„Rzeczpospolita”: W sobotę Donald Tusk zapowiedział wzmocnienie granicy przez tzw. "Tarczę Wschód". Jest to dosyć enigmatyczne stwierdzenie. Co miał na myśli szef rządu?

Jarosław Wolski, cywilny analityk zajmujący się wojskiem i obronnością: Rzeczywiście, stwierdzenia ze strony pana premiera są enigmatyczne. Mam nadzieję, że nie jest to kwestia kampanii przedwyborczej do europarlamentu, tylko wyraz tego, o czym od lat wspominali wojskowi, że należałoby przygotowywać inżynieryjnie teren do obrony na wschodzie.

Przy czym nie mówimy tu o budowie sieci bunkrów i schronów. Przede wszystkim mowa jest o przygotowaniu terenu takim jak tworzenie zapór drogowych, być może częściowe zabagnianie zalewanie terenu. Przygotowanie rowów przeciwczołgowych. Przygotowanie stałych stanowisk ogniowych. To są rzeczy, które robią takie kraje jak Korea Południowa, Izrael, Irak, Syria, a także Turcja, Indie czy Pakistan. Nie jest to nic niezwykłego, nie jest to nic nowego.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: „Wara od Polski”. Takich słów premiera Donalda Tuska potrzebujemy

Nie mówimy tutaj jednak tylko o wąskim pasie przygranicznym, czy barierze na granicy.

Na pewno to nie będzie pas bunkrów przy granicy. Kraje, które obawiają się napaści swojego sąsiada, często przygotowują teren inżynieryjnie do obrony. Zwłaszcza w tzw. pasie przesłaniania, czyli od granicy do 50-100 km w głąb kraju, gdzie zamierza się wyhamować przeciwnika. Przygotowuje się mosty do łatwiejszego wysadzania czy drogi do niszczenia lub teren do częściowego zabagnienia, zalania. Tak samo rowy przeciwpancerne. Zapory drogowe. Ewentualnie schrony, ale to nie zawsze.

Czytaj więcej

Sondaż: Donald Tusk chce fortyfikować granicę wschodnią. Co sądzą o tym Polacy?

Co jest największym problemem przy budowie "Tarczy Wschód"?

Największym problemem w tym wypadku jest legislacja. Państwo wbrew pozorom ma niedużo gruntów. Wody Polskie i Lasy Państwowe mają swoje grunty. Wąski pas przy granicy także należy do państwa. Natomiast teren, który jest dogodny do obrony jest czyjś. Trzeba ten teren wykupić albo zapłacić rekompensatę jego właścicielowi. To są dość duże pieniądze. Porównywalne do tych wydawanych przy budowie dróg szybkiego ruchu i autostrad. Największym problemem jest legislacja, a nie zasób pieniężny. Innym problemem jest to, czy mamy zdolności do projektowania i budowania tego typu fortyfikacji, ponieważ bardzo mało się tym osób zajmuje.