Dziś mija 30. rocznica pacyfikacji kopalni Wujek w Katowicach. Co się właściwie wydarzyło 16 grudnia 1981 roku?

Antoni Dudek:

Najkrócej mówiąc, górnicy postanowili zaprotestować przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Oczywiście nie był to jedyny strajk. W całym kraju stanęło kilkadziesiąt zakładów. Jednak to Górny Śląsk był głównym, a zarazem najbardziej uciążliwym dla władz ośrodkiem oporu. Jak wiadomo gospodarka opierała się na węglu. Poza tym górnicy byli najbardziej zdeterminowaną grupą wśród strajkujących: bronili się do końca. Mało kto pamięta o najbardziej skrajnym proteście w kopalniach Ziemowit i Piast, gdzie górnicy protestowali pod ziemią do 28 grudnia.

Tam jednak nie było pacyfikacji.

Górnicy z Wujka byli najbardziej zdeterminowani i funkcjonariusze ZOMO podjęli decyzję o użyciu broni. Pozostaje pytanie, na jakim szczeblu o tym zdecydowano. Oficjalnie strzelać kazał chorąży Cieślak, który dowodził specjalnym plutonem ZOMO. Jednak główne rozmowy toczyły się między pułkownikiem Wilczyńskim, dowodzącym akcją pacyfikacyjną, a ówczesnym komendantem wojewódzkim milicji w Katowicach pułkownikiem Jerzym Grubą. Nie wydał on polecenia użycia broni, ale też nie nakazał wycofania się. Gdyby to zrobił, nie byłoby tylu ofiar.

A jaką rolę odegrał szyfrogram gen. Kiszczaka?

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W dokumencie tym minister spraw wewnętrznych przekazywał swoje uprawnienia dowódcom oddziałów. Innymi słowy dał im prawo do użycia broni, jeśli życie funkcjonariuszy byłoby zagrożone. Rzecz w tym, że generał nie miał prawa tego zrobić, dlatego do dziś toczy się w tej sprawie postępowanie. Ale najistotniejsze jest to, że pacyfikacji można było uniknąć. Wystarczyło otoczyć kopalnię i poczekać, aż strajk się załamie. Jedna z hipotez mówi, że atak ZOMO miał być demonstracją siły i ostrzeżeniem dla innych strajkujących.

Wszyscy winni zostali ukarani?

Po upadku komunizmu były trzy procesy funkcjonariuszy ZOMO. Trwały długo ze względu na próby zaciemnienia sprawy, m.in. zniszczono broń, z której strzelali zomowcy. W pierwszych dwóch procesach oskarżonych uniewinniono, podając absurdalne tłumaczenie, że nie wiadomo, kto do kogo strzelał. W trzecim procesie wszystkich funkcjonariuszy ZOMO uznano za winnych i skazano. Ale dla historyków ważne jest co innego: opór przeciwko stanowi wojennemu nie załamałby się, gdyby nie spacyfikowano Wujka.