„Nie wyrażam zgody” – tak brzmiała odpowiedź na wniosek jednej z urzędniczek skarbowych, która podjęła pracę w pizzerii i chciała zalegalizować to zajęcie, starając się o zgodę przełożonego. W piśmie tym, upublicznionym przez związki zawodowe działające w Krajowej Administracji Skarbowej, ów przełożony stwierdza, że wykonywanie pracy pomocy kuchennej podważa zaufanie do służby cywilnej. Mało tego, praca „na zmywaku” może być „niepożądanym zachowaniem, mającym negatywny wpływ na wizerunek państwa, służby cywilnej i urzędu”.

Z czegoś trzeba żyć

– Takie sytuacje są nie tyle podważaniem zaufania do nas, ile rezultatem fatalnej sytuacji płacowej w Krajowej Administracji Skarbowej – komentuje Agata Jagodzińska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS. Dodaje, że w sytuacji, w której młodzi urzędnicy zarabiają około 3 tys. zł netto, podejmowanie dodatkowych zajęć jest życiową koniecznością.

Czytaj więcej

Tam, gdzie chodzi o pieniądze budżetowe, powinna być jawność

Zresztą ostatnio do Izb Administracji Skarbowej trafia coraz więcej takich podań.

– To spontaniczna akcja, nie inspirowaliśmy tego jako związki zawodowe – wyjaśnia Jagodzińska.

Od strony prawnej podejmowanie dodatkowej pracy przez pracowników KAS rzeczywiście wymaga zgody przełożonych. Tak przewiduje art. 80 ustawy o Służbie Cywilnej. Przepis ten zawiera zastrzeżenie, że takie zajęcia nie mogą być „sprzeczne z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważające zaufanie do Służby Cywilnej”.

Bycie kasjerką nie hańbi

– Co do sprzeczności z naszymi obowiązkami zawodowymi sprawa jest dość jasna, bo nie powinniśmy zajmować się np. doradztwem podatkowym. Jednak „podważanie zaufania do służby cywilnej” to pojęcie nieostre – zauważa Patryk Górski, prawnik pracujący w KAS jako oskarżyciel skarbowy. Jego zdaniem w obecnej sytuacji dyrektorzy izb administracji skarbowej powinni udzielać zgód na dodatkowe zatrudnienie. – Mam koleżanki, które są sędziami sportowymi, ja sam służę w Wojsku Obrony Terytorialnej. Ale praca kasjerki w supermarkecie wcale nie jest gorsza – twierdzi Górski. Dodaje, że sam zarabia niecałe 4 tys. zł netto, co przy stopniu odpowiedzialności za wykonywanie zawodowych obowiązków nie jest wielką sumą.

Fala wniosków o zezwolenie na dodatkowe zajęcia to kolejna odsłona sporu między pracownikami i funkcjonariuszami KAS a Ministerstwem Finansów. Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzenia o 20 proc., a także wypłaty zaległych świadczeń z tzw. uchwały modernizacyjnej. Przewidywała po 396 zł brutto miesięcznie dodatkowego wynagrodzenia. Pod koniec kwietnia doszło do akcji protestacyjnej, polegającej na jednoczesnym wykorzystywaniu 15-minutowej przerwy na posiłek o godzinie 12.00 i wyłączeniu komputerów.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Artur Rycak, partner zarządzający w Rycak Kancelaria Pawa Pracy i HR

Ustawa o służbie cywilnej zabrania podejmowania urzędnikom dodatkowych zajęć, gdyby prowadziło to do konfliktu interesów albo podważało zaufanie do tej służby. Przepis art. 80 tej ustawy jest jednak niedoskonały z dwóch powodów. Po pierwsze, nie zdefiniowano dokładnie, czym jest podważenie zaufania do służby, pozostawiając to do oceny przełożonemu danego urzędnika. Po drugie, nie określono skutków podjęcia dodatkowego zatrudnienia. Nie wydaje się, aby przełożony mógł zakazać takiego dodatkowego zajęcia po prostu w drodze polecenia służbowego. Polecenia takie ze swej natury dotyczą bowiem tylko pracy wykonywanej w urzędzie. Oczywiście można takiego urzędnika zwolnić, ale ma on wtedy prawo odwołać się do sądu pracy. Wtedy do sądu będzie należała ocena, czy np. praca w gastronomii stoi w sprzeczności z zaufaniem do administracji skarbowej.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ