Reklama

Degradację przewidywano wszędzie

Rozmowa z Januszem Odziemkowskim, historykiem wojskowości z UKSW w Warszawie

Aktualizacja: 16.11.2016 20:34 Publikacja: 16.11.2016 18:22

Degradację przewidywano wszędzie

Foto: archiwum prywatne

Rzeczpospolita: Pomysł pośmiertnego zdegradowania generała Wojciecha Jaruzelskiego traktowany jest przez polityków PiS coraz poważniej. Czy po zmianach politycznych często degradowano wojskowych?

Prof. Janusz Odziemkowski:

Niejednokrotnie tak bywało. Czasem opierało się na fikcyjnych przesłankach, bo chodziło po prostu o pozbycie się przeciwników politycznych, ale często na takich wojskowych rzeczywiście ciążyły różne zbrodnie. Z reguły degradacja szła w parze z jakąś karą: uwięzieniem w twierdzy czy długoletnim więzieniem. Przy skazaniu na karę śmierci degradacja była raczej nieodzowna.

A zdarzały się degradacje dla samej degradacji?

W 1946 roku komuniści obeszli się tak choćby z generałem Władysławem Andersem – za pozostanie po wojnie w Londynie; a sam Anders wcześniej tak zdegradował generała Zygmunta Berlinga – za dezercję i pozostanie w Rosji.

Reklama
Reklama

Jak ten obyczaj wygląda poza Polską?

Bolszewicy w ogóle nie przejmowali się prawem, więc carskich generałów po prostu rozstrzeliwali. Na Zachodzie jednak degradację orzekał sąd, choć w różnych czasach ten sąd różnie wyglądał. W czasie wojny, ale też różnych zamieszek, rewolucji czy poważnych zmian nie było raczej żadnych ceregieli. W zasadzie zawsze i wszędzie przewidywano karę degradacji jako efekt najcięższych przestępstw. Za inne były kary finansowe, nagany, kary więzienia. Gdy jednak stwierdzono zdradę, dezercję czy tchórzostwo na polu bitwy – groziła za to degradacja.

—rozmawiał Michał Płociński

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama