Czyli znacznie więcej niż 290 mln euro wypłaconych narodowemu przewoźnikowi, który należy do Grupy Lufthansy. Pieniądze z opodatkowania lotnictwa mają posłużyć do sfinansowania zmierzającej do obniżenia kosztów siły roboczej. I nikt nie mówi tutaj o środkach na ochronę klimatu.

Zdaniem belgijskiego Ministerstwa Finansów obłożenie podatkami lotnictwa będzie bardzo proste, a ich pobór mało skomplikowany. Nazwano jest „działaniami prośrodowiskowymi” i „ekologicznymi i związanymi z ochroną klimatu”. Będą miały formę trzech nowych obciążeń ukierunkowanych na branżę korzystającą dotychczas ze zwolnień podatkowych.

I tak na paliwo lotnicze zostanie nałożona akcyza w takiej samej wysokości, jak jest to w przypadku diesla i benzyn sprzedawanych na stacjach paliw. Rocznie, według wstępnych prognoz z tego źródła powinno wpłynąć do budżetu 1,15 mld euro. Kolejny podatek, to 6-procentowy VAT na sprzedawane bilety lotnicze, co zasili budżet kwotą 212 mln euro rocznie.

Przy tym finansowanie reform belgijskiego rynku pracy mają zasilić jeszcze środki z trzeciego podatku. Zostanie wprowadzona opłata w wysokości 10 euro za każde wejście na pokład i będzie ona dotyczyła tak pasażerów rozpoczynających swoją podroż na belgijskich lotniskach, jak i przesiadających się na połączenia tranzytowe. Ten podatek zwiększy wpływy budżetowe o 142 mln euro rocznie.

Reakcja branży lotniczej jest jednoznacznie negatywna, bo takie posunięcia zmniejszają jej konkurencyjność. Inna sprawa, że opodatkowanie biletów lotniczych, w tym także rejsów przesiadkowych, jest już od dawna stosowane w innych krajach europejskich.

Z pewnością jednak uderzy to w przewoźników niskokosztowych, dla których dołożenie 10 euro do ceny biletów, to znacząca różnica. Przewoźnicy będą też zapewne starali się do minimum ograniczyć tankowanie w Belgii, co z kolei może w efekcie przynieść znacznie mniej niż szacowane 1,5 mld euro wpływów budżetowych.