Parlament Litwy odrzucił rządowy projekt ustawy, który miał umożliwić pisanie nazwisk członków mniejszości narodowych – w tym Polaków – w ich własnych językach. Przyjął inny, na mocy którego oryginalna pisownia ma mieć charakter "dodatkowy".
Głosowanie poprzedziły ataki na Polaków w litewskich mediach i apele o obronę języka litewskiego. Głosowano akurat w dniu, w którym Lech Kaczyński spotkał się w Wilnie z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite. Polski prezydent nie krył zdziwienia.
Nie tylko on. – Ta decyzja świadczy o słabości rządu Litwy i o wciąż silnych tendencjach nacjonalistycznych w tym kraju. Prezydent pojechał tam w złym momencie – mówi "Rzeczpospolitej" Marek Borowski z Socjaldemokracji Polskiej, przewodniczący Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.
– To błędna decyzja, niesłużąca zbliżeniu polsko-litewskiemu – podkreśla poseł Robert Tyszkiewicz (PO). – Postulat dotyczący pisowni nazwisk podnoszony był od lat i pozostaje jedną z niezałatwionych spraw. W świetle standardów obowiązujących w UE decyzja Sejmu Litwy nie przynosi chluby państwu litewskiemu – dodaje.
Polscy politycy przekonują, że konieczne jest podjęcie działań na forum międzynarodowym, zwłaszcza w Unii Europejskiej. – Musimy przemyśleć roztropną, ale stanowczą politykę wobec Litwy – mówi poseł Tyszkiewicz. Podobnie uważa eurodeputowany Paweł Kowal (PiS): – Litewski rząd obiecuje, a rządząca większość w parlamencie uchwala coś innego. Nie ma nic gorszego niż świadomość, że partner nie dotrzymuje słowa. Przyszedł czas na działania na forum europejskim – zapowiada Kowal.