Reklama

Amerykanie znów lubią Paryż

Nicolas Sarkozy zapowiedział w Stanach Zjednoczonych twarde stanowisko w sprawie Iranu, pomoc w Afganistanie i wzmocnienie NATO

Aktualizacja: 08.11.2007 10:49 Publikacja: 08.11.2007 02:25

Amerykanie znów lubią Paryż

Foto: Rzeczpospolita

Najstarsi politycy na Kapitolu nie pamiętają, kiedy ostatnio tak gorąco witano tu francuskiego przywódcę. – Francja i USA były, są i zawsze będą sojusznikami – podkreślał Sarkozy, dla którego była to pierwsza oficjalna wizyta w Ameryce. Poprzedniego wieczora prezydent George W. Bush i jego żona przyjęli go uroczystą kolacją w Białym Domu.

– Ta wizyta ma przede wszystkim wymiar symboliczny, jest wyrazem zmian, jakie już zaszły w relacjach między Waszyngtonem i Paryżem. Została zorganizowana z myślą o opinii publicznej w obu krajach – wyjaśnia w rozmowie z „Rz” Jeremy Shapiro, szef Ośrodka USA i Europy przy Brookings Institution w Waszyngtonie.

Obu stronom bardzo zależy na odbudowaniu relacji, które za czasów Jacques’a Chiraca znalazły się w dołku. Znaczna część przemówienia Sarkozy’ego w Kongresie dotyczyła wspólnej historii. Mówił o tym, jak Ameryka dwukrotnie – z wielkim poświęceniem – ratowała Francję z opresji w obu wojnach światowych, a potem wspierała w czasach zimnej wojny. – Jesteśmy wam niezwykle wdzięczni. To jest znacznie ważniejsze od wszelkich nieporozumień między nami – dodał.

Za rządów Chiraca między oboma krajami wiało chłodem. Francuski przywódca głośno przeciwstawiał się interwencji w Iraku. Wielu Amerykanów, szczególnie z prawej strony sceny politycznej, odbierało postawę Francuzów jako zdradę. Pojawiły się apele o bojkot francuskich towarów.

Dziś kandydaci partii republikańskiej prześcigają się w pochwałach pod adresem francuskiego prezydenta i jego ojczyzny. – Francja stała się jednym z moich ulubionych krajów – powiedział Rudy Giuliani, a Fred Thompson mówi, że już czas, by francuskie wino wróciło na amerykańskie stoły.

Reklama
Reklama

– Jest szansa, by stosunki amerykańsko-francuskie znowu znalazły się na poziomie, na jakim ostatni raz były za czasów de Gaulle’a – twierdzi politolog Charles Kupchan z Rady Stosunków Zagranicznych. Jest to o tyle istotne, że pomoc Francji jest dziś Waszyngtonowi bardzo potrzebna.

– Francja pozostanie zaangażowana w Afganistanie tak długo, jak będzie trzeba, bo stawką są podstawowe wartości oraz przyszłość naszego sojuszu. Ameryka może liczyć na Francję w wojnie z terroryzmem – mówił Sarkozy wśród burzy oklasków. Podkreślił znaczenie silnego NATO i europejskiej polityki obronnej. Wspomniał o Iranie, głównym temacie jego rozmów w Waszyngtonie.

– Iran uzbrojony w bombę atomową jest dla nas nie do przyjęcia – stwierdził, dodając, że trzeba nakłonić Teheran do porzucenia programu atomowego. Partnerem w tym przedsięwzięciu będą Niemcy – kanclerz Angela Merkel przyjeżdża do USA w piątek.

George W. Bush i Nicolas Sarkozy wezwali również w środę prezydenta Pakistanu Perweza Muszarrafa, aby powrócił do rządów cywilnych i ogłosił wybory powszechne. Wielu amerykańskich ekspertów jest zdania, że Sarkozy musi uważać, by nie popełnić podobnego błędu co Tony Blair w sprawie Iraku. Pełne poparcie dla Waszyngtonu sprawiło, że Brytyjczycy zaczęli nazywać go pudlem Busha.

– Amerykanie liczą na współpracę Paryża w sprawie Iranu, ale Francja będzie postępować ostrożnie. Było to widać ostatnio, gdy Paryż rakiem się wycofywał z paru ostrych wypowiedzi pod adresem Teheranu – mówi „Rz” Jeremy Shapiro.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.gillert@rp.pl

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama