Reklama
Rozwiń
Reklama

Atomowe plany Aleksandra Łukaszenki

Białoruś zbuduje elektrownię jądrową prawdopodobnie przy granicy z Litwą. Według niektórych analityków Mińsk może straszyć atomem Zachód - pisze Andrzej Pisalnik z Ostrowca

Aktualizacja: 05.12.2008 10:42 Publikacja: 05.12.2008 02:53

Atomowe plany Aleksandra Łukaszenki

Foto: AFP

Budowa pierwszej w republice elektrowni atomowej ma ruszyć w przyszłym roku. Choć oficjalnie tego nie wiadomo, wszystko wskazuje na to, iż powstanie w rejonie ostrowieckim na Grodzieńszczyźnie – 20 kilometrów od granicy z Litwą i około 200 kilometrów od granicy z Polską.

– Kwestia budowy elektrowni atomowej powinna zostać poddana pod referendum – twierdzi profesor Jurij Bandażewski, urodzony w Ostrowcu były więzień polityczny i rektor Homelskiej Akademii Medycznej. Uczony, który poświęcił całe życie badaniom nad wpływem małych dawek promieniowania na organizm ludzki, podkreśla, że to Białoruś najbardziej ze wszystkich krajów ucierpiała z powodu katastrofy w Czarnobylu. Poza tym pojawienie się w tym kraju elektrowni atomowej będzie oznaczało utratę przezeń bezatomowego statusu zapisanego w konstytucji. Może to spowodować zmniejszenie zachodniej pomocy dla ofiar Czarnobyla.

Zaniepokojeni są też ekolodzy. Rejon ostrowiecki leży w krainie malowniczych jezior. Zaledwie 40 kilometrów od miejsca, gdzie ma powstać elektrownia, znajduje się perła białoruskiej przyrody i popularne miejsce wypoczynku – jezioro Narocz. Jeszcze bliżej jest 12 niezwykle czystych Jezior Saroczańskich i rzeka Wilia.

[srodtytul]Nie ma zgody na protest[/srodtytul]

Mimo braku przeciwwskazań naukowych do budowy elektrowni na Mohylewszczyźnie z tamtej lokalizacji zrezygnowano między innymi z powodu protestów mieszkańców. Miejscowi opozycjoniści i protestancki proboszcz zebrali w krótkim czasie około 3 tysięcy podpisów pod petycją przeciwko potencjalnie niebezpiecznemu sąsiedztwu.

Reklama
Reklama

Na Ostrowiecczyźnie natomiast cały trud uświadamiania ludziom ewentualnego zagrożenia spoczywa na dwóch osobach. To znani w tym rejonie opozycjoniści, członkowie Zjednoczonej Partii Obywatelskiej: Iwan Kruk i Mikołaj Ułasiewicz. Na początku listopada, kiedy w okolicach Ostrowca ruszyły prace geodezyjne, a na kołchozowych polach pojawiły się wieże wiertnicze, powołali oni społeczny komitet „Atomowa Ostrowiecka – to zbrodnia”. „Nie chcemy przekształcenia naszego unikalnego, niezwykle pięknego regionu w kolejną czarnobylską dziurę na mapie Europy” – napisali w apelu skierowanym do władz Białorusi, UE, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i mediów.

Autorzy petycji podkreślają, iż wbrew zapewnieniom władz właśnie ten rejon kraju jest najbardziej niestabilny pod względem sejsmicznym. „W 1909 roku doszło tu do największego w historii badań sejsmicznych na Białorusi trzęsienia ziemi o mocy 7 stopni w skali Richtera” – napisali. Zwrócili też uwagę, że dominują tu wiatry z północnego zachodu – w przypadku awarii „promieniotwórcze opady pokryją więc całą Białoruś”. Pod petycją pojawiło się jednak na razie... dziesięć podpisów.

Kruk tłumaczy to natarczywą propagandą władz i strachem przed składaniem podpisów. Iwan Żelecki, kierowca, opowiada o wizycie pracownika służb specjalnych złożonej mu wkrótce po tym, gdy podpisał się pod protestem. – Był ciekaw, dlaczego protestuję. Gdy wyjaśniłem mu przyczyny, powiedział, że go przekonałem – mówi.

Opozycja chciała zorganizować pikietę przeciwko budowie, ale władze nie wyraziły zgody. Krukowi i Ułasiewiczowi udało się opublikować krytyczny artykuł na temat elektrowni w opozycyjnej, niedostępnej w kioskach, gazecie „Narodnaja Wola”. Kruk roznosi teraz egzemplarze gazety z artykułem, chodząc od drzwi do drzwi. Jak mówi, wielu mieszkańców jest przekonanych, że elektrownia przyniesie im same korzyści.

– Elektrownia kojarzy się z nowymi miejscami pracy, wyższymi pensjami i lepszym standardem życia – mówi miejscowa bibliotekarka pani Halina. Wcześniej pracowała jako dziennikarka w lokalnej gazecie „Ostrowieckaja Prauda”, która teraz regularnie publikuje teksty o dobrodziejstwach, jakie przyniesie Ostrowcowi elektrownia. Zastępca szefa rejonu Wiktor Swiła obiecywał w jednym z artykułów, że pracownicy elektrowni będą mieli najwyższy standard opieki medycznej, z czego skorzystają przy okazji wszyscy mieszkańcy rejonu.

[srodtytul]Szmaragdy w kołchozie[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Mieszkańcy rejonu ostrowieckiego leżącego w strefie nadgranicznej, do której wstęp osobom postronnym jest zabroniony, od lat odczuwają kompleks głuchej prowincji. – W ciągu 12 lat moje życie wcale się nie polepszyło – skarży się pani Halina, wskazując na meble w mieszkaniu, które pamiętają jeszcze czasy Gorbaczowa, jeśli nie Breżniewa. – Argumenty, iż przez elektrownię skazujemy na zagrożenie następne pokolenia, nie przemawiają do ludzi. Bo młodzi i tak tu nie zostaną, a starzy liczą, że do końca ich dni nic złego się nie stanie – tłumaczy bibliotekarka.

W wiejskim sklepie w Poboli trzy starsze kobiety mówią, że nie mogą się już doczekać budowy. Ich wieś zostanie zburzona, a one dostaną wygodne domy lub mieszkania w Ostrowcu lub Gierwiatach – większej wsi, gdzie znajduje się siedziba miejscowego kołchozu. Do rozmowy przyłącza się lokalny pijaczek Aleksiej. Tłumaczy, że wieś oraz okolica zostaną zatopione, bo elektrownia potrzebuje dużego zbiornika wody. Chętnie pokazuje miejsce, w którym powstanie zbiornik o powierzchni 1250 hektarów. Wjeżdżamy polną drogą na zalesiony pagórek – przed nami otwiera się ogromna przestrzeń kołchozowych pól.

Po okolicy krąży plotka, że geolodzy znaleźli pod ziemią złoża szmaragdów, a nawet diamentów. – Ale i tak wszystko zaleją – macha ręką Aleksiej.

[srodtytul]Żal za utraconą bombą[/srodtytul]

Budowa ma kosztować – według różnych szacunków – od 5 do 10 mld dolarów. Podczas niedawnego spotkania w Mińsku z przedstawicielami chińskiej korporacji jądrowej Łukaszenko sugerował, że przynajmniej część robót związanych z budową elektrowni zostanie zlecona Chińczykom. Ale na Białorusi nikt nie wątpi, że głównym wykonawcą zostanie rosyjski koncern Rosatom. Zachodnie korporacje tłumaczą brak zainteresowania projektem między innymi niedoskonałością białoruskiego prawa i stawianymi przez Mińsk wymogami technicznymi. Białoruska elektrownia będzie miała reaktory typu PWR, w których produkcji specjalizują się właśnie Rosjanie.

Zdaniem niezależnych ekspertów wybór Rosatomu zwiększy zależność energetyczną Białorusi od Rosji. Paliwo uranowe będzie trzeba kupować od Rosjan, tak jak teraz gaz ziemny i ropę naftową. – Do zależności gazowej i naftowej dojdzie jeszcze zależność atomowa od Rosji – prognozuje białoruski politolog Walery Karbalewicz.

Reklama
Reklama

Ekspert zwraca uwagę, że Łukaszenko niejednokrotnie wyrażał żal z powodu wyprowadzenia z jego kraju broni nuklearnej oraz bronił prawa Teheranu do prób zbudowania tej broni. – Jeśli Białoruś będzie miała własną elektrownię atomową, Łukaszence trudno będzie się oprzeć pokusie postraszenia Zachodu zagrożeniem nuklearnym – zauważa.

[ramka][srodtytul]Nie ma powodu do obaw, Czarnobyla nie będzie [/srodtytul]

[b]Rz: Czy Polska i UE powinny się niepokoić, słuchając o atomowych planach Białorusi?[/b]

Jerzy Niewodniczański, prezes Państwowej Agencji Atomistyki: Niezależnie od tego, którą technologię Białorusini wybiorą: rosyjską czy zachodnią, choć podejrzewam, że na 90 procent będzie to reaktor rosyjski, to wszystkie reaktory jądrowe oferowane dziś na rynku są prawie identyczne i pod względem bezpieczeństwa w zasadzie niczym się nie różnią. Wszystkie spełniają te same kryteria.

[b]Nie powinniśmy się bać?[/b]

Reklama
Reklama

Nie, bo Białoruś – cokolwiek byśmy o niej myśleli – jest stroną konwencji, które zmuszają ją do utrzymania odpowiednich standardów. Polska ma też podpisaną z nią umowę międzyrządową w zakresie bezpieczeństwa jądrowego. Dlatego mamy prawo i obowiązek śledzić zachowanie Białorusi pod tym względem. I wiemy, że wszystko jest w porządku.

[b]A jeśli w ramach oszczędności dopuści się fuszerek i doprowadzi do drugiego Czarnobyla?[/b]

Na całym świecie pracuje 439 reaktorów. Jeżeli w którymś przydarzy się awaria, uderzy to w cały przemysł jądrowy na świecie. Dlatego wszyscy patrzą sobie na ręce i nie ma mowy o fuszerkach przy budowie czy zatrudnianiu niekompetentnych osób. Powtórki Czarnobyla nie będzie, ponieważ dziś są zupełnie inne technologie, które wykluczają taką awarię.

[b]Jak uspokoi pan tych, którzy boją się skażenia środowiska?[/b]

Mogę powiedzieć, że żyjąc w cieniu elektrowni, przynajmniej mają pewność, że ktoś non stop bada to środowisko. Zupełnie inaczej, niż gdyby żyli przy ruchliwej szosie. W Polsce też boimy się budować własne elektrownie, choć żyjemy w ich cieniu. Przecież z Krakowa do reaktorów w słowackich Mochovcach jest bliżej niż do Warszawy. Nasz kraj jest otoczony państwami, które mają elektrownie atomowe. Nie ma ich tylko na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim, choć i tam ma ona powstać w 2016 roku.

Reklama
Reklama

[i]rozmawiała Katarzyna Zuchowicz[/i][/ramka]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama