Od Sztokholmu po Sofię dominował w piątek ten sam obraz: hale lotnisk przepełnione zdesperowanymi pasażerami, loty odwołane, brak informacji.
W Niemczech zamknięto 15 lotnisk, w tym największe – we Frankfurcie nad Menem. Tysiące pasażerów spędziło noc w halach odlotowych. W Düsseldorfie ponad 2 tys. podróżnych spało na podłodze opartych o walizki. Przed punktami obsługi linii lotniczych tworzyły się długie kolejki, dochodziło do przepychanek. W sumie ponad 50 tys. pasażerów zostało uziemionych.
Problem dotknął nawet kanclerz Angeli Merkel, która wracała z kilkudniowej wizyty w USA. Zamiast na lotnisku Tegel w Berlinie rządowy airbus lądował w Lizbonie.
Wielu pasażerów zrezygnowało z podróży lub usiłowało się przesiąść na pociąg czy samochód. Niemiecka kolej zarejestrowała 10 tys. dodatkowych rezerwacji. W piątek po południu dalekobieżne pociągi były już całkowicie przepełnione, mimo że kolej zwiększyła ich skład. Zabrakło też samochodów w wypożyczalniach i miejsc w autokarach do Londynu, Brukseli, Paryża i Oslo.
Także we Francji tysiące pasażerów utknęło na lotniskach. Nie byli jednak w stanie się przesiąść do pociągów z powodu trwającego już od ponad tygodnia strajku kolejarzy. Zabrakło też miejsc w pociągach Eurostar do Londynu.