Nie oznacza to jednak, że pociągi przyjechały na stację z zegarkiem w ręku: tolerancja opóźnienia uznawanego za przybycie na czas sięga 6 minut. Ale w porównaniu z ostatnim kwartału 2021 r. wskaźnik punktualności składów pasażerskich poprawił się o ponad jeden punkt procentowy. Wynik byłby pewnie jeszcze lepszy, gdyby nie gigantyczna awaria sterowania ruchem kolejowym, do jakiej doszło w marcu. Bo jeśli punktualność w styczniu wyniosła 91,61 proc., a w lutym 91,87 proc., to w marcu było to już tylko 89,62 proc.

Najbardziej punktualne były jak zwykle pociągi przewoźników operujących na krótkich dystansach. Stąd najlepszy wynik Warszawskiej Kolei Dojazdowej, która odnotowała punktualność na poziomie 99,4 proc. Powodów do narzekań nie mieli także pasażerowie trójmiejskiej PKP SKM, z których na czas dojeżdżało do docelowej stacji 98,73 proc. Gorzej wypadło Polregio, którego punktualnych było 91,7 proc. pociągów, ale jego rezultat za pierwsze trzy miesiące roku okazał się lepszy o ponad 2 punkty procentowe od tego z poprzedniego kwartału. Najsłabiej wypadło PKP InterCity. To dalekobieżny przewoźnik, więc jego punktualność jest najsłabsza: w podsumowaniu pierwszego kwartału 2022 r. na czas przyjechało 69,78 proc. składów, co w porównaniu z ostatnimi trzema miesiącami 2021 r. okazało się wynikiem gorszym o blisko 1 punkt procentowy.

Zwłaszcza że w marcu punktualność PKP InterCity była wyjątkowo niska z uwagi na wspomnianą awarię systemów sterowania w połowie miesiąca. Jej skala sparaliżowała kolej na blisko dobę, obejmując przeszło 800 kilometrów linii i ponad 3 tys. pociągów. Niespodziewanie przestało wówczas działać kilkanaście tzw. lokalnych centrów sterowania, z których poprzez systemy komputerowe prowadzony jest ruch pociągów na stacjach i szlakach o długości od kilku do kilkudziesięciu kilometrów. Opóźnienia sięgały kilku godzin, część składów nie wyjechała na trasę.

Ze statystyk UTK wynika, że w pierwszym kwartale 2022 r. wartość średniego opóźnienia pociągów pasażerskich wyniosła dla wszystkich składów prawie 12 minut. To najsłabszy wynik, odkąd urząd publikuje dane dotyczące punktualności. Można się spodziewać, że w drugim kwartale punktualność PKP Intercity znowu pogorszy maj. W ostatni piątek doszło do poważnej awarii sieci trakcyjnej pomiędzy stacjami Warszawa Zachodnia i Warszawa Centralna. Wymusiło to przekierowanie dużej części pociągów dalekobieżnych na linię podmiejską.

Opóźnienia pociągów osobowych to jednak nic w porównaniu z ogromna niepunktualnością składów towarowych. Pomiędzy styczniem a marcem na czas przyjechało tylko 42,05 proc. Choć wynik lutego okazał się wyższy niż w styczniu, a jeszcze lepszy był ten z marca, średnie opóźnienie w skali kwartału wyniosło aż 11 godzin i 29 minut.

Odnotowana przez UTK poprawa punktualności kolei w pierwszych trzech miesiącach obecnego roku nie wydaje się jednak rezultatem jej sprawniejszego funkcjonowania. To raczej efekt zmniejszenia liczby prowadzonych na liniach kolejowych prac utrudniających ruch pociągów. Gdy finalizowane inwestycje w modernizację torów wreszcie likwidują dotychczasowe ograniczenia prędkości na remontowanych odcinkach, to zaplanowane do realizacji nowe przedsięwzięcia w ogóle nie ruszają z miejsca przez brak zapewnionego finansowania. Co prawda, zarządzająca infrastrukturą kolejową spółka PKP Polskie Linie Kolejowe ogłosiła od stycznia przetargi na modernizację i przebudowę linii za 13,5 mld zł, co jest kwotą przeszło czterokrotnie wyższą niż wartość postępowań uruchomionych w całym 2021 r. Ale kolej nie zrealizuje planów bez finansowego wsparcia z Unii Europejskiej, zablokowanego brakiem porozumienia z Komisją Europejską w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości.

Odblokowanie unijnych dotacji pozwoliłoby rozpocząć nowe inwestycje. To jednak na pewien czas ponownie zacznie utrudniać ruch pociągów na odcinkach objętych robotami, co najprawdopodobniej odbije się na punktualności.

Czytaj więcej

Pociągi są coraz bardziej opóźnione. Najgorsze wyniki ma PKP Intercity