Reklama

Niezależnie od wyniku dla Polski niewiele się zmieni

- Te wybory przejdą do historii bez względu na wynik. Ale wierzę, że jeszcze bardziej ze względu na wynik - mówi Aleksander Kwaśniewski, były prezydent Polski, wykładowca Georgetown University

Aktualizacja: 03.11.2008 08:14 Publikacja: 03.11.2008 05:52

[b]Czy Amerykanie są już tak zmęczeni rządami prezydenta Busha, że Demokraci wygraliby wybory niezależnie od tego, kto by ich reprezentował?[/b]

Zmęczenie Republikanami jest naturalne po ośmiu latach rządów. To by wyczerpało nawet najbardziej udaną ekipę. A ta na dodatek zderzyła się z wielkimi problemami — od 11 września, poprzez Irak aż po kryzys finansowy. Demokraci teoretycznie zwycięstwo mają więc w garści, Natomiast trzeba demokratom oddać to, że poprzeczkę powiesili wysoko. Pomysł, aby kandydatem była albo pierwsza kobieta, albo pierwszy Afroamerykanin na pewno przejdzie do historii. Gdybym był strategiem wyborczym Demokratów byłbym na to zły, bo wybory byłyby łatwiejsze do wygrania, gdyby kandydatem był np. Joe Biden. Ale jako Europejczyk i obserwator z zewnątrz jestem wdzięczny Demokratom za to, że postanowili nie tylko walczyć z Republikanami, ale też rozprawić się z pewnymi amerykańskimi tabu, jakimi są kobiety w polityce i kwestie rasowe.Te wybory przechodzą więc do historii niezależnie od wyniku, ale wierzę, że jeszcze bardziej przejdą do historii ze względu na wynik. Moim zdaniem Ameryka po prostu dojrzała i potrzebuje zmiany. To wymusiła zmiana świata, który stał się globalny, koniec ery amerykańskiego unilateralizmu i kryzys finansowy. Amerykańskie wybory odpowiadają więc historycznemu momentowi, w którym ten kraj się znajduje. Tak było też w czasie wyborów, które wygrywali Kennedy, Reagan czy Carter.

[b]Nie obawia się pan, że po kilku latach okaże się, że Ameryka nie dojrzała do rządów Afroamerykanina i stanie się to przyczyną jeszcze głębszych podziałów i uprzedzeń?[/b]

My mówiąc o rasizmie amerykańskim tak naprawdę wykazujemy rasizm europejski. Ameryka może dzisiaj mieć czarnego prezydenta, ale czy Wielka Brytania może mieć czarnego premiera, Francja arabskiego prezydenta, albo Polska kolorowego prezydenta? Przecież to my nie jesteśmy gotowi do tej wielkiej zmiany, jaka się dokonuje w świecie. Ameryka znowu jest liderem. Może nie jest całkiem gotowa, ale z pewnością bardziej gotowa niż my.

[b]Demokraci mają od dwóch lat przewagę Kongresie, wiele wskazuje na to, że będą mieli swojego prezydenta. To potężna władza.[/b]

Reklama
Reklama

Ameryka to kraj niezwykle silnych instytucji demokratycznych i ma bardzo sprawny system kontroli. Nie boję się ani jakiś nadzwyczajnych błędów prezydenta, ani że urządzi rewolucję. Natomiast to, co musi zrobić, to odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań. Jak włączyć do odpowiedzialnościza świat inne centra polityczne, jak Unia Europejska, Indie, Chiny, Japonia czy Ameryka Łacińska. Jak poradzić sobie z kryzysem finansowym i jak zahamować recesję, która jest faktem w USA, żeby nie powodowała negatywnych skutków społecznych, takich jak wzrastające bezrobocie. Wreszcie, jak odbudować wiarę Amerykanów w American dream. To kolosalne zadanie. Od 1968 roku, czyli prezydentury Nixona, chyba żaden prezydent nie zderzał się z taką ilością trudnych problemów dorozwiązania.

[b]Przez ostatnich osiem lat idea neokonserwatyzmu została pogrzebana?[/b]

Neokonserwatyzm jest moim zdaniem w istocie pogrzebany. Ale w kryzysie jest też neoliberalizm. Warto pamiętać, że tak wielkie idee, jak idea liberalna czy interwencjonizmu państwowego, mają fazę dojrzewania, potem bycia skuteczną, a potem fazę odwrotu. Nie przesądzając wyników wyborów, epoka Obamy byłaby na pewno okresem powrotu do interwencjonizmu państwowego. To byłby czas, w którym próbowano by kontrolować rynki wtórne, zupełnie niewyobrażalne płace i nagrody, które czołówka menadżerów światowych sobie fundowała. Doszłoby do próby opanowania skłonności ludzi do spekulacji na rynkach finansowych. Przez pewien czas to się może sprawdzać, a potem się znowu wyczerpie.

[b]Jak pan widzi w przyszłości pozycję Polski u boku USA?[/b]

Jesteśmy w szczęśliwej sytuacji, bo możemy patrzeć na wybory w USA bez emocji. Niezależnie od wyniku dla nas niewiele się zmieni. Chociaż w przypadku wygranej Obamy zmiana mogłaby nastąpić w polityce dotyczącej tarczy antyrakietowej. Pamiętajmy jednak, że w Ameryce bardzo silna jest zasada ciągłości, a decyzje podjęte wcześniej są szanowane przez następców. Obama w moim przekonaniu jest też zwolennikiem myślenia w kategoriach świata wielobiegunowego i jest gotów na rozpoczęcie poważnych rozmów o partnerstwie z Unią Europejską. Polska jest silnym członkiem Unii Europejskiej więc byłoby to dla nas z korzyścią.

[b]A jak ocenia pan kampanię wyborczą. Nie była zbyt brutalna?[/b]

Reklama
Reklama

Nasze kampanie w Polsce są znacznie bardziej brutalne, a przede wszystkim nie osiągają tego niezwykle wysokiego poziomu merytorycznego, który mamy w Ameryce. Jeśli ktoś mówi „amerykańska kampania”, to się wydaje, że chodzi o baloniki i show, a to bzdura. Amerykańska kampania to dobra organizacja, kandydaci docierają wszędzie, nikt nie może sobie odpuścić ani jednego stanu, ani jednego spotkania. Tam nie ma możliwości takiej, aby korzystać tylko z mediów elektronicznych i przemawiać, one są tylko uzupełnieniem. Mieliśmy kilkanaście debat między panią Clinton a Obamą, potem były trzy debaty McCain - Obama, wszystkie były na merytorycznie bardzo wysokim poziomie. Z polskiego punktu widzenia można nawet powiedzieć, że one były nudne. Bo przez dwie godziny mówiono o poważnych sprawach, a nie kto kogo i za co. Kandydaci są najwyższej próby, Obama to młody zdolny i świetnie wykształcony człowiek, ale i McCain to osobistość, ma wspaniałą kartę, bohatera wojennego, jest świetnym znawcą spraw międzynarodowych. W Ameryce nie ma miejsca ani dla Tymińskiego, ani dla Bubla, ani dla dziesiątków innych kandydatów, którzy w naszych wyborach czasami niestety biorą udział.

[b]Gdyby Sarah Palin nie była kandydatką na wiceprezydenta, McCain mógłby coś więcej ugrać?[/b]

Nie sądzę. Problem Sary Palin ma numer pięć albo i dalszy na liście problemów McCaina. Problem numer jeden to to, że jest republikaninem. Czyli, że w sposób naturalny oznacza ciągłość, status quo, a nie zmiany. A Ameryka potrzebuje zmiany. Drugi problem to kryzys finansowy związany z republikańskimi rządami. Kolejny problem to wiek McCaina, potem niezwykle trudny konkurent, jakim jest Obama, i dopiero na końcu jest Sarah Palin. W połączeniu z wiekiem McCaina to nie był dobry wybór. Bo w przypadku Obamy rozważania, co by się stało, gdyby władzę musiał przejąć wiceprezydent, wydają się czysto teoretyczne, choć oczywiście zawsze jest ryzyko terrorystycznego zamachu. W przypadku McCaina mamy problem biologiczny i pytanie, kto by miał go zastąpić, może być jakimś tematem.

[b]Na miejscu Obamy miałby pan już napisane przemówienie inauguracyjne?[/b]

Nie, bo tak jak on jestem przesądny. Ale Obama na pewno ma przemówienie w głowie, już wielokrotnie je sobie powtarzał. Ta może być wielkie wystąpienie. Oto na schodach Kapitolu stanie do przysięgi amerykański czarny obywatel pochodzący z mieszanej rodziny, co też jest symbolem. I nikt nie będzie już dyskutować, jak jeszcze w latach 60., czy ciemnoskóry Amerykanin może studiować na uniwersytecie. Obama stanie do przysięgi jako reprezentant Ameryki XXI wieku. Ten American dream, amerykańskie marzenie, marzenie każdego człowieka, żeby być równym i móc osiągnąć to, co człowiek sobie wymarzy, spełnia się tu, na amerykańskiej ziemi.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1459
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Świat
Indie i Chiny – wielkie starcie jest nieuniknione? Polska kupuje więcej złota niż Chiny
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1458
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama