Wczoraj wieczorem telewizja Fox News miała pokazać pierwszy odcinek show Sary Palin “Prawdziwe amerykańskie historie”. Program pokazuje “wzięte z życia opowieści ludzi, którzy pokonali przeciwności losu”. Poważne przeciwności producenci programu musieli pokonać jeszcze przed emisją show. Spoty reklamujące program Palin zapowiadały bowiem, że wśród jej pierwszych gości znajdzie się raper LL Cool J. oraz słynny piosenkarz country Toby Keith. Tymczasem LL Cool J. oświadczył, że ostatniego wywiadu dla Foksa udzielił dwa lata temu i zażądał wycięcia go z show Palin. Zdziwienie wyraził też Toby Keith, który rozmawiał z Foksem w styczniu 2009 roku. Pomijając te problemy – które dodatkowo nagłośniły debiut show – rozwój kariery byłej gubernator Alaski wciąż zadziwia.
Zanim podczas kampanii przedwyborczej w 2008 roku pojawiła się u boku kandydata na prezydenta Johna McCaina, o jej istnieniu wiedział mało kto. Dziś Amerykanie dzielą się na tych, którzy ją kochają, i tych, co jej nienawidzą. Według sondaży nieprzychylne zdanie ma o niej 50 proc. pytanych, a popiera ją 37 proc.
Jej profil na Facebooku ma jednak 1,5 miliona fanów. A pod koniec roku jej 400-stronicowa autobiografia została bestsellerem w internetowych księgarniach już na półtora miesiąca, zanim trafiła do sprzedaży. Od stycznia Palin jest komentatorką Fox News, a przed tygodniem podpisała kontrakt z Discovery Communications na udział w serialu dokumentalnym “Alaska Sary Palin”. – Sądzę, że jest przekonana, iż występy w telewizji i udział w programach w Fox News pomogą jej w politycznej karierze. Według mnie popełnia jednak wielki błąd – mówi “Rz” Larry Haas, były strateg ds. komunikacji w Białym Domu, a obecnie komentator i konsultant ds. PR. – Im częściej robi coś takiego, tym mniej poważnie traktują ją ludzie. Widzą w niej bowiem gwiazdę zamiast poważnej osoby, która ma poważny program polityczny – dodaje Haas, podkreślając, że jeśli Palin poważnie myśli o wyborach, powinna zdobywać wiedzę na temat polityki zagranicznej czy wyzwań, przed jakimi stoi Ameryka.
Jej ostatnie wystąpienie na antyrządowym wiecu w Nevadzie wielkiej wiedzy może nie ujawniło, ale udowodniło, że Palin wciąż potrafi porwać tłumy. Jeśli dołożyć do tego umiejętność przyciągania milionów dolarów na kampanię, to można zrozumieć, dlaczego wielu konserwatystów wciąż uważa ją za jednego z głównych republikańskich kandydatów do walki o Biały Dom. Według sondażu CNN na Palin zagłosowałoby w 2012 roku 18 proc. wyborców – na Mitta Romneya 22 proc., a na Mike’a Huckabee’ego 17 proc. Znany neokonserwatywny komentator Norman Podhoretz w poniedziałkowym felietonie w “Wall Street Journal” porównywał krytykę Palin do tego, jak przed laty mówiono o Ronaldzie Reaganie.
Ona sama nie ogłosiła jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie wyścigu do Białego Domu. Niewykluczone jednak, że zamiast walki w wyborach zdecyduje się na lukratywny telewizyjny kontrakt i rolę prawicowej Opry Winfrey. “Jestem coraz bardziej przekonany, że Sarah Palin stara się raczej o rolę szefa imperium medialnego, niż prowadzi kampanię prezydencką” – napisał we wtorek Howard Kurtz z “Washington Post”. – Jeśli zdecyduje się na karierę w mediach, ma szansę być w tym naprawdę dobra – ocenia Larry Haas.