Czy Pana zdaniem jest możliwe przeniesienie konfliktu z Ukrainy, na terytorium naszego państwa?

Jacek Siewiera, szef BBN: Mimo sukcesów strony ukraińskiej konflikt nadal eskaluje. Więc uwzględniamy każdy, nawet mało prawdopodobny scenariusz i tworzymy plany na różne okoliczności. Jednak przesłanek o włączeniu Polski w konflikt zbrojny dziś nie ma. Nie widać oznak ewentualnej agresji, także przy granicy Polski z Białorusią. Chociaż oczywiście mamy świadomość, że na Białorusi rośnie obecność rosyjskich żołnierzy i aktualna pozostaje kwestia hybrydowej presji migracyjnej.

Kiedy możliwa byłaby militarna interwencja Stanów Zjednoczonych lub krajów NATO w Ukrainie? Co jest nieprzekraczalną czerwoną linią dla Rosji, aby tak się nie stało?

NATO jest paktem obronnym. Jego idea opiera się na odstraszaniu i zdolnościach obronnych. Wspieramy suwerenne ukraińskie państwo, które zostało nielegalnie, z użyciem terrorystycznych i zbrodniczych metod napadnięte przez Rosję, natomiast nie prowadzimy wojny. W tym sensie wyznaczenie czerwonej linii, o którą Pan pyta jest oczywiste - jest nią art. 5 traktatu waszyngtońskiego, czyli agresja wobec jakiegokolwiek członka Sojuszu.

Czytaj więcej

Jacek Siewiera nowym szefem BBN

Od początku konfliktu Polska na wielu płaszczyznach wspiera Ukrainę, także dostarczając broń, ale także będąc swoistym hubem dla innych państw sojuszniczych. Jaka jest wartość pomocy w uzbrojeniu, i czy skutkiem wsparcia dla Ukrainy nie jest zbyt poważne naruszenie naszego arsenału?

Publiczne informacje na temat polskiej pomocy militarnej mówią o ok. 2 mld dolarów. Ale zaznaczę, że pewna część informacji o wsparciu udzielanym przez Polskę jest podawana do przestrzeni publicznej, a pewna część nie. Pozostajemy w ścisłej czołówce wspierających państw. Zajmujemy drugie miejsce po USA. W najbliższym czasie dodatkowo uruchomimy w ramach UE misję szkoleniową dla ukraińskich żołnierzy. Duży ciężar realizacji szkolenia będzie spoczywał na nas. To jest polska racja stanu.

W związku z przekazywaniem sprzętu Ukrainie podjęliśmy dodatkowe działania wzmacniające Siły Zbrojne. Stąd m.in. oczekiwania Prezydenta o przyspieszenie modernizacji – pierwsze zamówienia z Korei Płd. dotrą do nas w najbliższych miesiącach – i zwrócenie się do sojuszników o dodatkowe wsparcie, jak to miało miejsce podczas szczytu NATO w Madrycie. Efektem jest przemieszczenie do Polski kompanii brytyjskich czołgów Challenger, amerykańska zgoda na pilne pozyskanie przez nas dodatkowych czołgów Abrams, czy wsparcie obrony powietrznej przez sojusznicze systemy.

Faktem jest też, że przekazywaliśmy bardzo nowoczesną broń. Na Wschód zostały wysłane m.in. karabiny Grot, armatohaubice Krab i wyrzutnie Piorun. Czy polski przemysł zbrojeniowy korzysta z doświadczeń zebranych w Ukrainie?

Przekazaliśmy dużo produkowanego na bieżąco sprzętu, m.in. Kraby, Groty, Pioruny, Warmate i FLYEYE. Uzyskujemy aktualny feedback z pola walki dotyczący tego jak on się sprawdza, co jest niezwykle cenne. Uzyskujemy informacje o intensywności ognia, o wartości manewrowej uzbrojenia. Mamy informacje dotyczące skuteczności sprzętu rozpoznawczego, jak drony i bezzałogowe platformy bliskiego rozpoznania. Każda z tych danych płynąca z Ukrainy jest bardzo cenna dla przemysłu zbrojeniowego. Tym samym polska zbrojeniówka dołączyła do grona przemysłów, które mają realne doświadczenia z pola walki. Dużym wsparciem są dobre wzajemne relacje także na poziomie najwyższych wojskowych.

Cała rozmowa w czwartek na rp.pl oraz w wydaniu papierowym „Rzeczpospolitej”.