Taki mocny odbiór to duży sukces Marty Górnickiej i jej chóru podczas europejskiego tournée. Jak podkreśla „Le Monde”, w Awinionie mogły one natrafić na trudny, wewnątrzfrancuski kontekst – angażujące uwagę mediów wcześniejsze wybory i gorączkowe przygotowania do olimpiady. Dla festiwalu rozpoczętego jeszcze przed drugą turą elekcji dojście do władzy Zjednoczenia Narodowego miałoby bezpośrednie konsekwencje. Dlatego dyrektor Tiago Rodrigues ogłosił, że „nigdy nie zgodzi się na współpracę ze skrajną prawicą” i będzie bronił „festiwalu, który nie kolaboruje”, nawet jeśli oznaczałoby to brak państwowego finansowania. Przegraną prawicy przyjęto w Awinionie karnawałem ulgi, padł też rekord sprzedaży na alternatywnym Festiwalu Off, na którego przedstawienia sprzedano 1,5 miliona biletów. Na główną imprezę, goszczącą m.in. Martę Górnicką, rozeszło się 120 tysięcy biletów.
Krzysztof Warlikowski po katastrofie budowlanej
„Le Monde” zaliczył również do najważniejszych wydarzeń „Elizabeth Costello” Krzysztofa Warlikowskiego z Nowego Teatru w Warszawie, opartą na prozie J.M. Coetzeego z tytułową postacią feministki, ekolożki, obrończyni praw zwierząt, będącej alter ego noblisty. Francuski dziennik stwierdził w podsumowaniu, że „spektakl niewątpliwie nie pasował do Pałacu Papieży. Niemniej jednak pozostaje artystycznym gestem o pięknie i głębi, które są rzadkością w dzisiejszych czasach”. Zagrano go pięć razy.
Owo niedopasowanie dotyczy przeniesienia polskiego spektaklu w ostatniej chwili z kameralniejszej przestrzeni jednego z awiniońskich klasztorów (doszło tam do katastrofy budowlanej) – do Pałacu Papieży. Tu zaś czterogodzinne, erudycyjne przedstawienie, grane po zapadnięciu zmroku do drugiej w nocy, w części widzów, zwłaszcza przyjezdnych, „wywołało chęć dezercji”. Warlikowski miał jednak wcześniej wybór iście hamletyczny: być albo nie być w Awinionie w tym roku. Zaryzykował i spektakl, który oglądałem, kończyły brawa oraz okrzyki widzów (awiniońskie i wszystkie europejskie pokazy „Elizabeth Costello" wspiera Instytut Adama Mickiewicza).
Francuska prasa odnosiła najnowsze przedstawienie Warlikowskiego do triumfu jego „(A)pollonii”. W specjalnej korespondencji „Le Monde” napisał o powrocie „uwielbianego przez miłośników teatru wielkiego polskiego reżysera Krzysztofa Warlikowskiego”. Mowa jest też o „lekcji wolności i wymagań”, co „nie mogłoby się wydarzyć bez aktorek i aktorów, którzy są na niezrównanym poziomie. Wspomnimy tylko o aktorce Mai Komorowskiej, która kończy spektakl wzruszającą sceną. (…) Prawdziwa legenda polskiego teatru i kina w wieku 86 lat, która grała u Grotowskiego (…) daje także promienną lekcję potęgi teatru jako sztuki mówienia”. Trzeba wyjaśnić, co mówi Maja Komorowska, grając w finale Costello: wybieram istnienie Boga, by również on dał mi istnieć. To zaś w Pałacu Papieży, którzy kojarzą się z brudną polityką i instrumentalizacją wiary, co po wiekach skutkowało m.in. Oświeceniem i rewolucją francuską, brzmiało wyjątkowo. Szczególnie zaś wybrzmiało pytanie oświeceniowego francuskiego filozofa Monteskiusza, wyprzedzającego o trzy wieki koniec antropocenu: dlaczego uważamy, że bawimy się kotem, a może kot bawi się nami? Mocno też zaistniała kwestia poszanowania praw zwierząt, obecna również we fragmencie „Sprawozdania dla Akademii” Franza Kafki. Andrzej Chyra zagrał cywilizowaną małpę, Czerwonego Piotrusia, która staje się pełnoprawnym bohaterem utopii Coetzeego i Warlikowskiego. To z nią pod rękę „idzie do nieba” Costello Mai Komorowskiej.