Reklama

Polska oferuje Libii pomoc i współpracę

W głosie Libijczyków obok wciąż obecnej euforii słychać też rosnący niepokój o przyszłość kraju

Publikacja: 25.10.2011 02:14

Z Radosławem Sikorskim spotkał się wczoraj szef Narodowej Rady Libijskiej Mustafa Abdul Dżalil (fot.

Z Radosławem Sikorskim spotkał się wczoraj szef Narodowej Rady Libijskiej Mustafa Abdul Dżalil (fot. ABDULLAH DOMA)

Foto: AFP

Korespondencja z Trypolisu

Kierowcy co chwilę trąbią, uśmiechają się i unoszą dłoń w geście zwycięstwa. Przez zatłoczone ulice Trypolisu przedzierają się poobijane furgonetki uzbrojone w działka. Powstańcy, którzy po kilku miesiącach walk zaczęli wyglądem przypominać regularną armię, pilnują skrzyżowań. Wszędzie dumnie powiewają czerwono- czarno-zielone flagi powstańców. Zamiast reklam telefonów komórkowych na wielkich billboardach umieszczono plakaty z hasłami rewolucji: mamy marzenie. Wśród antyreżimowych haseł namalowanych na murach wybija się spory napis: „Game over, Kaddafi!"

Euforia i niepokój

Zaledwie cztery dni temu libijscy powstańcy zabili rządzącego przez 42 lata krajem Muammara Kaddafiego. W niedzielę powstańcze władze ogłosiły wyzwolenie kraju. Z wielu Libijczyków nie wyparowała jeszcze euforia, ale w ich głosie wyraźnie słychać niepokój.

– Musi się coś wreszcie zacząć zmieniać, bo na razie nic się nie dzieje. Wszędzie jest za to pełno broni. Strach wyjść na ulicę – mówi 18-letni student informatyki Ajub Ahmed Hosmie, pokazując na uzbrojoną grupę rebeliantów na skrzyżowaniu.

Kiedy wraca z hotelu, gdzie dorabia sobie, sprzątając pokoje, mija kilkanaście takich posterunków. Stara się trzymać od nich jak najdalej. Ludzie z karabinami w rękach co chwila pokrzykują na kierowców i przechodniów. – Są z różnych stron. Najgorsze jest to, że nikt ich nie kontroluje. Każda grupa ma swojego dowódcę. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba zrobić, to odebrać im broń – uważa Ajub. U niego w domu też jest kilka karabinów. Gdy wybuchło powstanie, większość rodzin zaopatrzyła się w broń. Ale wcale nie jest jasne, przeciwko komu zamierzali jej użyć. Mieszkańcy Trypolisu nie wystąpili masowo przeciwko dyktaturze. Dziś tłumaczą, że w mieście były zbyt silne oddziały Kaddafiego. Wiele rodzin było jednak po prostu związanych z reżimem. Zaj- mowały intratne stanowiska i czerpały profity z popierania dyktatury.

Reklama
Reklama

Nowe możliwości

20-letni Marwan zastrzega, że nic o powstaniu nie opowie, bo mieszkał w Szwajcarii, gdzie ojciec robił interesy. Teraz wrócili, licząc na nowe możliwości.

– Wcale nie chodzi im o demokrację, tylko o pieniądze – złości się Nur, sympatyczna 17-latka w czarnej chuście na głowie. Kręciła się po hotelowym holu, jakby na kogoś czekała. Ale nie jest z nikim umówiona. Chciałaby pracować dla zagranicznych dziennikarzy. Najchętniej z CNN, bo najlepiej płacą. Była tłumaczką Mussy Ibrahima – ministra informacji i rzecznika Kaddafiego. Jest zagorzałą zwolenniczką reżimu.

– Cała moja rodzina do dziś opłakuje śmierć Kaddafiego. Ale zawsze będzie żył w naszych sercach. Zginął jak bohater, z bronią w ręku i synem u boku. Obiecał, że nie opuści kraju, i dotrzymał słowa. Jestem z niego dumna – mówi, nerwowo rozglądając się na boki. Jej zdaniem Kaddafi wcale nie był okrutnym dyktatorem, a do  buntu by nie doszło, gdyby nie Zachód. Teraz boi się, że powstańcy aresztują jej braci i wujków, którzy walczyli w obronie reżimu. – Chcemy zemsty. I zemścimy się, ale jeszcze nie teraz – zapowiada Nur.

Handel bronią wciąż kwitnie, bo Libijczycy nie mają poczucia bezpieczeństwa. Kałasznikowa można kupić za równowartość 1300 złotych. Sprzedają zwłaszcza partyzanci z Misraty i Ziltanu. Ci drudzy cieszą się wyjątkowo złą opinią. –Złupili majątek rodziny Kaddafiego, wywieźli do swojego miasta i teraz nim handlują. Podobno ukradli nawet słonia z zoo – mówi Ajub Ahmed Hosmie.

Gratulacje i polska oferta

Szef polskiego MSZ przyjechał w poniedziałek do Libii, aby pogratulować nowym władzom dotych- czasowych osiągnięć i przedstawić propozycję współpracy. Radosław Sikorski spotkał się z szefem Narodowej Rady Libijskiej, ministrem obrony i p.o. ministra spraw zagranicznych. Polski rząd liczy na życzliwe traktowanie naszych firm, które zainteresowane są poszukiwaniem i eksploatacją złóż ropy oraz gazu, inwestowaniem w sektor petrochemiczny i budową infrastruktury, m.in. portów. Polska liczy też na współpracę wojskową. – Nasze firmy są tu mile widziane – powiedział minister po rozmowach. Libijczycy zapowiedzieli, że będą honorować kontrakty zawarte za czasów Kaddafiego.

Reklama
Reklama

Polski minister podkreślił też, że jest dumny z działań naszej misji medycznej.

– Pracuje tu i pomaga Libijczykom rannym w konflikcie – podkreślił.

To już druga wizyta szefa polskiej dyplomacji w Libii od wybuchu powstania. Sikorski był pierwszym ministrem spraw zagranicznych z Zachodu, który przyjechał w maju do Bengazi po wyzwoleniu miasta. Dzięki zbiegowi okoliczności (wizyta była przygotowywana wcześniej) jest też zapewne pierwszym zachodnim politykiem, który przyjechał do Libii po zabiciu Muammara Kaddafiego.

—lor

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama