- Miałam wielkie kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Myślałam, że jestem brzydka i że nikt się ze mną nie ożeni - mówi w filmowych archiwaliach Audrey.
Myliła się oczywiście, bo wzbudzała ekscytację męskiej części widowni, choć wyglądała inaczej niż ówczesne bożyszcza. Miała wąskie biodra i płaski biust, w dodatku nie wybielała zębów ani nie regulowała brwi. Spośród plejady innych aspirujących aktorek wyróżniała ją także świeżość, delikatność i brak zmanierowania. Gregory Peck wyznał w jednym z wywiadów, że miesiąc wspólnie przepracowany z Audrey na planie „Rzymskich wakacji" był najszczęśliwszy w jego życiu. Krytycy także docenili pełną uroku aktorkę przyznając jej za tę rolę Oscara. Potem był jeszcze drugi - za rolę Holly Golightly w "Śniadaniu u Tiffany'ego".
Zagrała prostytutkę, a w tamtym czasie film o dziewczynie do towarzystwa powinien wywołać skandal. Jednak niewinność Audrey sprawiła, że jej postać odbierano jako kobietę wolną i kochającą zabawę. Z aktorskiego życiorysu twórcy filmu przypominają też jedną dotkliwą porażkę - rolę Elizy Dolittle w „My Fair Lady" wyśmianą przez krytyków z powodu dubbingującej aktorkę śpiewaczki. To wszystko jednak tylko część życia Hepburn. Twierdziła, że najmocniej zaciążyły nad nim wydarzenia II wojny światowej. Córka brytyjskiego bankiera sprzyjającego nazistom i holenderskiej arystokratki boleśnie przeżyła rozwód rodziców, którzy rozstali się z powodu niezgodności politycznych poglądów.
- Odejście ojca było jednym z najbardziej traumatycznych wydarzeń w moim życiu. Nigdy nie otrząsnęłam się z tej tragedii- mówi w filmie.
Potem jako 12-latka była świadkiem deportacji Żydów.
- Byłam z mamą na dworcu i widziałam, jak do bydlęcych wagonów zapędzano ich rodziny z dziećmi, z niemowlętami, byli traktowani jak zwierzęta - wspominała Hepburn. - To był najgorszy koszmar, jaki kiedykolwiek przeżyłam.
Rok później dzielnie się sprawdzała w roli łączniczki wspomagającej holenderski ruch oporu.
Wyzwolenie 4 maja 1945 roku świętowała razem ze swoimi 16. urodzinami, ale i martwiąc się o mocno nadszarpnięte zdrowie - chorowała na astmę i żółtaczkę. Choć wojna oddaliła marzenia o szkole baletowej, to po jej zakończeniu znów do nich powróciła. Mimo talentu, nie podołała jednak fizycznie morderczemu fizycznie treningowi. Została tancerką na londyńskiej scenie musicalowej. Przełom nastąpił w 1951 roku wraz z główną rolą Gigi, którą zagrała w musicalu. Recenzje były entuzjastyczne. Tak się zaczęła jej kariera...
Dwa razy wychodziła za mąż, miała dwóch synów. I potrzebę, by robić coś pożytecznego dla innych. Nigdy nie zapomniała biedy, którą cierpiała w Holandii w czasie wojny ani ludzi, którzy uratowali ją przed śmiercią głodową. Postanowiła spłacić dług. W 1988 roku została Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF-u, zaangażowała się w pracę na rzecz najuboższych dzieci i matek i prowadziła ją aż do przedwczesnej śmierci w 1993 roku (przeżyła 64 lata). Odwiedziła Turcję i Amerykę Południową, odległe regiony Ameryki Środkowej, Sudan, Bangladesz i Wietnam.
- Była niezwykle bezpośrednia - wspomina jeden ze świadków pracy Audrey. - Brała dzieci na ręce i tuliła je tak, jak swoje. Miała świetny kontakt z ludźmi.
Wskutek zabiegów Audrey Stany Zjednoczone podwoiły dotacje do UNICEF-u do 46 milionów dolarów...