W polskiej polityce nie liczy się dziś ani taktyka, ani styl, lecz wyłącznie wynik końcowy. Stawką nie jest niezależność sądów, ale władza. Prawo staje się jedynie kolejnym argumentem w walce, a nie jej regułą.
Do tej pory obserwowaliśmy pewien teatr. Politycy obrzucali się wyzwiskami, a poza kamerami agendy państwa normalnie współpracowały. Czy wydarzenia w Trybunale Konstytucyjnym złamały tę niepisaną zasadę?