Realizacja została przygotowana z  okazji obchodzonego właśnie Roku Romantyzmu Polskiego, mając go uświetnić. Jednak między zamiarem, a dokonaniem padł gigantyczny cień. Napisany w 1833 roku dramat, którego cały tytuł brzmi: „Kordian. Część pierwsza trylogii. Spisek koronacyjny”, opowiada o przemianach duszy i życia młodego Kordiana na tle klęski Powstania Listopadowego i nie należy do utworów łatwych i przejrzystych – zwłaszcza dla współczesnego widza. Przedstawienie bez żadnego wprowadzenia, objaśnienia kontekstu, w którym powstał dramat, postaci – jest nie tylko błędem, ale okazaniem braku zrozumienia dla percepcji dzisiejszych odbiorców. Podobnie, jak myślenie, że filmowa konwencja spektaklu, zrealizowanego w naturalnych wnętrzach i plenerach (scen. Tomasz Bartczak) – uczyni go bardziej przejrzystym i atrakcyjnym. Nie dzieje się tak, bowiem scenografia okazuje się raz po raz zbyt monumentalna dla ginących na jej tle aktorów, do tego rozprasza nie pomagając rozumieć toczącej się akcji.

Czytaj więcej

Kiepski portret trzydziestolatków

Scenariuszową wersję dramatu Słowackiego przygotował Krzysztof Kopka pospołu ze Zbigniewem Lesieniem, jej reżyserem. Efekt ich pracy polegający na poprawianiu Słowackiego (zmiana kolejności scen, skróty – nawet tak kuriozalne jak pominięcie sceny na Mont Blanc, czyli jakby III część „Dziadów” wystawiać bez Wielkiej Improwizacji) zemścił się nieobecnością wieszcza w jego sławnym sztandarowym dziele. Wymaga ono nie tylko pokory i wiedzy, ale i solidnego warsztatu reżyserskiego. Zbigniew Lesień (ur. 1947) jest przede wszystkim aktorem (w spektaklu gra rolę Papieża), a w Teatrze Telewizji zrealizował dotąd dwa spektakle: „Czapę, czyli śmierć na raty” (2019) i „Cud biednych ludzi” Hemara (2020). W „Kordianie” zagrał w 1969 roku w Teatrze Nowym w Łodzi w reż. Tadeusza Minca będąc student PWSTiF. Potem był jeszcze w 2005 roku Carem w spektaklu „Mit: Kordian (collage romantyczny)” w Teatrze Polskim we Wrocławiu (reż. Maciej Sobociński). Ten dorobek – proporcjonalnie do wieku – wydaje się zbyt nikły, by powierzać realizację tak niełatwego dramatu jak „Kordian”. 

Począwszy od premiery 25 listopada 1899 roku w Teatrze Miejskim w Krakowie miał on aż 112 wystawień w rodzimych teatrach. Mierzyli się z nim najwięksi twórcy polskiej sceny – od Juliusza Osterwy, Leona Schillera, poprzez Erwina Axera, Jerzego Grotowskiego, Adama Hanuszkiewicza, Kazimierza Dejmka na Macieju Prusie i Janie Englercie skończywszy. 

W Teatrze Telewizji „Kordian” był realizowany trzykrotnie: w 1963 roku wyreżyserował go  Jerzy Antczak (zdobył „Złoty Ekran), w 1980 - Gustaw Holoubek i w 1994 –  Jan Englert (przedstawienie weszło w poczet „Złotej Setki” czy najlepszych spektakli Teatru TV). Ten ostatni zdecydował się także na realizację przedstawienia w naturalnych wnętrzach i plenerach, tyle, że związanych z akcją opowieści Słowackiego (m.in. plac Zamkowy, Starówka, Szkoła Podchorążych). W dwuczęściowym spektaklu poczynił niemałe zmiany dramaturgiczne proponując odczytanie z punktu widzenia obecnej świadomości historycznej, nie pomnażającej mitów narodowych, ale - konsekwentnie i mając wsparcie świetnych aktorów. 

Czytaj więcej

Trudna pogoń za ponadczasowym pięknem

W najnowszej realizacji dramatu Słowackiego reżyser proponuje zabieg odwrócenia chronologii akcji, obserwowanej w formie wspomnień, z perspektywy umierającego bohatera. Nie pomaga ona jednak zrozumieć widzom ani jak istotną figurą w naszej literaturze był bohater romantyczny, ani motywacii jego poczynań, ani komplikacji naszej historii. Diabły, postaci historyczne i fikcyjne stały się  tylko figurkami z papieru. Pozytywnie odróżniał się na tym tle Kordian (Filip Kosior) kumulujący wewnątrz emocje i przemyślenia i dający im powściągliwy lecz intensywny aktorski wyraz. Wsparcia w partnerach nie miał. Warto tu jeszcze wspomnieć Wielkiego Księcia (Cezary Pazura) balansującego między fredrowskim Papkinem, a postacią z kabaretu, czyli przybywającym z innych bajek. Pomyłkowo. Do tego w tej inscenizacji wszystko jest wprost – metafora tu nie istnieje.

Były i efekty humorystyczne, choćby gdy słuchać o „piasku chmurze” wznieconej przez galopującego konia, a oczom widzom ukazywały się przemierzane przez niego zieloniutkie połacie trawy. 

Kolejna dotkliwa porażka Teatru TV i decyzji jego kierownictwa. Przedłużająca się nieobecność ważnych twórców w tworzeniu spektakli za pomocą tego medium – jest coraz bardziej bolesna, a co gorsze – wypacza obraz współczesnego polskiego teatru.

Spektakle zrealizowane przez Gustawa Holoubka i Jana Englerta dostępne na vod.tvp.pl. Polecam.