Reklama

Liryczna opowieść o związku poetki i pisarza

Inteligentne zasmucenie się losami Osieckiej, Hłaski oraz Komedy proponuje nowa scena muzyczna stolicy

Aktualizacja: 09.12.2009 11:16 Publikacja: 07.12.2009 18:07

Joanna Trzepiecińska jako Agnieszka Osiecka w spektaklu „Zabawki Pana Boga”

Joanna Trzepiecińska jako Agnieszka Osiecka w spektaklu „Zabawki Pana Boga”

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Salka jest nieduża, może pomieścić 150 widzów, Teatr Muzyczny Roma urządził ją w dawnej sali prób swej orkiestry. Przebudowy dokonał za własne pieniądze, nie korzystając z dotacji władz Warszawy.

Kierownikiem artystycznym został Jerzy Satanowski, kompozytor i znawca piosenki literackiej. Tu możemy spodziewać się czegoś zupełnie innego niż to, co oferowała dotąd Roma. Na dużej scenie – światowy musical, zapierające dech pomysły inscenizacyjne, dzięki czemu "Upiór w operze" będzie miał wkrótce 500 przedstawień. Tu ważny ma być poetycki tekst zmuszający do refleksji.

Nova Scena Roma zainaugurowała działalność premierą "Zabawek Pana Boga". Tytuł zaczerpnięto z wiersza Agnieszki Osieckiej, za sprawą kompozytora Marka Stefankiewicza zamienionego w piosenkę. Nie dorównała popularnością innym przebojom, ale przypomniana zachwyca trafnością poetyckich metafor opisujących kruchość ludzkiej egzystencji.

Od śmierci Agnieszki Osieckiej minie niebawem 13 lat, a w jej dorobku ciągle odnajdujemy rzeczy niezbanalizowane, celne i mądre. Kilkanaście takich piosenek przypomina spektakl ze scenariuszem i w reżyserii Jerzego Satanowskiego.

Osią fabularną "Zabawek Pana Boga" są skomplikowane relacje między Agnieszką Osiecką a Markiem Hłaską. Z fragmentów ich listów oraz wspomnień układa się osobliwy związek: od uczuciowej fascynacji, poprzez przyjaźń, aż do obcości, kiedy po prawie dziesięciu latach spotkali się ponownie w Kalifornii. Literacki emigrant Marek Hłasko znalazł tam chwilową przystań. I jest jeszcze ten trzeci, obecny we wspomnieniach. To Krzysztof Komeda, a kilka jego melodii, do których Osiecka napisała słowa, zachowało zdumiewającą świeżość.

Reklama
Reklama

Mimo wszystko Komeda pełni tu rolę intruza. To, co łączyło Osiecką i Hłaskę, wystarczyłoby na pasjonującą opowieść, ale Satanowski uległ zbędnej pokusie nadania przedstawieniu symbolicznego wymiaru. Chciał udowodnić, że nad całym pokoleniem "pięknych trzydziestoletnich" krążyło fatum, a szczęście nie mogło być im dane.

Nad spektaklem unosi się więc smutek egzystencjalizmu, filozofii popularnej w latach młodości jego bohaterów. Joanna Trzepiecińska ozdabia wspomnienia Osieckiej efektownymi pauzami. Mają nadać tekstom intelektualną głębię, są jedynie aktorską manierą. Na szczęście Przemysław Sadowski zachował męską szorstkość, więc Hłasko jest bardziej prawdziwy. I nawet trzy dobrze śpiewające dziewczyny z zespołu Trzy Dni Później ubrane są na czarno, bo to był obowiązkowy kolor egzystencjalistów.

Nie wychodzimy z "Zabawek Pana Boga" w zbyt wesołym nastroju, ale może warto sobie przypomnieć, że piosenka nie służy wyłącznie rozrywce.

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama