyści i żołnierze, którzy na weekend wracali z koszar do domów.

Obrażenia odniosło dziesięć osób. Nikt nie zginął tylko dlatego, że kierowca zachował zimną krew. Nie zatrzymał autobusu – choć kilka kul przebiło przednią szybę – wcisnął pedał gazu i udało mu się dotrzeć do najbliższego posterunku. Gdy na miejsce przyjechały samochody z izraelskim wojskiem, doszło do serii eksplozji. Nie jest jasne, czy wybuchły bomby pozostawione w miejscu zasadzki przez napastników, czy były to pociski moździerzowe wystrzelone z terytorium Egiptu.

Eksplozje opóźniły jednak pościg za napastnikami. Zdołali oni przejechać 20 kilometrów i zaatakować jeszcze jeden izraelski autobus oraz samochód osobowy. Tym razem w stronę pojazdów odpalili między innymi pocisk z wyrzutni przeciwpancernej. W tym ataku zginęło co najmniej siedem osób. Kilkadziesiąt trafiło do pobliskich szpitali z mniej lub bardziej poważnymi obrażeniami. Wśród zabitych jest co najmniej jeden żołnierz. Gdy zamykaliśmy to wydanie „Rz", nie było wiadomo, czy w ataku ranni zostali jacyś zagraniczni turyści.

Wojsko urządziło natychmiast obławę, nad miejsce ataku przyleciały śmigłowce bojowe. Jak informowały izraelskie media, samochód z terrorystami został osaczony na jednej z dróg. Doszło do wymiany ognia, w wyniku której wszyscy napastnicy zostali zastrzeleni. Władze nie były jednak pewne, czy mordercy z samochodu działali sami.

Reklama
Reklama

Zamknięto więc wszystkie okoliczne drogi, mieszkańcom południowego Izraela poradzono, by nie wychodzili  z  domów.

W stan najwyższej gotowości postawiono oddziały wojska pilnujące granicy. Według najbardziej prawdopodobnej hipotezy napastnicy przedostali się na terytorium państwa żydowskiego właśnie z Egiptu. – To skutek tej „cudownej" egipskiej rewolucji, którą na Zachodzie tak się wszyscy zachwycali. W Egipcie zapanował chaos. Tamtejsze władze utraciły kontrolę nad półwyspem Synaj, który leży za naszą granicą. Mamy właśnie pierwsze tego skutki – powiedział „Rz" Amir Rapaport, izraelski ekspert ds. terroryzmu.

Podkreślił, że od czasu obalenia prezydenta Hosniego Mubaraka rozszczelniła się również granica Egiptu z opanowaną przez Hamas Strefą Gazy.

– Niewykluczone, że terroryści przybyli właśnie tą drogą. Przyjechali ze Strefy Gazy przez Egipt – powiedział Rapaport.

Najprawdopodobniej nieprzypadkowo terroryści na miejsce zamachu wybrali Ejlat. Chodziło nie tylko o zamordowanie jak największej liczby Żydów, ale również o zniechęcenie turystów do odwiedzania tego izraelskiego kurortu.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama