– Przygniatająca większość osób walczących z dyskryminacją rasową jest przeciw temu projektowi. Oznacza on zanegowanie francuskiego modelu państwa! – denerwuje się w rozmowie z „Rz” Guillaume Ayné, dyrektor generalny SOS Racisme, czołowej francuskiej organizacji antyrasistowskiej.

Stosowanie kryteriów rasowych czy religijnych w spisach ludności jest dziś we Francji nielegalne. Rygorystycznie przestrzegana zasada równości powoduje, że politycy i dziennikarze starają się unikać używania słów „czarny” czy „Arab”. Yazid Sabeg, komisarz ds. różnorodności i równości, wywołał więc powszechne zaskoczenie, zgłaszając propozycję wprowadzenia kryterium etnicznego do statystyk. Według Sabega, którego popiera prezydent Nicolas Sarkozy, zbadanie etnicznej różnorodności Francji pozwoliłoby skuteczniej walczyć z dyskryminacją.

– Projekt zadziałał jak zapalnik, wywołał gorący spór – mówi „Rz” socjolog, prof. Georges Mink. – Jego zwolennicy argumentują, że dostarczy nam wiedzy o rzeczywistym stanie integracji mniejszości w społeczeństwie. Przeciwnicy alarmują, że będzie oznaczać rasową stygmatyzację obywateli – tłumaczy.

Sabeg zapewnia, że nie zamierza tworzyć żadnych kartotek rasowych i pozwolić, by o przynależności etnicznej danej osoby decydowali urzędnicy. To obywatele będą deklarować, kim się czują.

Te zapewnienia wyśmiewa Malek Boutih, członek kierownictwa opozycyjnej Partii Socjalistycznej pochodzenia arabskiego. – Już widzę, jak pozwolą mi zadeklarować, że jestem Azjatą – kpi.

Nicolas Sarkozy nie ukrywa, że bliskie są mu idee, które legły u podstaw polityki wobec czarnej mniejszości w USA w latach 60. Administracja Lyndona Johnsona zaczęła wprowadzać wtedy przepisy zobowiązujące uczelnie i urzędy do przyjmowania określonej liczby czarnych. Podobną politykę tzw. pozytywnej dyskryminacji chciałby forsować we Francji Yazid Sabeg.

– USA i Francji nie można porównywać – odpowiada Guillaume Ayné. – W USA było niewolnictwo, a polityka, której wyrazem był Civil Right Act z 1964 roku, miała na celu przezwyciężanie jego następstw. Tymczasem do Francji ludzie z Beninu czy Senegalu nie przyjechali jako niewolnicy. Badania socjologiczne pokazują, że Afroamerykanie w USA uważają się za członków wspólnoty etnicznej, tymczasem czarni we Francji – nie. Czy francuski rząd chce, żeby zaczęli tak się czuć? – pyta.

We francuskich elitach politycznych i ekonomicznych oraz w wyższej kadrze uniwersyteckiej osoby pochodzące z Maghrebu i Czarnej Afryki są prawie nieobecne. Zapatrzony w USA Sarkozy postawił sobie za cel zmianę tego stanu rzeczy, zaczynając od samej góry. W składzie jego rządu znaleźli się przedstawiciele mniejszości – m.in. Rachida Dati i Rama Yade. Dati, która ma korzenie arabskie, startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a prezydent szuka już jej następcy – również wśród mniejszości. W rządzie może się znaleźć niedługo 39-letnia Christine Kelly, dziennikarka pochodząca z Karaibów.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.szymaniak@rp.pl]m.szymaniak@rp.pl[/mail][/i]