Reklama

Minister finansów Litwy: Nadchodzi huragan, a my jesteśmy w oku cyklonu

Pieniądze to obecnie najtańszy sposób, by pozostać tym, kim jesteśmy. Ukraina płaci za to znacznie wyższą cenę – mówi „Rzeczpospolitej” minister finansów Litwy Kristupas Vaitiekūnas. I poleca Polsce wprowadzone na Litwie obligacje obronne.

Publikacja: 02.01.2026 05:05

Minister finansów Litwy Kristupas Vaitiekūnas

Minister finansów Litwy Kristupas Vaitiekūnas

Foto: mat. pras.

Litwa, podobnie jak Polska, jest liderem w NATO pod względem wydatków na obronność. Jak w przyszłorocznym budżecie godzą Państwo konieczność gigantycznych inwestycji zbrojeniowych z utrzymaniem dyscypliny fiskalnej wymaganej przez Unię i strefę euro?

To bardzo dobre i trudne pytanie. Pomagają nam wprowadzone przez Komisję Europejską mechanizmy pozwalające na zwiększenie wydatków na obronność. Dzięki tzw. klauzuli wyjścia można czasowo zwiększyć deficyt, jeśli wydatki idą na obronność. I z tego korzystamy.

Wasz rząd przeforsował dużą reformę podatkową, aby sfinansować rosnące wydatki. Czy nie obawia się pan, że dodatkowe obciążenia mogą spowolnić wzrost gospodarczy?

Nie, nie martwię się tym, ponieważ wprowadziliśmy zmiany podatkowe w kilku kierunkach, rozkładając i ograniczając ich wpływ na gospodarkę. W sumie wprowadziliśmy sześć różnych zmian w opodatkowaniu. Dzięki nim udało się uzyskać dodatkowy dochód w wysokości 0,6 proc. PKB. Pieniądze te kierujemy bezpośrednio do funduszu obronnego w budżecie państwa. Sprawdziliśmy, jaki negatywny wpływ będzie to miało na wzrost PKB i wyszło, że około 0,2 punktu procentowego.

Jak zwiększone obciążenia zostały przyjęte przez społeczeństwo i przedsiębiorców? Udało się uniknąć protestów?

Zmiany podatkowe, zwłaszcza gdy podnosimy podatki, a nie obniżamy – są dość trudne do wytłumaczenia przedsiębiorcom i obywatelom. Trudno przekonać ich, że to najlepsza droga. Każda grupa społeczna czy biznesowa ma swój własny pogląd. Na przykład biznes przychodzi i mówi: „podnoszenie podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) to zły ruch, powinniście zamiast tego podnieść VAT”. A potem przychodzi stowarzyszenie konsumentów i mówi: „Tylko nie podnoście VAT-u, proszę podnieść CIT”. Dość trudno to zrównoważyć i zawsze spotykasz się z zastrzeżeniami wobec tego, co robisz. Na pewno nie zdobędziesz tym popularności. Ale myślę, że ostatecznie odnieśliśmy sukces, ponieważ wyraziliśmy się bardzo jasno: cały dodatkowy dochód idzie na obronność. Owszem, wciąż były sprzeciwy, ale prawdopodobnie wyglądałyby inaczej, gdybyśmy powiedzieli: „to na ogólne wydatki kraju, administrację, na podwyżki czyichś płac czy na emerytury”. Chciałbym jednak zauważyć, że mimo wzrostu wydatków wojskowych w budżecie na 2026 r. udało nam się zawrzeć podwyżki emerytur i płac.

Czytaj więcej

2026 będzie rokiem okrętów podwodnych i samolotów F-35

Litwa wprowadziła podatek od nadzwyczajnych zysków banków (windfall tax), aby sfinansować wydatki obronne. Czy sektor bankowy mocno ucierpiał? Czy udało się zapobiec przerzuceniu tych kosztów na klientów?

Litewski sektor bankowy jest dość specyficzny. Trzy główne banki odpowiadają za ponad trzy czwarte całego sektora. Jest więc bardzo skoncentrowany. Ten podatek, wprowadzony przez poprzedni rząd, został nałożony na nadzwyczajne zyski. Banki otrzymały dużo dodatkowego dochodu z powodu wysokich stóp procentowych. I właśnie to zostało opodatkowane [podatek naliczano od nadmiarowej płynności trzymanej w banku centralnym – red.]. Teraz, gdy stopy procentowe spadły, podstawa opodatkowania po prostu zniknęła, a podatek zostanie zniesiony od 2026 r. Uważam, że był to udany ruch. Ale ponieważ sektor bankowy jest tak skoncentrowany, dość trudno jest uniknąć sytuacji, w której większość tych kosztów zostaje ostatecznie przerzucona na społeczeństwo.

Reklama
Reklama

Czy Litwa rozważa wprowadzenie dodatkowych podatków czy innych danin? Czy bardziej prawdopodobne jest zwiększenie pożyczek publicznych, biorąc pod uwagę, że poziom długu pozostaje stosunkowo niski?

W tej chwili nie mamy planów dotyczących nowych podatków czy zwiększenia opodatkowania. Oczywiście nigdy nie można wykluczyć sytuacji, w której podwyżka podatków stanie się nieunikniona, zwłaszcza gdy wiemy, jak niestabilna jest sytuacja geopolityczna. W programie rządowym jest jeden podatek dotyczący bankowości, ale mamy już podobny, więc w tej chwili nie ma planów dodatkowego opodatkowania [w umowie koalicyjnej jest plan podatku od aktywów finansowych, który mógłby zastąpić obecny, ale jego kształt nie został jeszcze ustalony – red.].

Litwa ma dług publiczny na poziomie około 40 proc. PKB. To dość mało, ale mamy dramatyczny wzrost wydatków na obronność. Na 2025 r. zaplanowano 3 proc. PKB, w ciągu roku zwiększyliśmy to do 4 proc. PKB, a na przyszły rok planujemy 5,38 proc. PKB. To najwięcej w Unii Europejskiej. Nawet podwyższone podatki nie są w stanie tego pokryć. Wywiera więc to ogromną presję na poziom długu. Wyliczyliśmy, że jeśli będziemy kontynuować naszą politykę, to za trzy lata, do końca naszej kadencji, dług publiczny wzrośnie do 53 proc.

Mamy więc pewien bufor i możemy szukać najlepszych możliwych rozwiązań, bo wzrost opodatkowania obciąża rozwój gospodarki. 

Co obecnie jest największym ryzykiem dla stabilności litewskich finansów publicznych?

Zdecydowanie sytuacja geopolityczna. Jest tak zmienna, tak nieprzewidywalna – i to nie tylko dla finansów publicznych, ale dla całej Litwy jako państwa. Wszystko może zmienić się nagle. Oczywiście rosnący dług jest zagrożeniem i powodem do niepokoju.

Jak ocenia pan sytuację gospodarczą Litwy? Jakie są prognozy wzrostu PKB?

Ministerstwo Finansów dwa razy w roku przygotowuje prognozę gospodarczą na okres średnioterminowy, trzy lata. I jeśli spojrzeć na te prognozy makroekonomiczne, sytuacja wygląda bardzo dobrze, słonecznie. Oczywiście ta prognoza nie uwzględnia wszystkich ryzyk geopolitycznych. Czasami patrzę na naszą prognozę ekonomiczną i widzę to tak: nadchodzi wielka burza, formuje się huragan, ale w samym jego środku jest oko cyklonu. Tam jest słoneczna pogoda i piękny widok. Tak wygląda nasza prognoza gospodarcza, ponieważ przewidujemy wzrost PKB na poziomie około 3,5 proc. w 2026 r. i około 2,5 proc. w latach 2027 i 2028.

Polskie prognozy są zbliżone.

Tak, są bardzo podobne. Rozmawiałem właśnie z Andrzejem Domańskim, ministrem finansów i gospodarki, o tym, że sytuacja jest bardzo zbliżona, ale Polska ma jedną przewagę: ma znacznie niższą stopę bezrobocia, ok. 5 proc. Pytaliśmy go więc o to, co robi dobrze, a co my robimy źle w tej dziedzinie.

Reklama
Reklama

Jaka jest teraz stopa bezrobocia na Litwie?

Na Litwie wynosi około 7 proc. i utknęła na tym poziomie od dłuższego czasu. Nie zmienia się mimo faktu, że gospodarka rośnie. Dlaczego? Tego do końca nie wiemy.

Przystąpienie do strefy euro w 2015 r. było zdecydowanie udanym ruchem. Euro przyciągnęło inwestycje, rozpoczął się długi okres wzrostu płac, a Litwa bardzo szybko zaczęła rozwijać klasę średnią i lepiej płatne miejsca pracy

Co jest siłą napędową wzrostu gospodarczego?

Przez długi czas głównym czynnikiem, koroną litewskiej gospodarki, był przemysł. Teraz, z powodu spowolnienia u naszych głównych partnerów eksportowych, jak Niemcy, doświadczamy spowolnienia w przemyśle. Wzrost jest bardzo wolny, wręcz zerowy. W tej chwili opiera się głównie na konsumpcji wewnętrznej, wydatkach gospodarstw domowych oraz wydatkach rządowych.

To kolejne podobieństwo do Polski. Ale jest fundamentalna różnica – Litwa jest w strefie euro, a Polska nie. Czy euro pomogło wam przetrwać zachodnie turbulencje gospodarcze lepiej, niż gdybyście nadal mieli lita?

Mieliśmy lita przez bardzo długi czas powiązanego z euro. To był sztywny kurs, więc poruszał się razem z euro. Jeśli euro szło w górę, lit szedł w górę. Jeśli euro w dół, lit w dół. Przystąpienie do strefy euro w 2015 r. było zdecydowanie udanym ruchem. Był to sukces na znacznie szerszą skalę. Euro przyciągnęło inwestycje, rozpoczął się długi okres wzrostu płac, a Litwa bardzo szybko zaczęła rozwijać klasę średnią i lepiej płatne miejsca pracy. Był to jeden z głównych czynników sukcesu ostatniej dekady rozwoju Litwy.

Wielu Polaków postrzega euro jako rozwiązanie, które podbija ceny i czyni kraje drogimi do życia.

Kiedy płace zaczynają rosnąć, gospodarka zaczyna rosnąć, to nieuniknione, że ceny również zaczynają rosnąć. Oczywiście wzrost cen był. Myślę, że istnieje też ważny czynnik psychologiczny. Kiedy masz pensję w litach i otrzymujesz, powiedzmy, 2000 litów miesięcznie. A po przyjęciu euro widzisz, że twoja pensja to około 600 euro i porównujesz to do innych krajów posiadających euro. Prawda jest jednak taka, że euro było główną siłą napędową gospodarki, a dzięki niemu Litwa przyciągnęła inwestycje. To było bardzo korzystne dla Litwy.

Czytaj więcej

SAFE da Polsce miliardowe oszczędności. Wiemy, ile zyskamy naprawdę
Reklama
Reklama

W Polsce współpraca między rządem a prezydentem z opozycji w kwestiach finansów publicznych jest trudna. Jak wygląda kultura polityczna na Litwie w obliczu zagrożenia ze Wschodu? Czy gracie do jednej bramki, jeśli chodzi o budżet obronny?

Budżet obronny został przyjęty jednogłośnie. Wszystkie partie, prezydent i rząd – wszyscy zgodziliśmy się co do tych wydatków. Ponieważ to najtańszy sposób, by pozostać tym, kim jesteśmy. Ukraina płaci za to znacznie wyższą cenę. Pieniądze to najtańszy sposób.

Czy jako sąsiad i partner gospodarczy patrzy pan na wysoki deficyt i wydatki socjalne Polski z niepokojem? Czy też uważa pan, że w naszym przyfrontowym regionie polityka zaciskania pasa jest obecnie bezpieczniejsza niż stymulowanie konsumpcji?

Myślę, że my, Litwa i Polska, jesteśmy w tym kontekście bardzo podobni – jak już mówiliśmy, sytuacja jest bardzo zbliżona do polskiej. Mówiłem o prognozach. Myślę, że w danej sytuacji jest napięcie polityczne, napięcie psychologiczne w społeczeństwie. A z wydatkami socjalnymi – które oczywiście stanowią główną część budżetu – niewiele możemy zrobić. W obecnej sytuacji myślę, że lepiej akceptować presję na finanse publiczne, niż dopuścić do osłabienia zdolności do obrony. Myślę, że oba kraje, Litwa i Polska, wybrały właściwą drogę.

Wilno od dawna jest bardzo silnym ośrodkiem, znanym jako europejska stolica fintechu. Jakie są plany na utrzymanie tej pozycji w przyszłym roku, w sytuacji, gdy Unia wprowadza coraz bardziej restrykcyjne regulacje? Czy nie obawiacie się odpływu innowacyjnych firm?

Tak, to globalny problem dla całej Unii Europejskiej, ponieważ mamy genialne umysły. A genialne umysły zakładają genialne firmy. Niektóre z tych firm rosną niesamowicie szybko, stają się duże, a potem decydują się przenieść do Stanów Zjednoczonych. I to jest bardzo niepokojące, szczerze mówiąc. Jakie innowacje mamy w Europie z ostatnich kilku dekad? Nie wiem. Sztuczna inteligencja – teraz to wyścig między USA a Chinami. A Unia Europejska tworzy zasady dla sztucznej inteligencji, ale nie tworzy jej samej. Tak, te regulacje są dla mnie powodem do niepokoju. Wilno było i nadal jest dobrym miejscem dla start-upów w branży fintech. Teraz staramy się upraszczać przepisy, aby zatrzymać nasze firmy fintechowe w kraju. I myślę, że będziemy kontynuować tę ścieżkę, ponieważ sektor fintech i te start-upy stały się znaczącą siłą napędową gospodarki. I rozwinęły się zdecydowanie powyżej naszych oczekiwań.

Gdyby mógł pan wskazać jedną litewską innowację lub rozwiązanie systemowe, które Polska powinna skopiować jeden do jednego, np. w podatkach, administracji czy innych dziedzinach, co by to było?

Mamy obligacje obronne, dzięki którym społeczeństwo może bezpośrednio inwestować w naszą obronę, w zakupy sprzętu wojskowego. Oprocentowanie nie jest zbyt wysokie, to 2 proc., a zazwyczaj Litwa pożycza na 3-4 proc., ale wielu ludzi kieruje się uczuciami patriotycznymi. Oczywiście nie jest to główny czynnik w gromadzeniu pieniędzy, ale w niektórych miesiącach, zwłaszcza gdy rozmawiamy o budżecie, o tym, ile pieniędzy pójdzie na obronę i jak to jest ważne, ludzie to słyszą i w tych miesiącach zaczynają kupować te obligacje. W październiku zgromadziliśmy 1 proc. wszystkich wydatków obronnych właśnie w ten sposób.

Mamy obligacje obronne, dzięki którym społeczeństwo może inwestować w naszą obronę. Oprocentowanie nie jest zbyt wysokie, to 2 proc., a zazwyczaj Litwa pożycza na 3 do 4 proc., ale wielu ludzi kieruje się uczuciami patriotycznymi

Reklama
Reklama

Gdzie widzi Pan największy potencjał do rozszerzenia współpracy gospodarczej między Polską a Litwą?

Myślę, że zdecydowanie w sektorze bankowym. Polskie banki przyglądają się litewskiemu rynkowi. Nie jest duży, ale całkiem zyskowny. I myślę, że to dobry kierunek dla waszych inwestorów. Może też sektor sprzedaży detalicznej... Ogólnie współpraca między Polską a Litwą jest dość silna. Polska jest naszym partnerem handlowym numer jeden. Więc myślę, że robimy tu całkiem spory postęp i odnosimy sukcesy.

Litwa jest głośnym orędownikiem konfiskaty zamrożonych rosyjskich aktywów. Czy widzi pan realną szansę dla Ukrainy, aby te fundusze popłynęły szerokim strumieniem w 2026 r.? Czy opór prawny w Brukseli i Waszyngtonie jest wciąż zbyt silny?

Decyzje podjęte właśnie w Radzie Europejskiej wskazują, że na razie ten pomysł zostanie nieco odsunięty na bok. Ale wojna trwa i ewoluuje bardzo szybko. Sytuacja może zmienić się diametralnie. Równie błyskawicznie może zmienić się stanowisko państw w niedalekiej przyszłości. Ta opcja jest wciąż w grze.

Gospodarka
Skuteczny bojkot kanadyjskich konsumentów
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Gospodarka
Brytyjczycy zaciskają pasa. Związki zawodowe apelują o reset relacji z UE
Gospodarka
„Wystarcza tylko na jedzenie i ubranie”. Blisko 60 mln Rosjan na skraju ubóstwa
Gospodarka
Gospodarka Rosji „wyzerowała”. Wojna już nie wystarcza
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Gospodarka
Choinka świąteczna, czyli nieoczywista tradycja
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama