Realizację spektaklu powierzono debiutującej w Teatrze TV Katarzynie Klimkiewicz, reżyserce filmowej („Bo we mnie jest seks”), nie mającej dotąd żadnego doświadczenia teatralnego, chyba, że zaliczyć doń film dokumentalny o Krystianie Lupie („Labirynt Krystiana Lupy” 2003). Najbardziej systematycznie dotąd, bo od 2004 roku aż do dziś, Klimkiewicz zajmowała się reżyserią tasiemcowego serialu „Pierwsza miłość”. Od Szekspira to jednak odległość gigantyczna. Wystawianie jednego z najsłynniejszych w historii dramaturgów nie jest sprawą łatwą, ale wyzwaniem, do którego trzeba być szczególnie dobrze przygotowanym i mieć odpowiednie doświadczenie. Utwory słynnego Stradfordczyka są nie tylko wielowątkowe i wieloznaczne, ale opowiedziane językiem wymagającym precyzyjnego grania.

To trzecia realizacja „Romea i Julii” w Teatrze TV. Pierwsza, Romana Sykały z 1965 roku, była przeniesieniem spektaklu z Teatru Powszechnego w Łodzi w ramach II Telewizyjnego Festiwalu Teatrów Dramatycznych – niewiele z niej pozostało w pamięci. Jednak spektakl Jerzego Gruzy z 1974 roku ze startującą w zawodzie subtelną i żarliwą Bożeną Adamkówną jako Julią i wiarygodnie romantycznym Krzysztofem Kolbergerem – pozostał w pamięci.

Grająca Julię w obecnej realizacji 20-letnia Zuzanna Woźniak i 24-letni Rafał Kowalski - Romea – zadaniu nie sprostali. Nie tylko nie sprawiali wrażenia zakochanych w sobie, ale także i niezdolnych do pokazania, czym w młodym wieku jest eksplozja uczuć, gdy wszystko jest prawdziwie pierwsze.

U Szekspira „Romeo i Julia” to coś więcej niż opowieść o miłości kochanków z nieprzyjaznych rodów. Wczorajszy spektakl nie oddał nawet tej oczywistości.

Zacząć należy, że tekst sztuki (w tłumaczeniu Maciej Słomczyńskiego) z rzadka tylko docierał w sposób zrozumiały, czyli słyszalny. Podawany w sposób niedbały miał zapewne służyć głównej idei deklarowanej przez reżyserkę - współczesnemu odczytaniu dramatu czyli pokazaniu jego aktualności. Temu miały też pewnie pomagać współczesne stroje łącznie z ubraniem Romea w koszulkę z napisem „Mind illusion” (iluzja umysłu), palenie przez młodych papierosów, używanie gadżetów naszego czasu - telefonów komórkowych, słuchawek. Język Szekspira w tym wypranym z wszelkiej głębi świecie – nie ma nic do roboty. Brzmi nie tylko niezrozumiale, ale wręcz groteskowo, rozmijając się z bohaterami opowieści i rzeczywistości w jakiej żyją. Nie dla nich niuanse odczuwania, głębia ludzkiego losu, świadomość tragicznej konsekwencji wyborów.

Realizatorzy ulegli też pokusie, by niektóre sceny zakochanych przedstawić na tle kiczowatych wodno-górskich pejzażyków (scenografia Alicji Olak) no i koniecznie Julię i Romea rozebrać. Bez negliżu i pocałunków (lepiej słyszalnych niż tekst) rzeczywiście w tym przypadku trudno byłoby zgadnąć, że chodzi o miłość. Z długiej listy realizacyjnych absurdów wspomnieć warto humorystycznie prezentującą się scenę, w której Romeo widząc nieżywą jakoby Julię, zażywa truciznę, by zasnąć snem wiecznym obok ukochanej – wcale jednak jej nie obejmuje, ani się do niej nie przytula, ale – odwraca plecami.

W tym spektaklu Szekspir został użyty jedynie, by swoim wielkim nazwiskiem dodać splendoru przedsięwzięciu rodem z komiksu albo telenoweli. Przygnębiające. Kolejny spektakl Teatru TV pokazujący, że kierujący nim nie potrafią sprostać jego świetnej tradycji.