Chce w ten sposób ratować inwestycje budowlane w infrastrukturę, zagrożone przez gwałtowny wzrost kosztów. Nowe zasady waloryzacji umów mają zapobiec paraliżowi rynku wskutek zrywania przez wykonawców nierentownych dziś kontraktów. Firmy kalkulują, że nawet płacąc kary umowne i tak stracą mniej, niż kończąc budowę.

– Przez inflację przekraczającą już 12 proc. wiele kontraktów stało się dla wykonawców skrajnie nieopłacalnych. Biznes oczekuje odpowiedzialnego działania rządu i podejmowania odważnych decyzji, bo grozi nam załamanie na rynku budowlanym i usług wykonywanych w zamówieniach publicznych – ostrzega Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Czytaj więcej

Sytuacja na budowach dróg coraz trudniejsza. Szybki wzrost cen dusi branżę

W szczególnie trudnej sytuacji znalazł się segment budownictwa drogowego, który wypracowuje ok. 20–25 proc. krajowej produkcji budowlano-montażowej. – Z polskich budów odpłynęło ok. 20–30 proc. pracowników z Ukrainy, a przez rynek przetacza się druga fala bezprecedensowych zwyżek cen materiałów, paliwa i energii – mówi Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

22,5 mld zł

mają być warte przetargi, jakie GDDKiA chce ogłosić w całym 2022 r.

W dodatku duża część firm budowlanych już liczy straty na długoterminowych kontraktach, pozyskanych w latach 2020–2021, których nie są w stanie pokryć obecne mechanizmy waloryzacyjne. Obowiązujący dla tych umów 5-proc. limit waloryzacji wyczerpuje się, jeszcze zanim firmy wbiją łopaty na budowie. – W obecnej sytuacji limity powinny być podwyższone – apeluje Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Zmiany przepisów sugerował już Tomasz Żuchowski, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – W najbliższym czasie znajdziemy rozwiązania – zapowiedział w ub. tygodniu na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.

Prace nad nowymi przepisami mają się skupiać na sposobie waloryzacji wynagrodzenia wykonawców. Rządzący chcieliby ograniczyć koszty takiej operacji (FPP szacuje je tylko w tym roku na 7 mld zł). Tym bardziej że ustawowa podwyżka wynagrodzeń wykonawców dotknie także finansów samorządów podlegających rygorom prawa o zamówieniach publicznych. Rząd musi się więc liczyć z koniecznością zwrócenia im z budżetu państwa wydatków na podwyżki.

– Z reguły jednak szukanie nowego wykonawcy, który dokończy takie prace, jest znacznie droższe od podwyżki wynagrodzenia dotychczasowego. Taka waloryzacja byłaby więc korzystna dla obu stron – podkreśla Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ