Co z tą Rosją?

„Rewizor” Łukasza Kosa w warszawskim Teatrze Imka to trzy godziny nieskrępowanej zabawy konwencją. Spektakl pozostawia widza z przekonaniem, że w Rosji przez ostatnich dwieście lat niewiele się zmieniło.

Publikacja: 11.07.2022 13:56

Co z tą Rosją?

Foto: Teatr Imka/materiały prasowe

 To już chyba ostatnia premiera tego sezonu teatralnego w stolicy. Ale bodaj pierwsza, która jest próbą odpowiedzi na pytanie, nurtujące nas od co najmniej 24 lutego. Co z tą Rosją?  I nie jest to odpowiedź, która niesie widzowi pocieszenie.

Ale od początku. Łukasz Kos podjął się w swoim „Rewizorze” rzeczy niewykonalnej. Oto sam z pięcioma aktorami (oraz suflerką i twórcą projekcji wideo) postanowił wystawić, niemal bez skreśleń, pięcioaktową sztukę, w której pojawia się 25 bohaterów. Nie ma się co oszukiwać. Nawet dla najbogatszego prywatnego teatru taka obsada jest nie do udźwignięcia. Zresztą niewiele jest w Polsce scen finansowanych ze środków publicznych, które by były w stanie wystawić tak skomplikowaną rzecz na przyzwoitym poziomie.

Z ograniczeniami organizacyjnymi reżyser postanowił poradzić sposobem. Oto sam siebie obsadził w roli tytułowej, a każdemu z aktorów przydzielił po kilka postaci. Do grania zatrudnił również amatorów, co dało zresztą momentami zabawne efekty. Długowłosy twórca projekcji wideo Kamil Walesiak, o wyglądzie muzyka heavymetalowego (gra zresztą na żywo na kilku instrumentach), jako służący Osip jest autentycznie zabawny. A skoro już przy projekcjach jesteśmy, to inny pomysł, który pojawił się z konieczności, też dobrze się sprawdza. Jako, że przebieg akcji wymagałby bardzo skomplikowanej scenografii, twórcy zastępują ją właśnie projekcjami wideo. I tak pokój hotelowy Chlestakowa odgrywa garderoba, a w korytarzu odbywa się pożegnanie fałszywego rewizora.

To wszystko nie miałoby jednak znaczenia, gdyby aktorzy nie poradzili sobie z materią. Tymczasem niemal każdej scenie widz ma poczucie, że doskonale się bawią wcielając się co chwila w kogoś innego. I sam bawi się z nimi. Choć, bez dwóch zdań, to przedstawienia wymaga od aktorów gigantycznego wysiłku. Tomasz Karolak, świetny jako Horodniczy, gra dla przykładu również służącego Miszę i żonę ślusarza. Ba, podgrywa nawet na gitarze (ubrany w damską perukę) improwizowaną piosenkę na melodię klasyka „Oczy cziornyje”. Krystyna Tkacz gra córkę (!!!) Horodniczego, sędziego, kupca i policjanta, a z każdej z tych ról robi komediową perełkę. Nie inaczej jest w przypadku Jowity Budnik (dyrektor szpitala, policjant i służąca); Joanny Niemirskiej (żona Horodniczego, kupiec i obywatel Bobczyński) i Wojciecha Błacha (lekarz, naczelnik poczty i obywatel Dobczyński). Aktorzy przebierają się i charakteryzują niemal na oczach widzów, wprawiając co chwila w ruch teatralną maszynerię i zmuszając widza do gry wyobraźni. 

A jednak najmocniejszym elementem tego przedstawienia pozostaje tekst. Prawie dwieście lat od premiery „Rewizor” wcale się nie postarzał.  Gdy Gogol pyta retorycznie „z kogo się śmiejecie, z siebie samych się śmiejecie” trudno nie myśleć o tym, co wiemy o współczesnej Rosji. Może i carskie samodzierżawie to odległa przeszłość, ale przecież dzisiejszy reżim to kleptokracja podobna do tej, jaką pokazuje Gogol. W „Rewizorze” wszyscy urzędnicy biorą łapówki i nieustannie okradają państwo. A żeby zapewnić sobie bezkarność, gotowi są przekupywać tych, którzy mogą im zagrozić. Stąd bierze się przecież nieoczekiwana kariera Chlestakowa jako rewizora, który ma skontrolować lokalną władzę. Drugim niezmiennym elementem rosyjskiej psyche jest przemoc wobec słabszych. Horodniczy gnębi, okrada i upokarza kupców, ale sam może przecież w każdej chwili paść ofiarą rewizora. Także tego fałszywego, który ośmiesza go na oczach całej miejscowej elity. Ale co to jest za elita? Jak mówi w innej swojej sztuce („Martwych duszach”) Gogol: „jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.”

Katharsis jednak nie będzie. Oszukani przez rewizora nie zrozumieli, że źle postępują. Jedyne o co mają do siebie pretensje, to że dali się podejść, a przecież tak dobrze im szło. Nie inaczej jest z współczesną Rosją. Jeśli ktoś czeka na oczyszczenie rosyjskiej duszy z putinizmu, może się nie doczekać. Scenografia Pawła Walickiego, która składa się z barier polskiej autostrady i rosyjskich brzózek sugeruje, że coś podobnego jest możliwe także u nas. A w zasadzie to wszędzie. Zapewne. Tak się jednak składa, że od stuleci powtarza się w Rosji.        

 To już chyba ostatnia premiera tego sezonu teatralnego w stolicy. Ale bodaj pierwsza, która jest próbą odpowiedzi na pytanie, nurtujące nas od co najmniej 24 lutego. Co z tą Rosją?  I nie jest to odpowiedź, która niesie widzowi pocieszenie.

Ale od początku. Łukasz Kos podjął się w swoim „Rewizorze” rzeczy niewykonalnej. Oto sam z pięcioma aktorami (oraz suflerką i twórcą projekcji wideo) postanowił wystawić, niemal bez skreśleń, pięcioaktową sztukę, w której pojawia się 25 bohaterów. Nie ma się co oszukiwać. Nawet dla najbogatszego prywatnego teatru taka obsada jest nie do udźwignięcia. Zresztą niewiele jest w Polsce scen finansowanych ze środków publicznych, które by były w stanie wystawić tak skomplikowaną rzecz na przyzwoitym poziomie.

Pozostało 82% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Teatr
Możliwy przełom w sprawie Teatru im. Słowackiego
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Teatr
Tradycja Teatru TV zobowiązuje
Teatr
Jacek Cieślak: Teatr TV dla młodszych widzów w internecie
Teatr
Warszawski Teatr Capitol zaprasza w wakacje!
Teatr
Na Broadwayu młode czarownice święciły tryumfy. Teraz "Wicked” w Teatrze Roma