Rzeczpospolita: W niedalekiej przyszłości Netflix zamierza wprowadzić do naszego kraju nie tylko polski interface swojego serwisu, ale też polskie napisy i dubbing. Czy chętniej oglądamy filmy „spolszczone”, czy w wersji oryginalnej?
Prof. Artur Majer: Jeśli Netflix będzie wprowadzać takie rozwiązania, to znaczy, że chciałby wychować sobie odbiorców. Ale moim zdaniem dubbing jest przeżytkiem. Jeśli mógłby kogoś zainteresować, to ludzi mniej wykształconych – tyle, że oni w ogóle nie korzystają z serwisów internetowych do oglądania seriali. Inni sięgają po nielegalne źródła, gdzie także znajdują nielegalne tłumaczenia. Tacy odbiorcy od dawna oglądają programy z napisami, a zatem już są sformatowani.
Sformatowani?
Mam na myśli przyzwyczajenie widzów do konkretnego odbioru filmów. Widz jest przez lata formatowany, czyli edukowany przez kino i telewizję. W Niemczech, gdzie powszechnie stosowany jest dubbing, odbiorcy są przyzwyczajeni, że Bruce Willis mówi głosem jednego, wybranego lektora niemieckiego, który jest przyporządkowany do tego właśnie aktora. U nas taki obyczaj nie istnieje.
W Polsce niewiele osób ogląda zagraniczne filmy w oryginalnej wersji językowej.
Jeżeli Polacy już oglądają obcojęzyczne programy w telewizji, to najczęściej z lektorem. Filmy z napisami woli młodsze pokolenie, które zna obcy język, ale nie na tyle dobrze, żeby móc zrezygnować z napisów.
Filmy z napisani to przyszłość w Polsce?
Niemcy i Czesi są przykładem tego, że można „wychować” sobie miliony widzów. Mieszkańcy tych krajów przyzwyczajeni są do dubbingu, Polacy zaś – do lektora i napisów.
Czy w takim razie działania Netflixa przyciągną klientów?
Konkurencją dla tego typu serwisów zawsze będą nielegalne strony internetowe udostępniające seriale i napisy. Ale niektóre badania pokazują, że jeśli mamy wybór, to bardziej skłonni jesteśmy korzystać ze źródeł oryginalnych. Netflix osiągnął ogromny sukces: jest legalny, a przy tym popularny. Może dzięki temu Polacy będą skłonni do korzystania z jego usług.