Do tej pory zgodę na zagraniczne operacje wojskowe musiała wydać Rada Federacji. Teraz prezydent Miedwiediew zwrócił się do izby wyższej rosyjskiego parlamentu z propozycją, by zrezygnowała z tego przywileju i pozostawiła decyzję prezydentowi.
– Propozycja Miedwiediewa z pewnością zostanie zaakceptowana – mówi „Rz” rosyjski ekspert ds. bezpieczeństwa Aleksander Golc. Gdy tak się już stanie, Miedwiediew będzie miał prawo wysyłać wojska za granicę w celu: odparcia ataków na rozlokowane tam rosyjskie oddziały, dokonania agresji przeciwko państwu trzeciemu, obrony rosyjskich obywateli przebywających za granicą oraz walki z piratami. Według nowej doktryny Rosja ma prawo używać broni atomowej w „krytycznych sytuacjach” dla zapewnienia bezpieczeństwa narodowego.
23 października Duma przyjęła zmiany do ustawy zakładającej atak prewencyjny. Tydzień później przepisy zatwierdziła Rada Federacji, a 9 listopada podpisał ją prezydent. Wcześniej rosyjskie wojska mogły być użyte za granicą jedynie dla odparcia agresji na terytorium Rosji. Ukraińskie MSZ obawia się, że nowa doktryna da pretekst do rosyjskiej interwencji na Krymie lub we wschodnich obwodach Ukrainy, gdzie mieszka kilka milionów Rosjan.
– Interwencja jest możliwa, ale tylko w przypadku zagrożenia dla stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Raczej nie chodzi o ekspansję terytorialną, bo Rosja wyciągnęła wnioski z konfliktu w Gruzji – uważa Iwan Konowałow, komentator wojskowy gazety „Kommiersant”.
Rosja naraziła się na krytykę po zeszłorocznej wojnie z Gruzją o kontrolę nad separatystyczną Osetią Południową i Abchazją i uznaniu niepodległości obu samozwańczych republik. Jednak zdaniem wielu ekspertów Kreml jasno pokazał, że nie zrezygnuje ze swojej strefy wpływów.