Dopiero na drugim miejscu jest cena biletu, na trzecim czy można na przelot wykorzystać mile z programu lojalnościowego — wynika z badania przeprowadzonego przez Honeywell International Inc., dostawcę wyposażenia dla branży lotniczej. Przed pandemią COVID-19 liczyła się cena, a potem długo, długo nic. O czystości kabin samolotów mało kto myślał. Wystarczyło, że w kieszeni przed fotelem nie było śmieci, a sam fotel był suchy i czysty.

Pasażer chce wiedzieć

Teraz to się diametralnie zmieniło. Tak samo, jak i wyposażenie pomagające liniom lotniczym oferowanie lotów tak bezpiecznych, jak jest to tylko możliwe w obecnej sytuacji. Jak wynika z kolei z badań przeprowadzonych na zlecenie Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych aż 42 proc. pasażerów przyznało, że czuje się niekomfortowo, kiedy podczas rejsu musi skorzystać z toalety, a ponad jedna trzecia zastanawia się, czy bezpiecznie jest oddychać powietrzem, które jest wielokrotnie filtrowane. — Mamy świadomość, że nasi pasażerowie są w tej chwili znacznie bardziej interesują się warunkami w jakich polecą — przyznał Anil Jain, główny inżynier w Air India Express. Indyjska linia właśnie kupiła roboty, które zajmą się odkażaniem kabin.

Czytaj więcej

Tysiące lotów na świecie odwołanych przez Omikrona. W Polsce ani jeden

To już nie są te czasy, kiedy sprzątanie samolotu było pozbieraniem śmieci, rzadziej przetarciem stolików, a porządne czyszczenie całej kabiny odbywało się raz w miesiącu. Pandemia zmieniła to całkowicie. Użycie filtrów HEPA, takich samych, jakie są montowane w salach operacyjnych i szerokie tłumaczenie jak one działają (wymieniają powietrze co kilka minut i mają cyrkulację z góry na dół, a nie od przodu do tyłu kabiny) miało uspokoić pasażerów i przekonać ich, że latanie jest bezpieczne. Na szeroką skalę stosuje się także codzienne czyszczenie kabin chemicznymi środkami wirusobójczymi, sprejami elektrostatycznymi i naświetlanie promieniami ultrafioletowymi, które niszczą wirusy i bakterie.

Inwestycja na przyszłość

I o ile na początku demonstrowanie środków bezpieczeństwa sanitarnego na początku pandemii miało przekonać konsumentów do powrotu, to obecnie inwestycje w czystsze kabiny opłacą się i w przyszłości. — Nie sądzę, żebyśmy po pandemii zgodzili się latać w takich warunkach, jak to było kiedyś — powiedział Bloombergowi Henry Harteveldt, analityk rynku turystycznego.

Nadal jednak nie ma na świecie jednolitych kryteriów bezpieczeństwa sanitarnego. Nie były one także tematem ostatniego (październik 2021) walnego zgromadzenia IATA w Bostonie. Standardem jest jedynie obowiązek zakrywania ust i nosa wszystkich znajdujących się na pokładzie, a nawet wcześniej, także znajdujących się na lotniskach. I służby porządkowe, bądź personel pokładowy nie patyczkuje się z niesfornymi pasażerami, którzy mają z tym problem. Ale np. Korean Air Lines spryskuje wszystkie powierzchnie kabin płynem, który podobno niszczy 100 procent bakterii i wirusów. W amerykańskich United Airlines wycierane są wszystkie często dotykane powierzchnie specjalnymi ściereczkami z płynem dezynfekującym, niezależnie od tego do oczyszczenia foteli używa się sprejów elektrostatycznych. A roboty w Air India Express są tak zbudowane, że swoimi ramionami są w stanie sięgnąć do najmniej dostępnych zakamarków w samolocie.

Czytaj więcej

Prezes IATA: Dla niektórych linii lotniczych kryzys się jeszcze nie skończył

W lipcu 2020 Honeywell skonstruował urządzenie, które jest w stanie przemieścić się przez całą kabinę naświetlając ją promieniami UV. Takie same konstrukcje były już wcześniej wykorzystywane do uzdatniania wody, która po neutralizacji obecnych w niej bakterii, jest zdatna do picia oraz w salach operacyjnych, gdzie czystość nie podlega dyskusji. Amerykański producent zapewnia, że jego wynalazek z łatwością poradzi sobie z wirusami i bakteriami w kabinach samolotów. Z tych urządzeń już korzystają Qatar Airways i brazylijskie linie Azul. A Honeywell skonstruował także ręczne aparaty do dezynfekowania trudno dostępnych miejsc i już je sprzedaje wspólnie z Boeingiem. — Jest oczywiste, że linie lotnicze, lotniska i hotele muszą podejść do bezpieczeństwa sanitarnego w zupełnie inny sposób, niż to było przed pandemią. A czystość musi być jedną z podstawowych cech ich oferty — powiedział Bill Kircos, odpowiedzialny za marketing wiceprezes Honeywella. A już sam Boeing pracuje nad polimerowymi powierzchniami, które same będą niszczyć wirusy, natomiast wszystkie przyciski w toaletach, które teraz trzeba było uruchomić ręką mają działać bezdotykowo.

— Covid wyraźnie przyspieszył nasze prace. Pracujemy teraz nad tym w jaki sposób można stworzyć warunki, które byłyby jak najbardziej niekorzystne dla wirusów — mówi — Dan Freeman, odpowiedzialny w Boeingu za bezpieczeństwo pasażerów.

Ray posprząta i poinformuje

Kanadyjczycy z Aero Hygenx już poszli o krok dalej. Wyprodukowali robota, który jest w stanie usunąć z kabiny wszystkie wirusy i bakterie w 5 minut w samolocie wąskokadłubowym (takim, jak np. Embraer 195, czy Boieng 737 MAX), a szerokokadłubowych (Dreamliner, czy Airbus 350) w 20 minut. Czyli zajmuje mu to połowę czasu niż było niezbędne w przypadku sprzętu, z którego w tej chwili korzystają ekipy sprzątające. Robot nazywa się Ray, wygląda jak automat do sprzedaży napojów, jest sterowany kamerami i sensorem laserowym i niszczy 99 proc. zarazków znajdujących się w promieniu 1,5 metra. Ray, to urządzenia typu „dwa w jednym”, bo sprzątając jednocześnie skrupulatnie zbiera informacje o wykonanej pracy. Mogą one później zostać przekazane pasażerom, aby ich przekonać, że będą podróżować w naprawdę czystej kabinie. — Chcieliśmy, aby nasze urządzenie było przyjazne dla środowiska, nie wykorzystujemy więc do sprzątania jakichkolwiek chemikaliów, a co równie ważne, jest tak sprawne, że linie lotnicze mają czyste kabiny w czasie, które pozwala im na szybkie rotacje – mówi Arash Mahin, prezes Aero Hygenx. Swoje produkty dostarcza m.in. Lufthansie.

Czytaj więcej

Linie lotnicze mają dość. Wysokie kary dla niesfornych pasażerów

Na razie jednak najbardziej popularne są w branży lotniczej elektrostatyczne spreje, które powodują, że mikroskopijne cząsteczki płynu odkażającego przywierają do pokrycia foteli i wszystkich powierzchni w kabinie i niszczą wirusy, które się tam pojawią. Taki sprzęt produkuje m.in. teksańska MasVida Health LLC, a jej testowym klientem jest Alaska Air Group.

Teraz firmy produkujące sprzęt do odkażania kabin przyznają, że ledwo są w stanie sprostać popytowi nie tylko ze strony branży lotniczej, ale i szkół czy szpitali. Jednocześnie sprzęt został unowocześniony i na przykład ważący ok 6 kilogramów pojemnik wystarcza na odkażenie kilkunastu samolotów. — Oczywiście kolejnym krokiem będzie konstrukcja robotów, które takie „plecaczki” przeniosą. Naprawdę jesteśmy już gotowi, gdyby doszło do kolejnej fali zakażeń. Ale COVID-19 łatwo można zniszczyć — mówi prezes MasVida Joshua Robertson.

W Europie też już trwają prace nad nowoczesnym sprzętem sprzątającym. Francuski Safran SA przygotowuje takie pokrycie foteli, które przez rok będzie wolne od wirusów.

Czytaj więcej

Podróże lotnicze w czasach Omikrona. Jak zmniejszyć ryzyko